REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Następnego dnia Bowie odpoczywał…

… a to co zrobił było dobre. Nawet bardzo! Album The Next Day to jedna z najlepszych rzeczy jaka mogła się przytrafić współczesnemu rynkowi muzycznemu. Pomimo sędziwego wieku, David Bowie jest czołowym rockmanem i udowadnia to najnowszym repertuarem.

Następnego dnia Bowie odpoczywał…
REKLAMA
REKLAMA

Trzeba było ochłonąć. Ciężko to jednak zrobić od dnia sześćdziesiątych szóstych urodzin artysty, gdyż właśnie wtedy ogłosił, że 8 marca wychodzi pierwszy po dziesięciu latach krążek z jego premierowymi nagraniami. Wtedy światu zaprezentowano „Where Are We Now?”, które w swej lekkiej melancholii i klimacie starego progresywnego rocka zdobyło szczyty playlist Deezera, Spotify oraz WiMP.

The Next Day to retrospektywa starego Bowiego, co zresztą zauważalne jest od razu po okładce. Widzimy na niej przykrytego białym kwadratem artystę, którego tamtejszy wizerunek wykorzystano na książeczce do kultowego albumu Heroes. W końcu każdy w rzeczywistości kojarzy mężczyznę  właśnie z nagrań tego dzieła. Wydawnictwo stało się znakiem charakterystycznym bardziej surowego Davida, który opuścił styl elektroniczno-funkowy z kultowego utworu „Let’s Dance”. W najnowszym repertuarze słychać echa „Space Oddity”  tudzież „Heroes” oraz innych utworów, na fali których wypłynął Bowie.

David Bowie’s The Next Day

Słucha się tego wyśmienicie. „Dirty Boys” to cmentarzowa polka rodem z repertuaru Toma Waitsa, w „Boss of Me” rozbrzmiewa saksofon i nadaje ponury nocny klimat, a „Heat” jest mrocznym uwieńczeniem zróżnicowanej płyty. Album cechują przede wszystkim nieprzeciętne teksty artysty, które są dla Davida wspomnieniem dawnych czasów oraz smutnym komentarzem na rzeczywistość artystów tego pokroju.

REKLAMA

Bowie jednak doskonale wie jaką stał się legendą. W refrenie „The Next Day” śpiewa że nie do końca umarł. Jego ciało gnije w dziupli drzewa, które rzuca cień szubienicy każdego kolejnego dnia. Artysta doskonale wie, że powoli musi zmierzyć się ze śmiercią, co słychać w jego lekko zawodzącym i starzejącym się głosie. Niepewność dźwięku jest jednak niepozorna. The Next Day to album udowadniający, że David Bowie jest w kwiecie wieku zarówno pod kątem lirycznym jak i muzycznym. To dopiero początek, a już znalazł się murowany kandydat na płytę 2013 roku.

Album można przesłuchać na Deezer, Spotify (edycje rozszerzone) oraz WiMP. Krążek do zakupienia w wersji podstawowej i deluxe na iTunes.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA