1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Płakałam. "Derek" uderza prosto w serce i pyta, czy jesteśmy dobrymi ludźmi?

Jeśli Amerykanie postanowią zrobić własną wersję "Dereka", to uroczyście obiecuję, że pojadę do Stanów, znajdę tego, kto wpadł na ten pomysł i zrobię mu coś złego. Jeszcze nie wiem co, ale "Derek" nie zasługuje, by potraktowano go plastikowymi aktorami i przewidywalnymi, ckliwymi momentami. "Derek" to jedna z najpiękniejszych serii w ostatnich kilku latach.

Płakałam. „Derek” uderza prosto w serce i pyta, czy jesteśmy dobrymi ludźmi?

"Derek" jest do bólu prosty. Główny bohater nie jest tak do końca główny, ale wokół niego obraca się fabuła. Derek pracuje w domu opieki dla starszych osób i jest nieco opóźniony umysłowo. Nie pada, jak - to po prostu widać. Derek zachowuje się czasem jak dziecko, ale łącznie z dziecięcą ufnością i piękną naiwnością. Bo Derek mówi "Nie wiem, czy wierzę w Boga. To nie ma znaczenia, tak myślę. Poznałem ludzi, którzy są mili i nie wierzą w Boga, i też takich, którzy wierzą w Boga i są okropni. No i poznałem ludzi, którzy wierzą w Boga, i niektórzy są niemili, a niektórzy okropni. Więc po prostu trzeba być miłym. To najprostsze, bądź po prostu miły. Dlatego ja jestem miły. Nie bo chcę iść do nieba czy coś. Nie wiem. Ale gdy robię miłe rzeczy, to czuję się miło, a jak robię złe rzeczy, to czuję się źle. Dlatego wiem".

I to jest Derek, jednak wokół niego, w domu opieki, pracują i znajdują się ludzie. Tacy z krwi i kości. Nikt nie jest specjalnie inteligentny - Hannah, która prowadzi dom, czasem zastanawia się, czy nie przegrała swojego życia, Doug konserwator wie, że je przegrał, Kevin ma bzika na punkcje seksu, a pensjonariusze... Pensjonariusze żyją.

"Derek" przez swój format, ni to dokument z setkami, ni zwykły, ale tandetnie nagrany, z ckliwymi wstawkami dźwiękowymi serial i dzięki postaciom z krwi i kości sprawia wrażenie, jakby oglądało się życie. Takie, które ma wzloty i upadki. "Derek" pokazuje, że starość czy upośledzenie to wcale nie piętno i koniec radości - że szczęśliwi mogą być ci, którzy nie mają fortuny, kariery i bajkowego życia. Jak chociażby mąż pensjariuszki chorej na alzhaimera - odwiedzając ją codziennie jest szczęśliwy, że może poznawać ją na nowo 365 dni w roku. Któż inny może przeżywać tę szczęśliwą chwilę z miłością swojego życia tyle razy?

W "Dereku" mamy śmierć, nieszczęścia, mamy chciwość, zapomnienie i tragedie, ale wśród tych wszystkich okropności i brzydkiego świata dostajemy potężną dawkę nadziei, że nie wszystko stracone. Że to, co najważniejsze, to człowiek. I jakby naiwnie to nie brzmiało, to "Derek" jest wspaniały.  W zalewie produkcji, które prześcigają się w graniu na emocjach, dynamice fabuły, pięknych aktorach i wielkich, "epickich" scenach "Derek" jest powiewem świeżości. Czasem zabawnej, ale w większości wzruszającej i każącej zatrzymać się na chwilę i pomyśleć i tym, co jest ważne. I o tym, czy jesteśmy dobrymi ludźmi - tak po prostu.

Płakałam. Kilkukrotnie.