1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Uncategorized

Najpopularniejsze płyty w Polsce wg Spotify #1

Najpopularniejsze płyty w Polsce wg Spotify #1

Zajrzałem na chwilę na zestawienie najchętniej kupowanych płyt na iTunes Store i... nuda. Nowa płyta Nicka Cave'a rządzi niepodzielnie, za nią ultra-popularny zespół Various Artists z rozmaitymi wydawnictwami, nowe Depeche Mode plus standardy - Adele, największe przeboje Pink Floyd czy poezja dla gimnazjalistów, czyli Strachy na Lachy. Znudzony zajrzałem na najpopularniejsze albumy na Spotify...

I tutaj jest dopiero ciekawie - lista pokazuje najczęściej słuchane w serwisie przez polskich słuchaczy krążki i wierząc temu rankingowi, najwyraźniej polscy użytkownicy szwedzkiej platformy streamingowej mają głęboko w... nosie wszelkie możliwe trendy, bo rządzą tu zupełnie inne płyty niż w sklepie Apple, bliższe jednakże rankingom z USA, Wielkiej Brytanii czy ogólnoświatowemu zestawieniu.

Pierwszy jest album “18 months” Calvina Harrisa, który wciąż święci triumfy w całym, nie tylko polskim Spotify. Wielki powrót szkockiego DJ-a znanego z przebojowych, tanecznych hitów to niewątpliwie wielkie wydarzenie, ale także część specyfiki tego konkretnego serwisu, bo Harris wcale nie jest tak popularny w iTunes, ale także w Deezerze, gdzie z kolei płytą nr 1 jest... "Born to Die" Lany Del Ray. A na przykład itunesowy hegemon, nowy album Nicka Cave’a, w Deezerze nie łapie się zupełnie do czołówki (z kolei w Spotify jeszcze go w ogóle nie ma).

Drugi w Polsce wg szwedzkiego serwisu jest album The Lumineers o tym samym tytule - numer jeden w USA, ale którego okres wielkiej popularności na pozostałych listach Spotify (np. brytyjskiej czy ogólnoświatowej) już minął. Jest to swoją drogą, płyta ciekawa i całkiem udana, acz niespecjalnie przełomowa i będąca jednym z tych albumów, których publika słucha namiętnie przez pół roku, a potem na amen o nich zapomina.

Co mnie szczególnie zaskakuje, to obecność na podium EP “Continued Silence” Imagine Dragons - i wcale nie dlatego, że jest zła. Wręcz przeciwnie - to świetny mini-album, jak najbardziej zasługujący na uwagę. Moje zdziwienie wynika z faktu, że na Spotify dostępny jest także pełny, długogrający album tej formacji (“Night Visions”), zawierający prawie wszystkie utwory z EP, plus kilka innych, bardzo dobrych utworów. Skąd takie uwielbienie akurat do EP-ki? Biorąc  pod uwagę podobną sytuację także w analogicznych rankingach w USA czy Wielkiej Brytanii, pozostaje to dla mnie zagadką.

Dalej mamy na zmianę głównie albumy alternatywne i komercyjny pop, m.in. z jednej strony “My Head is an Animal” Of Monsters and Men, “Babel” Mumford & Sons czy “xx” The xx, a z drugiej “The Truth About Love” P!nk, “Warrior” Ke$hy czy “Nothing But The Bit Ultimate” Davida Guetty. I jeśli weźmiemy pod uwagę pierwsze trzydziestki czy pięćdziesiątki w toplistach Spotify i konkurencyjnego Deezera, to pewnie prawie całość wykonawców nam się powtórzy, jednak sama czołówka wygląda zupełnie inaczej w obu serwisach (nie wspominając już o iTunes, bo to całkiem inna bajka) - Lana Del Rey rządząca w Deezerze jest dopiero 16. na liście Spotify, natomiast Calvin Harris ze swoim albumem plasuje się dopiero na 23. miejscu we francuskim serwisie.

Oczywiście jest zdecydowanie za wcześnie, by wysnuwać jakiekolwiek daleko idące wnioski dotyczące preferencji słuchaczy jednego czy drugiego serwisu, szczególnie, że Spotify jest na rynku relatywnie krótko, tym niemniej można mieć nadzieję, że użytkownicy obu serwisów będą się od siebie pod tym względem różnić - co będzie o wiele ciekawsze i przy okazji stanie się powodem, by zaglądać do obu serwisów w poszukiwaniu muzycznych hitów i trendów.

Na szersze analizy przyjdzie jednak jeszcze czas, jednak już teraz mogę powiedzieć, że Spotify zdecydowanie wygrywa - nigdzie na liście nie znajdziemy płyty zespołu Weekend, zresztą nie ma tego albumu nawet w bazie. Dzięki, Spotify.