REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Jeśli tak brzmi indie, to brzmi świetnie. Jeśli pop - jeszcze lepiej!

Podobno ich celem jest brzmieć lepiej, niż ktokolwiek inny i tworzyć rzeczy, których jeszcze nie słyszeliśmy. Czy to się udaje każdy oceni indywidualnie, ale wiadomo jedno - "Arc" to arcyciekawy album, który świeci własnym światłem, zwłaszcza na tle muzycznego recyklingu uprawianego przez wiele gwiazd i gwiazdek.

Jeśli tak brzmi indie, to brzmi świetnie. Jeśli pop – jeszcze lepiej!
REKLAMA

Eveything Everything pochodzi z Manchesteru. Jakże to banalne, indie rock z Manchesteru! - można byłoby pomyśleć. Nic bardziej mylnego. Everything Everything postawiło sobie na celu odcięcie się od typowo manchesterskich brzmień, których można spodziewać się po gitarowej kapeli złożonej z białych mężczyzn. Udało się.

REKLAMA

"Arc" jest albumem nieprzewidywalnym, szczególnie w warstwie brzmieniowej. Próżno szukać tu kategorii i konkretnego stylu - niektórzy mówią o ni electro-pop, inni indie rock, a sami członkowie kapeli twierdzą, że to w sumie pop, ale pomieszany ze wszystkim. Taka czcza gadka, tylko że w tym wypadku jak najbardziej uzasadniona.

ee arc

Dostajemy więc czysty, typowy pop w "Don't Try" czy "Armourland" - miłe, melodyjne i dosyć przewidywalne kawałki z nieco dynamicznymi zwrotkami i prostymi refrenem. W "Undrowned" znajdziemy nieco mrocznego klimatu połączonego z melorecytacją, niezłym budowaniem napięcia i historią. "_Arc" wniesie trochę lirycznych, momentami nawet psychodelicznych klimatów, a "The House Is Dust" i "The Peaks" prostoty i spokoju.

Nie bez powodu jednak zaczęłam od końca playlisty. Pierwsza połowa albumu to czysty geniusz! Higgs ze swoim ciepłym, ale gdy trzeba ostrzejszym wokalem który nie stroni od falsetów i świetne basy nadają ton nieco dziwacznym i pokręconym kompozycjom, które przy pierwszym przesłuchaniu wbijają w fotel i każą zastanowić się "czego ja słucham?!"

Bo Everything Everything nie boi się odejść od utartych form popu, jednocześnie nie przekraczając granicy eksperymentalnego chaosu. Idealnie słychać to w "Cough Cough" - ciągłe zmiany tempa i klimatu na początku wydają się pokręcone, ale finalnie okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda, a przede wszystkim to jest chwytliwe!

Momentami bywa nawet nieco hymnowo, jak w "Komosabe" czy ostrzej i bardziej gitarowo - "Torso Of The Week". Z kolei "Duet" to typowo singlowy, liryczno-popowy kawałek, a pozostałe "Choice Mountain", "Feet For Hands" i "Radiant" utrzymują ten ciekawy, oryginalny styl Everything Everything.

Dlatego wierzę Everything Everything, gdy członkowie mówią, że stajają się nie kopiować i tworzyć coś własnego. Bo "Arc" ciężko umiejscowić i przyrównać - na upartego można znaleźć tu faktycznie inspirację Bowie'em, Beatlesami, Jacksonem, przyrównać do Franza Ferdinanda, Bloc Party, Hot Chip i Junior Boys jednocześnie. Pod warunkiem, że zapomni się o tych inspiracjach i podobieństwach, doda chwytliwe i dynamiczne kompozycje, świetny bas i wokal, który radzi sobie z melorecytacją, falsetem i popowym szlifem.

REKLAMA

To niewiarygodne, że w tych czasach można brzmieć tak świeżo i stworzyć album, który nie nudzi po nawet nie dziesiętnym, ale setnym przesłuchaniu. Że można bawić się muzyką i że słowa o oryginalności idą z czynem.

Każdego narzekającego na wtórność dzisiejszej muzyki zmusiłabym do przesłuchania "Arc". Raz. Drugi. Trzeci. Za czwartym by zaskoczyło - tak, jak zaskoczyło u mnie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA