REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Jak tam, dziewczyny, podobało się zakończenie Gossip Girl?

Są takie seriale, o oglądaniu których mówi się z dumą (Dexter, Suits), są takie do których przyznajesz się tylko czasami (Spartacus) i są takie, na które trafiłeś zupełnie przypadkiem w telewizji, nigdzie nie mogłeś znaleźć pilota i tak minęło sześć sezonów. 

Jak tam, dziewczyny, podobało się zakończenie Gossip Girl?
REKLAMA
REKLAMA

No dobrze, przyznam się. Na Gossip Girl długo namawiały mnie koleżanki, wielu kolegów też oglądało (pociągnę ich za sobą na samo dno) i kiedy w końcu przełamałem się... to wciągnąłem pierwszy sezon niemal za jednym zamachem. Nie ośmielę się Wam, fani Supernatural, Californication czy Boardwalk Empire, wmawiać, że to bardzo dobry serial. Na pewno jednak w swojej konwencji jest w ścisłej czołówce.

To jedna z tych produkcji dla znudzonych gimnazjalistek, licealistek i studentek oraz ich kolegów, którzy najwyraźniej mają za dużo wolnego czasu. Kiedyś odpowiednikiem Plotkary było Jezioro Marzeń, potem chyba Życie na fali, aż wreszcie w 2007 serialem obyczajowym fascynującym miliony młodych kobiet na całym świecie została Gossip Girl.

Tytułowa bohaterka nie występuje w serialu jako postać. Prowadzi bloga, którym żyją zresztą elity Nowego Jorku. Wiecie, poważni biznesmeni i ich bogate wysublimowane żony zrywają się z krzeseł, gdy tylko dostaną powiadomienie o nowym wpisie na "Plotkarze". To trochę naiwne założenie ubarwiają jednak problemy przede wszystkim młodych ludzi, początkowo licealistów, a następnie studentów. Pierwsze romanse i wzajemne intrygi dzieciaków walczących o przetrwanie w najbardziej prestiżowej dzielnicy Nowego Jorku - mniej więcej wokół tego motywu przewodniego kręci się fabuła serialu.

I znów. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to dobra fabuła. Romansuje tam każdy z każdym, każdy każdego okłamuje, zdradza, oszukuje, następnie wybaczają sobie, wracają do siebie i tak w koło Macieju. Dzieci próbują zachowywać się jak dorośli, dorośli bez żadnych skrupułów zachowują się jak dzieci. O ile jeszcze do połowy trzeciego sezonu wszystkie te intrygi zdają się mieć jakiś sens, później fabuła ewidentnie  traci już resztki sensu, stare wątki mieszają się z nowymi, a te nowe są coraz bardziej absurdalne.

Ale dalej ogląda się z przynajmniej umiarkowanym zainteresowaniem. Tak to już jest z serialami - jeśli któryś wciągnie nas na początku, trudno go porzucić. W tym miejscu ostrzegam lojalnie, że dalej czekają na Was solidne spoilery.

Piąty i szósty sezon Plotkary to prawdziwa męczarnia. Moim zdaniem warto się jednak przemęczyć dla ostatniego odcinka, w którym losy bohaterów serialu się względnie zawiązują - i to dość przewidywalnie, dodajmy. Chuck ostatecznie żeni się z Blair, Lonely Boy z Sereną, a i pozostali bohaterowie jakoś tam parują się w swoim własnym gronie. Nawet nieudacznik życiowy Rufus ostatecznie znajduje miłość swojego życia, no i dowiadujemy się wreszcie kim była tytułowa Plotkara.

Otóż, choć głos Gossip Girl podkładała przecież Kristen Bell (pojawia się bardzo epizodycznie w zupełnie innej roli), od samego początku wiadome było, że jest nią ktoś z grona bohaterów. Osobiście podejrzewałem o to Rufusa lub służącą Dorotę. Ostatecznie jednak okazuje się, że w tej roli wystąpił... Dan Humphrey (ostrzegałem przed spoilerami, możecie winić wyłącznie siebie). I w tym momencie Plotkara nabiera sensu.

REKLAMA

Zdania na temat zakończenia serii są podzielone, moim zdaniem jednak te dwa sezony za długo, doskonale podsumował finał, w którym Dan odkrywa wszystkie karty. Jako samotny chłopiec "spoza" znalazł swój sposób na wkupienie się do elit, starannie przeprowadził intrygę, a na dodatek zbudował z pomocą Plotkary swoją własną karierę. Co więcej, takie wyjaśnienie ma dużo spójnych punktów z fabułą poprzednich odcinków, nie wydaje się rozpaczliwym wyjściem z sytuacji, które naprędce musieli wymyślać twórcy. Żadnych magicznych źródełek, ani innych takich ceregieli. To się ceni.

Zachęcam do dyskusji fanki serialu, a ewentualnych fanów do coming outu, bo jeśli żaden się tu nie wpisze to - przyznam szczerze - będzie mi trochę głupio.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA