1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Open’er Watch #2: Animal Collective, niepoprawni ekscentrycy

Animal Collective to już instytucja na scenie niezależnej - ekipa o uznanym statusie, o stale ewoluującym brzmieniu, bogatej dyskografii i inspirująca cały zastęp młodszych naśladowców. A już 6. lipca pojawi się w Gdyni w ramach Open’er Festival.

Open’er Watch #2: Animal Collective, niepoprawni ekscentrycy

Muzyki tego kwartetu (a okazjonalnie duetu lub trio) nie da się łatwo zdefiniować - panowie przeszli bowiem długą drogę od całkowicie awangardowych muzycznych eksperymentów, atakowania słuchacza agresywną magmą hałaśliwych dźwięków, przez freak-folkowe, neo-psychodeliczne, plemienne rytmy, po skrzący się feerią barw elektroniczny pop z elementami rocka eksperymentalnego. I w zasadzie można by ciągnąc tę wyliczankę jeszcze długo, bo każdy kolejny ich album to odważny krok w muzycznej ewolucji, która jednak nie przebiega linearnie, a przypomina raczej nieźle poplątany kłębek szalonych pomysłów i zabaw dźwiękiem.

Dlatego też mniej zaznajomieni z twórczością czwórki z Baltimore mogą się nieźle naciąć, próbując zrozumieć ten fenomen i np. trafiając na jedną z pierwszych płyt Animali, nagrywanych w mocno chałupniczych i prowizorycznych warunkach, co też zresztą przełożyło się na nieprzystępną, niepokojącą i chaotyczną naturę tych wydawnictw. Momentem przełomowym był krążek “Song Tungs” (co ciekawe, nagrany, podobnie jak i debiutanckie “Spirit They're Gone, Spirit They've Vanished” tylko przez dwóch członków obecnego składu, ukrywających się pod pseudonimami Avey Tare i Panda Bear), który został zauważony i doceniony przez krytyków - kompozycje stały się bowiem bardziej przemyślane i piosenkowe, a całość podryfowała w kierunku modnego wówczas freak-folku i twórczości wykonawców określanych jako New Weird America.

animale

Kolejne płyty zbierały jednak coraz lepsze recenzje, podkreślając tylko zwiększający się wpływ, jaki Animal Collective zaczęli wywierać na całą scenę muzyki niezależnej. Co najważniejsze jednak, grupa z każdym kolejnym wydawnictwem pokazywała coś innego. “Feels” dodało ich muzyce głębi i przestrzeni, “Strawberry Jam” rockowej mocy i ciężaru, a “Merrieather Post Pavillion” zaskoczyło wszystkich oczekujących na nowy materiał ogromną dawką melodyjności i przebojowości skrytą pod grubą warstwą kompleksowych samplowych kolaży. To właśnie w 2009 roku, przy okazji wydania tego albumu, grupa znajdywała się u szczytu formy (choć uszczuplona kadrowo, bowiem tymczasowo odszedł z niej gitarzysta Deakin - dlatego właśnie muzycy skupili się tu na samplach) i przy okazji też ustawiła się w takiej dogodnej dla siebie pozycji, stojąc jedną nogą po stronie mainstreamu, międzynarodowej popularności, uznania słuchaczy i krytyków, a drugą po stronie właściwej sobie niezależności, wciąż z opinią ekipy, po której można się spodziewać wszystkiego.

Zresztą, niedługo potem zespół wydał równie udaną EP-kę, wziął udział w audio-wizualnych, awangardowych projektach ODDSAC i Transverse Temporal Gyrus, a następnie nagrał kapitalny i świetnie oceniany singiel “Honeycomb/Gotham”...

...i nie zawarł go na kolejnym długogrającym albumie, “Centipede Hz”. Zresztą cały ten najnowszy krążek jest skomponowany prawie że na złość wszystkim nowym fanom grupy, zachwyconym “Merriweather...” - porzuca bowiem niemal całkowicie popowe, przebojowe granie i powraca do eksperymentalnych korzeni oraz odrobinę cięższych, mniej przystępnych przeciętnemu słuchaczowi klimatów. Nowe wydawnictwo nie zebrało tak hurraoptymistycznych recenzji, jak poprzednie i słusznie, nie jest bowiem ani tak przełomowe, ani nie posiada aż tylu mocnych punktów - można je uznać wręcz za przeciętne, ale tylko na tle pozostałych dokonań Animali. W rzeczywistości, jest to bardzo solidny, pełen zaskakujących i niebanalnych dźwięków album, który choć nie wytrzymuje konkurencji z przewodniczkami w dyskografii tej ekipy, to sam w sobie jest zdecydowanie godny polecenia.

animale2

Macie więc niepowtarzalną szansę zobaczyć fenomen Animal Collective na żywo - a jest to jeden z tych zespołów, które prawdziwy potencjał pokazują dopiero, kiedy pojawia się element improwizacji - z kolei sami muzycy twierdzą, że celowo nie lubią grać swoich utworów w taki sam sposób jak na płytach, bo w zasadzie po co? Można ich sobie przecież odsłuchać w domu. Dlatego też bądźcie przygotowani na szalone, kreatywne i psychodeliczne show z taką właśnie muzyką, A jeśli jeszcze nie jesteście zaznajomieni z dokonaniami czwórki z Baltimore, radzę to jak najszybciej nadrobić - nie znać ich w 2008 to było porządne niedopatrzenie, ale to samo w 2013 to już po prostu czysta ignorancja.

Posłuchaj Animal Collective w: Spotify | Deezer | WiMP