1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Heroes - mieli wszystko, by być najlepszym serialem świata i schrzanili to

W okresie boomu na oglądanie seriali (i to nie na zasadzie "będzie leciał po Panoramie") niemal niepodzielnie internetowymi trendami rządziły trzy marki: Lost, Prison Break i Heroes. Co do tych dwóch pierwszych każdy ma mieszane odczucia, wielu uznaje je za klasykę. O Heroes coraz częściej po prostu zapominamy. A to miał być najlepszy serial świata. 

Heroes – mieli wszystko, by być najlepszym serialem świata i schrzanili to

Choć serial zebrał stosunkowo dużą grupę fanów, część szybko się wykruszyła, a nawet zaczęła go szczerze nienawidzić - za to czym się nie stał, choć powinien. Nawet wierni fani nie są po latach zbyt aktywni w sieci, na YouTube można znaleźć pięć na krzyż teledysków robionych przez nastolatki zakochane w aktorach i na tym mitologia Herosów w zasadzie upada.

A jeszcze kilka lat temu był przecież kult. I trudno się dziwić. Grupa ludzi z różnych regionów odkrywa u siebie moce, niczym u bohaterów komiksów. Sam serial nawiązywał zresztą do komiksowej konwencji, choć zarazem starano się zachować optymalny realizm przedstawionych sytuacji, same zaś zdolności tłumacząc nawet w sposób biologiczny. Na tle zbieraniny jeden prawdziwy lider i superheros, Peter Petrelli, w tle świat wpływowej polityki, stuknięty Azjata, rozkapryszona nastolatka i jej wszystkowiedzący ojciec.

Wokół mocy naszych herosów cały czas zbierała się prawdziwa tajemnica - skąd pochodzą, co oznaczają, jak je wykorzystać we współczesnym świecie. Klimat dodatkowo potęgowała rewelacyjna muzyka utrzymana w starożytnym, rzymsko-egzotycznym klimacie z elementami elektroniki. Jeden z bohaterów był niezwykle charyzmatycznym lektorem, który w kontekście wydarzeń na ekranie rozprawiał o sensie życia.

No i Sylar. Jeden z najlepszych bohaterów negatywnych serialowego świata. On jeden rozumiał od początku jak to wszystko działa, a w całej swojej zachłanności przejmował moce superbohaterów, by stać się istotą doskonałą. Był przy tym trochę stukniętą, ale jednak przede wszystkim tragiczną postacią, wobec której - od początku - miałem nadzieję, że ostatecznie poświęci się i zginie ratując całą planetę.

Problem z Herosami polegał na tym, że praktycznie przez cały pierwszy sezon, ponad dwadzieścia odcinków, oswajali się z tymi swoimi mocami, wyobcowani w otaczających im świecie. To było zdecydowanie za długo, ale mówiłem sobie "od następnego sezonu zacznie się jatka!". Wybaczcie mój prymitywizm, Heroes z całą pewnością nie opierał się na dialogach (jak Lie to me czy Suits), wszyscy czekali na efektowną (w miarę budżetowego serialu) akcję.

Akcji nie było. Drugi sezon był przegadany, trzeci i czwarty były nie tylko przegadane, ale potwornie nudne. Co z tego, że nasi bohaterowie latali i rzucali ognistymi kulami, skoro w większości scen latanie służyło do uciekania, a największa i jedyna w sumie walka w serialu wydarzyła się... za zamkniętymi drzwiami. Heroes był żywą definicją słynnych słów Jacka Braciaka wypowiedzianych na kanapie Kuby Wojewódzkiego na temat tego czym różni się polski film od amerykańskiego. Tyle tylko, że przecież Heroes robili Amerykanie, a momentami sprawiał wrażenie, jakby jednak stali za nim Polacy.

Nic zatem dziwnego, że rozczarowana widownia uciekała. Mało seriali tak konsekwentnie traciło swoją widownię jak właśnie Heroes i po czwartym sezonie stacja anulowała show. Na całe szczęście zostawiając w miarę udane otwarte zakończenie.

Mam w pamięci taki serial, 4400, on był oparty o podobną tematykę (supermoce u przeciętnych ludzi) i choć zabrakło mu tej całej mistycznej otoczki, zdolnych aktorów, świetnej otoczki, z sezonu na sezon stawał się coraz lepszy i tak naprawdę... anulowano go w najciekawszym momencie. To dopiero niesprawiedliwość, jeśli weźmiemy pod uwagę, że rozczarowujący Herosi przetrwali tyle samo.

Ale najbardziej wkurza fakt, że gdyby tylko ktoś tam miał ochotę, gdyby scenarzyści nie zrobili telenoweli melodramatycznej o wyobcowanych przez moce ludziach, tylko dodali do tego trochę ognia, to kto wie - być może kolejne sezony oglądalibyśmy do dziś, a bohaterowie byliby kultowi jak sam Dexter.

Zabrakło jednak rzeczy najważniejszej. Wybaczcie słownictwo, ale język polski nie posiada bardziej adekwatnego słowa, a i rzetelność dziennikarska nakazuje mi nazwać rzecz po imieniu. Herosom do pełni szczęścia zabrakło tylko - raz jeszcze wybaczcie - pierdolnięcia.