REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Niebanalnie o banalnym i niebanalnym. Jeden z najciekawszych niesitcomów ostatnich lat

Chwała Amazonowi I Dostawom Do Polski Jego. Chwała stacji FX I Jej Komediowym Zapędem. Bez Amazona nie mogłabym napisać Wam o "Louie'em", który wprawdzie emitowany był przez w Polsce przez Fox, ale teraz nie jest. Bez FX nie byłoby "Louiego", najlepszego serialu ostatniej dekady, który porusza, doprowadza do łez, śmiechu i refleksji nad tym, o co w tym wszystkim chodzi.

Niebanalnie o banalnym i niebanalnym. Jeden z najciekawszych niesitcomów ostatnich lat
REKLAMA
REKLAMA

Co dzieje się w głowie Louisa C.K.? Tego nie wie pewnie on sam. Jednak to właśnie tam zrodził się pomysł na serial, a raczej serię skeczy, a raczej na serię luźno powiązanych postacią komika Louiego odcinków, scenek sytuacyjnych i nagrań standupów Louisa C.K. Jeśli Louisowi nie pasuje postać zbytnio troskliwej matki z poprzedniego odcinka, to w kolejnym zagra ją inna aktorka i wykreuje zimną i niekochającą macochę. To magia "Louiego', którego komik pisze, montuje, reżyseruje i produkuje.

"Loiue" w ogóle tworzony jest w niecodzienny sposób. W czasach superprodukcji, które muszą podbijać świat i przez to kosztują więcej, więc muszą zarabiać więcej, więc kosztują więcej i tak dalej, budżet 300 tysięcy dolarów (a wcześniej 200 tysięcy) na odcinek to śmiesznie mało, zwłaszcza jeśli wliczyć w to wynagrodzenie samego C.K. Ale artysta przecież nie zawsze musi zarabiać kokosy, prawda? C.K. ewidentnie tworzy nie tylko po to, by zarabiać, a z potrzeby serca. Dlatego sam zajął się dystrybucją swoich standupów czy biletów na nie, i właśnie dzięki tej pasji poruszania, mówienia rzeczy ważnych, to się udaje. Zresztą, stacja FX słusznie zaufała Louisowi i dała mu 200 tysięcy na odcinek bez żadnego wglądu w scenariusz. Samemu C.K. zdarza się edytować odcinki na własnym komputerze, i niech to świadczy o zaangażowaniu komika.

W trakcie trzech sezonów "Louiego" C.K. pokazuje życie, codzienne sytuacje, opowiada o związkach, seksie, starzeniu, śmierci, relacjach międzyludzkich, życiu samotnego ojca po czterdziestce, o sukcesach, porażkach, marzeniach, beznadziejności i wspaniałości życia jednocześnie. Wszystko to w oderwanych od siebie scenkach, które czasem trwają kilka minut, a czasem trwają przez kilka odcinków. Wszystko wyglądające nieco jak niezależny film, ale bardzo wyraziste w przekazie i pozostawiające na końcu miejsce na zadumę.

Bo C.K. to wspaniały obserwator, który potrafi przekazać swoje spostrzeżenia i przemyślenia dalej. Wzorem amerykańskich standupowców nie boi się tematów ciężkich, niewygodnych, nie boi się pokazać swoich śmieszności, obnażyć się przed widzami. Chociaż bohater "Louiego" to nie sam C.K., to przecież wiele elementów jest żywcem wyjętych z życia komika -dwie córki, rozwód, a nawet sceny z talk-showów, w których C.K. był gościem. To nic jednak, na tej bazie C.K. tworzy postać tytułowego Louiego.

Louiego, którzy bywa ohydny, wręcz obleśny, ale urzeka swoją niezdarnością życiową. Dzięki temu i oderwaniu od ciągłości fabuły w serii zmieściły się tematy, których nie powstydziłby się Adaś Miauczyński wkurwiający się na sąsiadów, takie codzienne przywary, na które nie ma miejsca w iście hollywódzkich serialach. Jak to, naprawianie przedmiotu i nieustanne pogarszanie sprawy - kto nie przeżył takiej sytuacji? C.K. ujmuje codzienność właśnie w taki, genialnie prosty, nieco zawstydzający, ale jakże prawdziwy sposób.

Dzięki temu C.K. może też niebanalnie przedstawić rzeczy poważne, jak te związane z wyborem życiowej drogi czy bycia ojcem. "FUCKING MASTERPIECE", jak określił to jeden z komentatorów, który każe zastanowić się nad tym, jaką ścieżkę życiową się obrało, czego się chce, za kogo jest się odpowiedzialnym i co zrobiło się z własnym życiem, z genialnym gościnnym występem Garry'ego Marshalla:

Taki jest właśnie "Louie". Utrzymany w nieco niezależnym, przypominającym francuskie kino stylu, dbały o detale, z tworzoną specjalnie muzyką, zadający pytania ważne i błahe. W mocny sposób komentujący rzeczywistość.

REKLAMA

"Louie" nie jest niczym kompletnie nowym - to wszystko w tej czy innej formie, w postaci seriali z komikami, dokumentów czy reality show już było, nie jest serią, która stanie się kiedyś masowym hitem. "Louie" pozostanie w pewnej niszy, ale już odbija się realnie na środowisku serialowym - "Girls" jest właśnie odpowiedzią na "Louiego". Nie ma tu przełomu, jest intymna atmosfera. C.K. jednak nie ma ciśnienia na skupianie uwagi na sobie. On chce pokazać pewne rzeczy, i dlatego "Louie" jest tak wspaniały.

I dlatego warto wypatrywać "Louiego" w polskim Foxie albo nawet zamówić go sobie na Amazonie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA