REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Playback - zanim powstał sPlay - co warto o nim wiedzieć?

sPlay to nowy serwis, który jednak pełnymi garściami czerpie z dziedzictwa Playbacku. A czym był Playback i co musicie o nim wiedzieć?

Playback – zanim powstał sPlay – co warto o nim wiedzieć?
REKLAMA
REKLAMA

Czym są internetowe e-ziny, tłumaczyć Wam pewnie nie muszę. Choć ich skala była zdecydowanie mniejsza niż wielu nawet małych dziś serwisów, przez lata zdołały wyrobić sobie miano pozycji kultowych. Wspomnę tylko Wirtualny Komputer, SS-NG czy wreszcie - Załogę G. Jakoś w 2005 roku ziny zdecydowanie chyliły się ku upadkowi. Zwyczajnie - w obliczu stałego dostępu do internetu i coraz prężniej rozwijającego się biznesu, wydawanie cyfrowych miesięczników zaczęło tracić sens. I tak oto Załoga G bardzo poważnie przymierzała się do zamiany w portal, a SS-NG postanowili robić czasopismo. Pismo MGS (Możesz Grać Spokojnie) na sklepowe półki trafiło tylko raz, a zin się niestety już nie reaktywował. Wraz z kolegami z internetu postanowiłem dać e-zinom jeszcze jedną szansę.

Nie doszukujcie się w tym głębszego biznesplanu. Moim zdaniem w 2005 roku było zdecydowanie zbyt późno na startowanie z nowym e-zinem, ale nigdy nie rozmyślałem nad tym w kontekście "jutra". Ot, fajna zabawa, żeby zająć czymś jeszcze czas po szkole i popisać do sieci. Tak narodził się Playback, za pierwszy layout zapłaciłem chyba zresztą koło 50 złotych i dorzuciłem grafikowi kilka gier od siebie, co w czasach licealnych biznesów było mimo wszystko pewną formą poświęcenia. Do dziś zresztą boję się robić jakiś bilans Playbacku, bo mógłby się okazać wysoce niekorzystny. Choć na pewno nie od strony doświadczeń czy - przede wszystkim - wspomnień i znajomości.

Wiedziałem o tendencji do słomianego zapału u internetowych redaktorów, dlatego pierwszej redakcji kazałem napisać więcej tekstów, a następnie podzieliłem je na dwa numery (możliwe, że był to przebłysk geniuszu, bo większość e-zinów kończyła się w tamtym okresie właśnie w tej okolicy). Od początku bardzo zależało mi także na tym, by redaktorzy skupiali się na publicystyce - od tych działów zaczynałem wertować czasopisma dostępne na rynku i to one - w mojej ówczesnej opinii - tworzyły charakter pisma.

15132_186159493305_7643690_n

Jest wiele osób, które znają się na grach lepiej ode mnie i jest wiele osób, które lepiej przekuwają na pieniądze serwisy internetowe, ale miałem jeden dobry dar jak na szefa projektu tego typu - umiałem wypatrzeć człowieka z zapałem i potencjałem. Przez pierwszych 5 lat dyrygowania Playbackiem wygrzebałem na rozmaitych forach i mniejszych serwisach blisko setkę różnych osób mówiąc im "fajnie postujesz, chodź, popiszesz w ten sposób dla mnie". Dziś wielu z nich pisze, tworzy, redaguje całkiem profesjonalnie, nawet w dużych czasopismach. Zresztą, najlepszy dowód na to macie w stopce redakcyjnej sPlaya - wielu z tam obecnych to nasi playbackowi wychowankowie.

Playback został bardzo ciepło przyjęty przez małe, lokalne społeczności graczy z for i grup dyskusyjnych, choć wspominali o nas także na dużych portalach, a nawet w czasopismach. Na początku nie było łatwo, bo szata graficzna pierwszych numerów e-zinu, była dość pokraczna. Na dodatek równolegle inni koledzy z sieci wystartowali z e-zinem Gameholic, który od strony wizualnej prezentował się naprawdę solidnie. Podejrzewam, że kurs na Playback na początku tej rywalizacji, był jak kurs na Wisłę Kraków w pojedynku z FC Barceloną. Jako nastoletni chłopak rzucałem jednak wtedy mojej w większości nastoletniej redakcji złote myśli o tym, że od początku był taki plan, najpierw trzeba zbudować bazę tekstów i bogaty w maile newsletter, że muszą mi zaufać, doskonale wiem co robię, a z czasem wykosimy konkurencję. Wspominam to sobie teraz niczym spontaniczne pogadanki z taniego podręcznika "biznesu dla głupków", ale wiecie co? To działało, Gameholic upadł po kilku numerach, a Playback nie tylko trzymał się świetnie, ale i powoli wydawał numery ilościowo-jakościowe aspirujące do poziomu największych e-zinów w polskich dziejach.

pb03

Myślę, że zadecydował o tym w dużej mierze czynnik ludzki. W okolicy drugiego numeru do redakcji dołączył Mariusz "PIRX" Janas, blisko pięćdziesięcioletni wówczas facet. Wyobraźcie sobie jak możliwość współpracy z tak doświadczoną i mądrą osobą wpłynęła na naszą ekipę. Każdy z nastolatków z miejsca stawał się o kilka lat dojrzalszy i nawet ja - szef wszystkich szefów - stawałem na głowie w obawie "co sobie PIRX pomyśli". Myślę, że to był taki dobry duch i wielkie szczęście Playbacku, że przez pierwsze lata egzystencji, mieliśmy w ekipie taki autorytet. Jeśli w tym ogromnym redakcyjnym gronie miałbym jeszcze kogoś wyróżniać imiennie, to niewątpliwie byłby to Łukasz Stelmach (mamy go tu!), który w Playbacku nie tylko pisał, ale też eksperymentując. na e-zinie uczył się obsługi programów graficznych. Przygotował kilka odsłon e-zinu i kilkadziesiąt okładek, a dziś jest jednym z moich ulubionych grafików. Wreszcie - osobą całkowicie kluczową dla historii Playbacku, był Miłosz "SkyKnight" Świetlik. Trudno dziś zatrudnić dobrego programistę, Miłosz natomiast na przestrzeni lat zupełnie za darmo, często po godzinach pracy w dużych informatycznych firmach, napisał na potrzeby Playbacku kilka całkowicie autorskich systemów CMS. Mając w ekipie Miłosza, świat stał przed nami otworem i tak oto w połowie 2006 roku gruntujący swoją pozycję e-zin, w końcu mógł uzupełnić swój dorobek zawodowym portalem.

playback2006

Portal początkowo miał być tylko dodatkiem do e-zinu, skupiającym społeczność i serwującym okazyjne newsy. Z czasem pojawiły się różne ambitne plany na przyciąganie widowni za pomocą mało wymagającej (pracy redakcyjnej) treści - gier online czy humoru. Przyznam jednak uczciwie, że nigdy nie ściągnęło to wielkiej widowni ani z wyszukiwarki Google, ani z raczkujących serwisów typu Wykop. Cały czas naczelną siła serwisu był nawet nie sam portal, nie forum, tylko właśnie kolejne numery e-zinów. Kiedy analizowaliśmy statystyki, ludzie bardzo chętnie czytali własnie nasze e-magazyny (newsy ich zupełnie nie interesowały).

W latach 2006-2009 na Playback wchodziło nawet 120 000 unikalnych użytkowników miesięcznie. Jakiś czas temu w jednej z rozmów z redaktorami Załogi G udało mi się dowiedzieć, że Załoga G w najlepszych chwilach dobijała do połowy tego wyniku. Nie próbuję tu w żaden sposób stopniować rangi jednego i drugiego e-zinu - chciałbym Wam jednak naświetlić skalę sukcesu e-zinu Playback, który miał prawdopodobnie najszerszy zasięg ze wszystkich e-zinów wydawanych w Polsce. Mówię tu o rezultatach internetowych, gdyż czytelników numerów rozsyłanych w formacie .rar czy znajdujących się na płytach znanych czasopism (np. CD-Action) nie sposób policzyć. W najlepszych chwilach redakcja liczyła do 25 aktywnie zaangażowanych osób, a w niektórych numerach pojawiało się nawet 120 wyczerpujących, autorskich tekstów. Może nie każdy jest tego świadomy po latach, ale dzięki niesamowitej pracy wielu, wielu osób, byliśmy wtedy kobyłą, byliśmy potęgą, istniała cała masa portali o grach, która marzyła o podobnych liczbach. Wyżej była już tylko bardzo profesjonalna czołówka.

Przez tych kilka lat zmieniała się redakcja (trzon pozostawał względnie nienaruszony), ja sam zaś byłem dość kapryśnym i marudnym szefem, choć zawsze starałem się, by morale w zespole - moim zdaniem główny czynnik stojący za sukcesem niekomercyjnych projektów - pozostawało wysokie. Tak mijały nam kolejne miesiące dobrej zabawy przy Playbacku, redaktorzy się starzeli, a co za tym idzie - powoli zaczynali rozglądać za źródłem zarobków (trudno ich winić, a wręcz trzeba popierać). W pewnym momencie stało się jasne, że Playback, choć popularny, w formie e-zinu nigdy nie stanie się projektem komercyjnym. W formie darmowej - nie ma z kolei szans na przetrwanie, a i ja sam nie miałem ochoty na otaczanie się gronem coraz młodszych redaktorów pracujących za przysłowiowe gry do recenzji i satysfakcję. Doskwierała nam też - solidarnie - jeszcze jedna kwestia. Playback rozrzucony na poszczególne numery był słabo spajany przez portal, tak naprawdę większość ruchu rozkładała się na niepołączone ze sobą w logiczny sposób treści. Widzieliśmy w statystykach Google, że mamy wierne grono regularnie odwiedzających czytelników, ale nie mieli oni ochoty wchodzić z nami czy sami ze sobą w interakcję. A to w projektach tego typu jest niestety ważne.

Dlatego jeszcze w 2009 roku rozpoczęliśmy ożywione prace nad startem portalu internetowego. Bardzo się tego bałem, ponieważ portal to wielka kobyła, która wymaga pracy kilkunastu osób, by w ogóle miała szanse funkcjonować. O ile Playback był wtedy jedynym e-zinem wartym wzmianki, tak wspaniałych portali było kilkanaście, a o rywalizacji z takim Gry-OnLine mowy po prostu być nie mogło. Wreszcie - miałem cały czas w głowie widok Załogi G, która - choć marką była mocniejszą jeszcze od Playbacku - bardzo mizernie na takiej transformacji skończyła. Na dodatek na horyzoncie coraz odważniej majaczyły blogi takie jak Polygamia i sam nie wiem, czy nie byłby to bardziej odpowiedni kierunek dla Playbacku, niż porywanie się z motyką na słońce.

playback

Nowy layout był skończony już latem 2009 roku, jednak liczne prace techniczne odciągały premierę w czasie. Ostatni numer e-zinu wydaliśmy w lutym 2010 roku (chcieliśmy dobić do "pięćdziesiątki") i chyba błędem było zawieszenie działalności wydawniczej na pół roku przed ostateczną premierą portalu (sierpień 2010), gdyż przez ten czas czytelnicy zaczęli od nas odpływać. Co więcej, sam portal, choć tworzony ostatkiem sił i często związany z zarywanymi nockami Miłosza Świetlika, ukazał się w mocno ograniczonej wersji - do podstawowych opcji, takich jak nowy artykuły, forum czy blogi dla czytelników. Było to dla mnie duże zmartwienie, ponieważ od samego początku źródeł sukcesu upatrywałem w innych działach. Planem na nowy Playback było stworzenie mechanizmów czerpiących nieco z serwisów tabloidowych Wirtualnej Polski, gdzie w tamtym czasie toczono rozmaite bitwy gwiazd i układano rankingi, a co za tym idzie - wszystko szło w tak ważne w tamtym czasie odsłony. Bardzo mi zależało na możliwości segregowaniu ulubionych gier czy wybieraniu najlepszych zabójców ("Altair vs Hitman", etc.), mieliśmy pod ten "RING" przygotowane całe podstrony, a tam m.in. rebusy, krzyżówki. Innymi słowy - masa treści, która angażuje graczy i sprawia, że odwiedzają stronę, a następnie klikają, ale nie wymagają strasznie zaangażowanych działań ze strony redakcji, która może się skupić na komfortowym dostarczaniu treści. Nigdy nie udało nam się tego wdrożyć, a bez tego nowy Playback niemal zupełnie nie miał sensu. Pamiętam, że jakiś czas później, choć na mniejszą skalę, widziałem tego typu rozwiązania na przykład na Gram.pl.

REKLAMA

Gdy stało się jasne, że nowy serwis nie chwycił, a ewentualne dorabianie wspomnianych elementów społecznościowych powoli nie miało już sensu, większość redakcji rozbiegła się po świecie, od czasu do czasu wrzucając na łamy serwisu kilka swoich luźnych przemyśleń, jeśli koniecznie gdzieś chcieli się tym akurat podzielić. Cieszę się, że udało się połączyć Playback z potencjałem Spider's Web, ponieważ dzięki temu znów mogę pracować z moją nieocenioną ekipą, z niektórymi znam się prawie od dekady. Nie przepadnie nam też baza kilku tysięcy tekstów, które naprodukowaliśmy przez dobrych osiem lat. Być może właśnie w tym kierunku powinien pójść Playback już w 2010 roku, ale nie ma tego złego, by na dobre nie wyszło - oto znowu jesteśmy.

A czemu sPlay? S jak Spider, który w polskiej sieci jest marką samą w sobie, a Play, bo Playback - mam nadzieję - czeka tak chwalebna przyszłość, by już nigdy więcej z sentymentem nie będzie musiał oglądać się za siebie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA