REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Inland Empire Lyncha do obejrzenia za darmo

David Lynch od zawsze tworzył kino niebanalne i niejednokrotnie wyłamujące się wszelkim schematom. Potwierdza to „Inland Empire” – jego najdziwniejsze i najbardziej niejednoznaczne filmowe dokonanie, które obejrzymy za darmo w Kinoplex.

Inland Empire Lyncha do obejrzenia za darmo
REKLAMA
REKLAMA

Chętnie sięgam po osobliwe i nietuzinkowe produkcje. Zwykle bowiem są one bardziej fascynujące od kina Hollywoodzkiego i często mają silny przekaz. Stąd na przykład moje ostatnie uwielbienie greckiej nowej fali, a więc takich produkcji, jak „Kieł” czy „Alpy”. Swoją drogą, smutne jest to, że Grecy robią za grosze filmy, przy których dzisiejsza polska kinematografia okazuje się zupełnie pozbawiona ikry i wyrazu. Przed obejrzeniem „Inland Empire” wiedziałem, że film na pewno „ryje beret”. Nie spodziewałem się jednak, że aż tak bardzo, a widziałem niejedno.

Produkcja wymyka się wszelkim interpretacjom. Lynch bowiem całkowicie zatapia widza w onirycznej stylistyce, a fabuła przypomina wariacki sen – pozbawiony większej logiki i z niepasującymi do siebie wątkami. O sto procent łatwiejszy w odczytaniu jest kultowy „Donnie Darko” (obie produkcje są do siebie nieco podobne), tu natomiast interpretacja szybko przybiera wymiaru groteski. „Inland Empire” okazuje się zbyt surrealistyczny i pogmatwany, aby jego odczytywanie nie zaprowadziło nas w złą uliczkę – czystą nadinterpretację. Bohaterka, aktorka Nikki (znakomicie radząca sobie Laura Dern), okazuje się zupełnie zagubiona – trafia z jednego miejsca do drugiego, a wszystko sprawia wrażenie psychodelicznego snu. Uczucie wspomnianego zagubienia towarzyszyło mi podczas oglądania „Inland Empire”. I zdecydowanie o wywołanie takiego stanu u widza chodziło Lynchowi. Mimo to produkcję odebrałem przede wszystkim jako opowiadanie o cienkiej granicy między kinem a prawdziwym życiem – fikcją a prawdą. Taka interpretacja wydaje się jednak ogromnym uproszczeniem, ale głębsze brnięcie w to, co zrodził umysł reżysera, biorąc pod uwagę poziom skomplikowania, wydaje się po prostu skazane na porażkę.

Inland Empire
REKLAMA

Idealnie wykreowano zarazem atmosferę niepokoju – ogromna w tym zasługa Laury Dern, która stworzyła prawdziwą, przejmującą kreację. W filmie mamy pełno surrealistycznych scen przepełnionych grozą, a nastrój doskonale buduje niepokojąca muzyka i pojawiające się niespodziewanie dźwięki. Przez to „Inland Empire” jest bardzo sugestywny i mroczny. Ale w pewnym momencie traci na intensywności, bo trwa zbyt długo – blisko trzy godziny.

Dla każdego odbiorcy „Inland Empire” będzie jedynym w swoim rodzaju doznaniem. Filmem dziwniejszym od całej reszty, a przez to pod wieloma względami niezrozumiałym i niestety przydługim. Czy wartym obejrzenia? Na pewno, chociażby ze względu na oryginalny charakter, lecz i tak o wiele lepszym wyborem będą stare dzieła Lyncha – „Głowa do wycierania” lub „Człowiek słoń”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA