1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Maxis: „SimCity offline wymagałoby ogromnego nakładu pracy”. Moder dokonuje tego w godziny

Nie przypuszczałem, że kompromitacji Maxis będzie ciąg dalszy. Co jednak zrobić, kiedy twórcy sami podkładają sobie kłody pod nogi, kłamiąc i po raz kolejny wprowadzając klienta w błąd?

Maxis: „SimCity offline wymagałoby ogromnego nakładu pracy”. Moder dokonuje tego w godziny

MAXISGATE TRWA W NAJLEPSZE

g3

Boli mnie, że to całe „Maxisgate” padło akurat na SimCity, które jest naprawdę świetną grą. Po parunastu godzinach z tym tytułem jestem po prostu oczarowany. Z drugiej strony mamy Maxis z Lucy Bradshaw, odpowiadającą za kontakt z mediami, która najzwyczajniej w świecie kłamie. Budzi tym nie tylko oczywistą wściekłość graczy, ale również pracowników samego studia, którzy postanowili anonimowo wyłożyć karty na stół.

O co chodzi? W odpowiedzi na nieustanne, wciąż trwające problemy z serwerami EA, gracze zaczęli zbierać podpisy pod internetową petycją, w której domagają się możliwości grania w SimCity bez konieczności połączenia z Internetem. Jako jeden z posiadaczy tego tytułu w pełni rozumiem i popieram inicjatywę. Chociaż w większości sytuacji nie mam żadnych problemów z rozgrywką, sporadycznie wciąż dostaję kopa w tyłek i odłącza mnie od serwerów.

SIMCITY OFFLINE NIEMOŻLIWE?  W MAXIS WIEDZĄ, ŻE JEST INACZEJ

g2

Niestety, nadzieje na kolegialnie podjętą inicjatywę zostały szybko pogrzebane przez Lucy Bradshaw, która od paru dni tłumaczy, co z grą jest nie tak, informuje, jak ich zespół ciężko pracuje nad poprawą kondycji serwerów oraz prosi, aby gracze zostali z Maxis, pomimo serii kompromitujących porażek. W wywiadzie dla serwisu Polygon Lucy stwierdziła, że ciągłe połączenie z Internetem jest jednym z filarów, na którym od początku budowane było nowe SimCity i odłączenie ich hitu od tegoż wymagałoby ogromnego wysiłku i potężnego nakładu pracy.

Szkoda, prawda? Na tłumaczenie Lucy zareagował jednak jeden z pracowników Maxis, który woli pozostać anonimowy. Oczywista sprawa. W wywiadzie dla Rock Paper Shotgun zdradził, że serwery w SimCity nie mają żadnej istotnej roli z perspektywy samej rozgrywki. Są po prostu zbiorowiskiem informacji, które non stop są aktualizowane, lecz same w sobie nie dokonują żadnych obliczeń i nie uwarunkowują działania gry jako takiej. Według pracownika Maxis odłączenie SimCity od Internetu to kwestia paru poprawek. Anonimowa „wtyczka” pisze, że naprawdę nie rozumie, dlaczego Lucy powiedziała co innego, bo to po prostu nieprawda.

SIMCITY OFFLINE JUŻ DIAŁA

Gwoździem do trumny kłamstewka Lucy Bradshaw okazał się moder działający pod nickiem UKZAzzer. W odpowiedni na jej słowa dokonał ingerencji w kod gry i uruchomił SimCity bez konieczności łączenia się z serwerem. Jego kopia programu działała na zasadzie „nadzwyczajnych uprawień”, swoistego trybu administratora, w którym UKZAzzer mógł nie tylko grać, ale również edytować takie rzeczy jak topografia terenu czy infrastruktura drogowa. Oczywiście nie jest to rozwiązanie, które nadaje się „do wypuszczenia” dla wściekłych graczy, ale sam nakład pracy, dosłownie parę godzin, pokazuje, że odcięcie SimCity od serwerów jest jak najbardziej możliwe. W dodatku nie wymaga ogromnego wysiłku, ani niebotycznych nakładów pracy.

Wychodzi na to, że Lucy Bradshaw nie była z nami szczera. My z kolei bardzo tego nie lubimy. Jeszcze bardziej nie lubimy wszędobylskich, cały czas monitorujących nas zabezpieczeń DRM. Te, zamaskowane pod postacią różnorakich funkcji społecznościowych, zdają się mieć dla EA tak silne znaczenie, że gigant jest w stanie tracić kolejne wizerunkowe punkty. Biorąc pod uwagę częstotliwość tłumaczeń pani Bradshaw, liczę, że do tej informacji również się odniesie. Nagła cisza byłaby tutaj nie wskazana. Od twardej polityki wymaganego połączenia z Internetem zaczynają się odcinać sami pracownicy Maxis. Gracze są wściekli, serwery dalej nie działają poprawnie, twórcy mają anonimowy bunt na pokładzie, komentarze tyczące się EA chyba jeszcze nigdy nie były tak krytyczne. Co jeszcze może pójść źle?