REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Pomnik Cesarzowej Achai, tom 2 - niedosyt jest, ale żeby spamiętać fabułę do następnej części?

Zawsze pozostaje niedosyt. Zawsze! Nawet teraz, po przeczytaniu drugiego tomu "Pomnika Cesarzowej Achai" ten niedosyt i oczekiwanie na część trzecią występuje, choć nie powinien. Bo druga część opowieści o wydarzeniach dziejących się tysiąc lat po śmierci Achai jest na razie najnudniejszą i najbardziej oczywistą częścią historii Arkach i w ogóle świata. A przecież w opisanych przez Ziemiańskiego dziejach Cesarstwa już wcześniej bywało nudnawo.

Pomnik Cesarzowej Achai, tom 2 – niedosyt jest, ale żeby spamiętać fabułę do następnej części?
REKLAMA

Nie to, żeby "Pomnik Cesarzowej Achai tom 2" czytało się źle. Ziemiański pod względem językowym nie dorównuje autorom, którzy kilkoma dobrze dobranymi zdaniami budują pełnie światy, jednak jest poprawny i ma swój pewien urok. Fabuła "Pomnika Cesarzowej" to oczywiście kontynuacja pierwszego tomu - pojawia się więc wątek czarownicy Kai i żołnierz Shen, pojawia się Tomaszewski, a poza tym Ziemiański dodał postać Randa, spekulanta - wywiadowcy z głuchoniemą towarzyszką Aie. Tu jednak należy się kilka słów wyjaśnienia wszystkim, którzy zaczytywali się w (momentami lepszej, momentami gorszej, ale całościowo wciągającej, lekkiej i przemyślanej) "Achai".

REKLAMA

Achaja była niemal jak niegdysiejsza, niezniszczalna Lara Croft. Młoda dziewczyna rzucona w wir wojny, niczym superbohaterka przetrzymuje wszystkie przeciwności, uczy się sztuk walki, do tego jest inteligentna, przebiegła, błyskotliwa... Bajeczka, tylko że wciągająca. I Achaja ma coś, czego brakuje bohaterom "Pomnika Cesarzowej" - ma charakter, potrafi przykuć uwagę i jest "jakaś". Zresztą, taki Biafra też jest charakterny, i mimo, że są to stereotypowe postacie, to potrafią zainteresować.

PomnikCesarzowejAchai

W "Pomniku Cesarzowej" za to mamy stadko nijakich bohaterów. Kai - cwana trzpiotka, Shen - taka gorsza Achaja, jedynie Tomaszewski z Randem uszliby jakoś w tłumie, ale też niespecjalnie. Mimo zachowania podziału fabuły na kilka wątków nic nie przebija się na pierwszy plan ani nie powoduje, że czeka się z napięciem, by powrócić do swojego ulubionego wątku.

Ogromna zaleta pierwszego tomu "Pomnika Cesarzowej", czyli element zaskoczenia polegający na wprowadzeniu do Cesarstwa i przyległości Rzeczpospolitej Polskiej zza Wielkich Gór, w tomie drugim już nie istnieje. Że "nasi" dotarli do świata magii już przecież wiemy. Że "nasi" są na poziomie industrialnym, ale z mocno rozwiniętym przemysłem zbrojeniowym (latają, mają karabiny, ale dopiero co otrzymali penicylinę a układy scalone są im nieznane) też zostaliśmy już wcześniej poinformowani. Bez elementu zaskoczenia warto więc skupić się na fabule. A ta...

Ciągnie się mniej, niż w tomie 1, ale i tak się ciągnie.

Jest kilka zwrotów, zdarza się nawet zaskoczenie, ale nie przesadzajmy. To nie kryminał. Dodatkowo nie wiem, dlaczego Ziemiański chyba nawet bardziej niż zwykle praktykuje tłumaczenie sytuacji ustami bohaterów, ale nie jest to dobra cecha. Jeśli coś musi zostać wytłumaczone w ten sposób - jeśli autor nie potrafi nakreślić fabuły tak, by czytelnik doszedł do niektórych spraw sam, jeśli do utrzymania ciągłości powieści niezbędne są takie zagrania, to nie świadczy to dobrze o przemyśleniu fabuły. Zdarza się to największym, ale mam wrażenie, że "Pomnik Cesarzowej" bez takich praktyk nie trzymałby się całości, rozpadłby się logicznie i w wątkach. Czytelnik pogubiłby się jak dziecko w ciemnym lesie. To było chyba najprostsze, wymagające najmniej wysiłku, wyjście. Przez to też dialogi wydają się kompletnie nienaturalne. Tak nie mówią ludzie!

imperium achai

"Pomnik Cesarzowej Achai" wciąż jednak ma pewne utarte elementy, za które tak pokochałam "Achaję". Wbrew pozorom nie była to postać dupeczki z armii, ciętej jak skurczybyk, rzucającej kurwami, ale i potrafiącej stać się kurtyzaną, gdy trzeba. Jasne, przechodziłam fascynację, nawet zdarzyło mi się wielokrotnie naszkicować gdzieś wojownicza Achaję według wyobrażeń Dominika Brońka, ale to nie to. "Achaja" (zważmy, iż było to 7 lat temu, więc młodzieńczy mój umysł podniecał się całkiem innymi sprawami i w niektórych dziedzinach dopiero odkrywał świat) zachwyciła mnie cudownym ukazaniem starcia dwóch cywilizacji, czy raczej momentu, gdy

Nowe zastępuje Stare.

Wszyscy nie raz oglądaliśmy film, w którym bohater przenosi się do przeszłości lub przybywa z przeszłości do przyszłości. Jaki był zawsze najciekawszy moment takiej historii? Ten, gdy ludzie z niższego stopnia zaawansowania technologicznego ścierali się z wynalazkami przyszłości. Jak przybysz ze średniowiecza poradzi sobie w wannie? Jak pradawna wioska zareaguje na odtwarzacz z muzyką? Na samochód, komputer, samolot?

"Achaja" to była fascynacja trochę w tym stylu. Nie do końca tak dosłownie, bo przecież nie doświadczaliśmy wielkiego przeskoku cywilizacyjnego. Jednak na poziomie sposobu myślenia, podejścia do utartych zasad czytelnicy mogli obserwować przemiany, i to dokonujące się z dużym rozmachem - od umysłów prostych ludzi po sposób prowadzenia polityki czy wojny.

Na szczęście ten element jest obecny bardzo mocno w "Pomniku Cesarzowej Achai". Wszystko za sprawą przybyszów zza gór, który rozwojowo znajdują się gdzieś na poziomie lat 30 XX wieku z latami 50 może w kwestii zbrojeniowej. A przybywają co Cesarstwa, w którym wciąż obecna jest w pewnym stopniu magia, w którym, jak się okazuje, rewolucja zapoczątkowana przez cesarzową Achaję nie poczyniła tak wielkich skoków cywilizacyjnych, jakby się zdawało. Cesarstwo ma swoje zasady. Cesarstwo ma karabiny, ale wielostrzałowość czy wodoodporność to tylko marzenie.

To w ogóle ciekawa kwestia. Cesarstwo samo w sobie pełne jest paradoksów. W pewnych kwestiach zaawansowane - bo przecież posiada broń palną, a sztuka budownictwa potężnego i wytrzymałego ma się tam lepiej, niż u nas. Z drugiej strony Cesarstwo mentalnie utknęło i nie potrafi pobudzić się do działania, do rozwoju. Proces myślenia i rozwoju właśnie dopadł marazm i dlatego wojnę wciąż prowadzi się oddziałem na oddział, w równym szeregu i na ubitym polu, a karabin wielostrzałowy wydaje się inżynierom "niepotrzebną stratą amunicji". Żołnierze za to w wojsku traktowane są niemal jak niewolnice, dlatego tak zachwycają się poszanowaniem praw człowieka w polskiej armii. Dziwne to Cesarstwo - albo niespójne, albo celowo pełne sprzeczności.

pomnikspeckurwy

I nagle do tego świata wkracza potężna Rzeczpospolita, w swych czarnych jak smoła mundurach marynarki zaznacza obecność w pierwszej bitwie. A potem wchodzi z buciorami coraz głębiej, na dodatek działając na boku nieoficjalnie, co skutkuje nagłym pojawieniem się nowych broni, pokazaniem nowych technik czy właśnie nowych sposobów myślenia. Ostatnia w tomie bitwa oddziału Shen to właśnie pokaz tych zmian - wojna przestaje toczyć się na otwartym polu, wojna do podjazdy i zaskoczenie.

