REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Miało być zjawiskowo, wyszło jak zwykle. Woodkid nie podołał

Cóż to miała być za premiera! Oczekiwanie, napięcie sięgające zenitu, podniecenie - w końcu coś świeżego, perfekcyjnego! A potem stało się. Rozczarowanie.

Miało być zjawiskowo, wyszło jak zwykle. Woodkid nie podołał
REKLAMA

Mówi się, że drugi album to ten, który weryfikuje wartość artysty po świetnym debiucie. Wielu wykonawców nie dało rady presji drugiego albumu, inni utwierdzali swój geniusz, a Woodkid... Woodkida złapała klątwa świetnego EP. Bo długogrający debiut tego francuskiego wykonawcy Yoanna Lemoine'a rozczarowuje.

REKLAMA

Nie to, żeby "Golden Age" było tragiczne, bo nie jest. Lemoine jednak pokazał wcześniej praktycznie wszystkie jego najmocniejsze momenty, a nawet więcej - kusił genialnymi, dopracowanymi materiałami, które na album nie trafiły.

Dziś debiutuje więc czternastoutworowy album, który zawiera 3 przecudowne, dopracowane wcześniejsze single - "Iron", "Run Boy Run" i ostatni "I Love You", ze dwa-trzy mocne momenty i resztę rozczarowujących kompozycji. Na to świat czekał od 2011 roku, d EPki "Iron"? Która, swoją drogą, zawierała kawałki "Baltimore Fireflies" czy "Wasteland", które spokojnie na longplayu mogłyby zastąpić niektóre utwory ze skutkiem pozytywnym dla całości.

"Golden Age" rozczarowuje, bo spodziewałam się chyba samej śmietanki. Samych genialnych, dopracowanych do granic możliwości kompozycji - w końcu Lemoine to perfekcjonista, które od pierwszego odsłuchu wpijają się w głowę i nie chcą z niej wyjść. Spodziewałam się, że dosyć aktorski głos Lemoine'a w połączeniu z bogactwem aranżu z dopracowanym każdym najmniejszym dźwiękiem i chwytliwością, na ile takie utwory mogą być chwytliwe, wbije w ziemię. Nie wbił.

Perfekcjonizm bije z całej płyty, jednak nie idzie on w parze z tym, za co świat zwrócił uwagę na Woodkida, z teatralnością i paradoksalną intymnością tych bogatych aranżacji. Są momenty - oprócz singli tytułowy "Golden Age", "The Great Escape" czy "Where I Live " (mój osobisty faworyt, chociaż to świadczy raczej o rozczarowaniu resztą płyty") ujdą jako magiczne twory Woodkida, ale reszta to tło. Może w tle znajdzie się coś ciekawego, może trzeba je przesłuchać dwadzieścia, a nie pięć razy, ale komu chce się słuchać tła do znudzenia?

A szkoda. Szkoda, bo zjawiskowe pojawienie się tego designera i reżysera teledysków w świecie muzycznym mogło wnieść naprawdę dużo. To, że Lemoine jest świetnym reżyserem wiemy. Z jego głowy wyszły "Teenage Dream" Katy Perry czy dwa teledyski Lany Del Ray.

Zresztą, Lemoine ze swoim materiałem daje upust artystycznemu ciśnieniu i tworzy małe dzieła sztuki w formie teledysków.

Niestety, to za mało. Woodkida dotknęła klątwa zbyt świetnych materiałów przedpremierowych. Wielka, wielka szkoda. Cóż, od początku było wiadomo, że ciężko będzie sprostać oczekiwaniom, jednak wierzyliśmy w cud. A cuda się nie spełniają.

REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA