1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Mobile

Final Fantasy V na iOS - wszystko co najlepsze w serii

Całkiem niedawno pisałem o grach spod znaku Final Fantasy dostępnych na AppStore, a tu znienacka na horyzoncie w wydaniu mobilnym pojawiła się moja ulubiona odsłona tejże serii, Final Fantasy V.

Final Fantasy V na iOS – wszystko co najlepsze w serii

Dlaczego ulubiona? Mimo tego, że części kolejne, VI i VII to pod wieloma względami zwyczajnie lepsze gry, to jednak właśnie do “piątki” czuję największy sentyment. Z dwóch powodów. Po pierwsze - spędziłem przy niej masę czasu, a wierzcie mi, nie da rady inaczej. Bo mimo, że gra sama w sobie jest dosyć długa (choć fabuła raczej nie jest tak skomplikowana jak w przypadku części poprzedniej i kolejnej), to do tego dochodzą jeszcze całe godziny grindowania, maksowania postaci, zbierania ekwipunku i tak dalej - w przeciwnym razie utkniecie na drugim czy trzecim bossie. Zresztą, gra dosyć wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nabijanie leveli we własnym zakresie jest wskazane, oddając nam do dyspozycji kilka lokacji, idealnie się do tego celu nadających.

10

Po drugie, Final Fantasy V to taka pigułka wszystkiego, co charakterystyczne w starych odsłonach tej upadłej dziś serii. Mamy pseudo-średniowieczny setting z magią i adekwatnym orężem, zamkami, księżniczkami i tak dalej. Mamy też zamieszanie związane ze znikającymi kryształami odpowiadającymi ziemskim żywiołom, no i tego wielkiego Złego, czającego się gdzieś, by przejąć władzę nad światem - a przeszkodzić może mu oczywiście tylko grupka śmiałków, których połączyła seria zbiegów okoliczności (lub przeznaczenie, jak kto woli).

Sami bohaterowie nie są tutaj może aż tak ciekawi i nie angażujemy się w ich losy, jak np. w części czwartej, ale gra i tak stoi na wysokim poziomie w tym względzie. Są zwroty akcji, poświęcenie, sporo humoru i tak dalej - stara szkoła pisania scenariuszy przez Square. Zawiązanie historii jest proste i typowe dla Final Fantasy - nasz bohater, Bartz (co ciekawe, w wersji japońskiej zwał się Butz, ale ani to dobrze nie brzmi po angielsku, bo zupełnie jak “butts”, ani tym bardziej po polsku), dociera na miejsce upadku meteorytu, gdzie znajduje miejscową księżniczkę i tajemniczego starca, który stracił pamięć. Księżniczka jest w trakcie wykonywania pewnego zdania, a że Bartz i tak nie ma nic lepszego do roboty, a już tym bardziej staruszek z amnezją, to obaj ruszają razem z nią i tym sposobem, klocek po klocku, wzbogacona o dodatkowe osoby, nasza grupka dociera do etapu, w którym sama ratuje świat. Standard.

9

Co jednak odróżnia Final Fantasy V od pozostałych części, to rozbudowany i satysfakcjonujący system Jobs (zawodów?), które można dowolnie przypisywać bohaterom, rozwijać, zamieniać, modyfikować i tak dalej. Możliwości są ogromne, więc można stworzyć sobie dokładnie taką drużynę, na jaką mamy ochotę. Koniec zatem z koniecznością trzymania w ekipie postaci o konkretnych charakterystykach, bo tak chce fabuła gry - tutaj historia rozwija się swoją drogą, a nasz potencjał zbrojny swoją. Świetna sprawa - tym bardziej, że każdy zawód ma swoje specyficzne bonusy (złodziej widzi ukryte przejścia, paladyn osłania postać z niską ilością HP, itd.).

Cała reszta to elementy typowe dla Final Fantasy - turowa walka, masa ckliwych dialogów, eksploracja mapy, pojedynki z bossami i tak dalej... Wszystko jest na swoim miejscu i fani oldskulowych odsłon serii będą czuli się jak w domu. Szczególnie, że port na iOS jest wykonany bardzo dobrze. Oparty jest on na wersji z Gameboya Advance, więc mojej ulubionej - bez zbędnego trójwymiaru, za to z dodatkowym contentem. Grafika przypomina tę z FF: Dimensions i prezentuje się bardzo ładnie, na równie wysokim poziomie stoi również oprawa dźwiękowa. Sterowanie, jak to na ekranie dotykowym, nie jest najwygodniejsze, ale idzie się do wydawania komend w ten sposób przyzwyczaić.

11

Przy okazji ostatniego zestawienia, pisałem o tym, że nie do końca mogę się zdecydować, którą część powinienem zdecydowanie zarekomendować - no i proszę, oto i ona. Final Fantasy V to esencjonalna pigułka tego, co w serii (było) najfajniejsze, odziana w estetyczne szaty. Jeśli zatem macie urządzenie z iOS na pokładzie i chcecie zobaczyć, o co chodzi w cyklu i czy zawsze ograniczała się ona do ubranych w kolorowe fatałaszki lolitek i androgynicznych chłopców z dziwnymi fryzurami, to część piąta jest najlepszym wyborem. Szkoda, że kosztuje aż 14,49€ - no i jeszcze nie ma wersji na Androida, choć to pewnie jest kwestią czasu.