To samo zresztą widać w polityce. Wraz z Polakami do Cesarstwa wchodzą całkowicie nowe pojęcia. Ideologia, wykorzystanie przewagi i ugranie własnych interesów nie wojną, a symbiozą i nieświadomością. Te procesy Ziemiański pokazuje oczywiście z rozmachem i bez zawoalowania. Bez zawoalowania również nawiązuje do rzeczywistości. Mamy więc ropę i uran, mamy odniesienia do współczesnej historii. Za to lubi się Ziemiańskiego. Lubi się go też za to, że nie boi się używać wulgaryzmów, za co "Achaja" była nie raz i nie dwa krytykowana. Niestety w "Pomniku Cesarzowej" jest tego znacznie mniej, choć speckurwy i tak się pojawiają! Zupełnie nie rozumiem oburzenia wulgaryzmami. W końcu czyta się o odrąbywaniu głów, co, bohater ma skomentować to "cholibka, ucięłam!"?

Wojenko, wojenko moja miła

W "Pomniku Cesarzowej Achai" nie m wojny jako takiej. Nie ma tu potężnych starć i wszystko zapowiada, że takie odbędą się dopiero w tomie trzecim. Jednak to, co jest, to stary i dobry Ziemiański. Szczegółowe, dynamiczne opisy nawet dla mnie - dla osoby, która często niemal przysypia czytając o bitwach - to najbardziej realistyczny element całej sagi. Autor daje poczucie, że zna się na tematyce, strategie, bronie i starcia mu nieobce, a potężna wiedza znajduje pozytywne odzwierciedlenie w książce. Młodzieży powiedziałaby o tym "epickość", ale nie w pierwotnym znaczeniu tego słowa, a internetowym, potocznym.

Nie chcę zdradzać fabuły, chociaż ta czasem jest do bólu przewidywalna. Wątek z Ziemcami i Zakonem dla osób orientujących się w temacie jest już jednak jasny od pierwszego tomu.

Warto czy nie?

Nie jest to powieść, jakiej można było oczekiwać. Pod koniec drugiego tomu "Pomnika Cesarzowej" wydaje się, że wszystkie wątki i zagadki zostały wyjaśnione i trzecia część pełna będzie bitew i intryg, nic więcej. Powieści brakuje mocnego charakteru, postaci pierwszoplanowej, dużo traci też na zbyt jasnym komunikowaniu postępów w fabule i traktuje czytelnika jako niewymagającego, któremu wszystko trzeba podać na tacy.

Zdaję sobie sprawę, ze rozplanowanie tak potężnej powieści, postaci i wydarzeń to nie lada wyczyn, ale Ziemiański chyba trochę się zapędził, pospieszył i nie wyszlifował ani akcji, ani charakterów. Szkoda, że po przeczytaniu czeka się na trzecią i ostatnią część "Pomnika Cesarzowej", ale już bez wypieków na twarzy. Raczej z przyzwyczajenia.

Jednak czy warto, niech świadczy powyższy elaborat, który pierwotnie miał być pięć razy krótszym tekścikiem. "Pomnik Cesarzowej Achai tom 2" może rozczarowuje, ale jest warty przeczytania. Choć nie zdziwcie się, gdy jak ja pomiędzy 1 a 2 tomem zapomnicie, co działo się wcześniej i będziecie musieli odświeżać pamięć na forach i dzięki recenzjom.

REKLAMA

W każdym razie, momenty są, tak jak pewien urok, i cyfrowe tomiszcze warto nabyć, jeśli czytało się całą poprzednią sagę "Achai".

P.S. Prywata - ktokolwiek lata temu pożyczył mój tom 2 "Achai" z dedykacją DLA MNIE od Andrzeja Ziemiańskiego proszony jest  zwrot. Będę przypominać do skutku!

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA