REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Cyfrowe marzenia Piotra "Micza" Mańkowskiego. Po raz drugi

„Cyfrowe marzenia 2.0” to nie tytuł Kamasutry dla androidów ale odświeżona odsłona wydanej trzy lata temu książki Piotra Mańkowskiego. Historia gier napisana przez „Micza”, wieloletniego współpracownika czasopisma „Sercret Service”, który zęby zjadł na grach i dokumentnie wyłysiał z ich powodu.

Cyfrowe marzenia Piotra „Micza” Mańkowskiego. Po raz drugi
REKLAMA

Mańkowski nie jest facetem znikąd. Niemal dwie dekady temu, wraz z Alexem Uchańskim, redaktorem starożytnego Top Secret, a potem naczelnym Gamblera, KŚG, Play i generalnie człowiekiem orkiestrą, napisał „Biblię komputerowego gracza”. To było ponad trzysta stron i dwadzieścia lat historii gier, ale redaktor Mańkowski nie powiedział wówczas ostatniego słowa. „Cyfrowe marzenia” są mniej więcej kontynuacją i rozwinięciem tego pomysłu. To próba stworzenia kroniki z historii liczącego prawie 40 lat przemysłu elektronicznej rozrywki.

REKLAMA

Opowieść rozpoczyna opis wybitego jeszcze pod kiec lat 50. ubiegłego wieku „Tenis for Two” i płynnie przechodzi przez powstanie Atari, czasy automatów do gier, pierwsze konsole, ośmiobitowce, debiut Amigi, szarżę PC, nadejście PlayStation i wiele, wiele smakowitych historii, które wydarzyły się między czasie. Tak wyglądało pierwsze wydanie „Cyfrowych marzeń” sprzed trzech lat. Niestety była to też książka zbyt pobieżna, pozbawiona profesjonalnej korekty i niedopracowana graficznie (kiepskie, czarno-białe obrazki z gier). W wydaniu 2.0 wiele z tych niedociągnięć miało na zawsze zniknąć, a żeby ułatwić czytelnikom symbiozę z treścią, nowa publikacja pojawiła się w wersji cyfrowej, która nie ma ograniczeń wynikających z ceny papieru.

To wszystko w dużej mierze się udało. Manikowski rozwinął i dopisał wiele wątków, jak choćby przyczyny upadku Origin, czy historię Steve’a Crowe, który programował w czasach prehistorycznego XZ Spectrum i był odpowiedzialny za takie klasyki jak Laser Snakers, Turbo Outrun, czy Overlord.

„Miczu” dołożył jakieś 25% nowej zawartości, uprościł konstrukcję rozdziałów, poprawił chronologię i uzupełnił setkę czarno-białych klepsydr, które udawały zdjęcia. W nowym wydaniu znalazło się ponad siedemset kolorowych fotosów. Rozkładówki z Playboya to nie są, ale i tak cieszą oko.

Ta praca nie poszła na marne ale nie wszystko jest tip top. Pal licho okładkę przy której wieczka jogurtów z czasów PRL to szczyt designerskiego stajlu. Nudna płachta może nawet zostać, ale ten kto robił skład e-książki powinien ją za karę, przez miesiąc, czytać od rana do wieczora. Treść ściśnięto jakby miała zostać przerobiona na rolkę mikrofilmów, od czego bolą oczy i cztery litery. Wąskie paski obrazków, nawet w kolorach, też mogą spowodować ataki duszności a korektorzy musieli w trakcie pracy cierpieć na ostry atak jaskry bo nie zauważyli wielu błędów.

REKLAMA

To niedociągnięcia o które można się potknąć, ale nie wywalić na pysk. Mówiąc inaczej, trzeba zrobić długi krok i przejść nad nimi do porządku dziennego - cieszyć się lekturą. A jest co poczytać bo niezaprzeczalnie Mańkowski wie o czym pisze i potrafi sprawnie łączyć suche fakty z ciekawostkami, wycieczkami w obszary historii wielu legendarnych gier i wydarzeń przełomowych dla branży.

Tylko ta cena… Niemal 30 złotych za "Cyfrowe Marzenia 2.0" na CDP.pl to dużo. Jeśli ktoś ma cierpliwość mistrza bonzai może poczekać na jakąś promocję. Wcześniejsza wersja papierowa też jest jeszcze w obiegu. W ofercie merlinksiążki.pl leży i czeka na chętnych, którzy wyłożą 34,99 zł. Tylko po co?

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA