1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Uncategorized

Najgorszy cover, jaki słyszeliście w swoim życiu

Najgorszy cover, jaki słyszeliście w swoim życiu

Nie dość, że właśnie dumnie wszedł na pierwsze miejsce najczęściej kupowanych utworów w iTunes, to jeszcze cały dochód z niego idzie na cele charytatywne, więc jakoś tak głupio go krytykować. Ale co tam, sytuacja jest poważna.

Red Nose Day to zwieńczona telewizyjnym show, organizowana co dwa lata w Wielkiej Brytanii akcja charytatywna, coś w stylu naszej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W związku z tym, brytyjscy (i nie tylko brytyjscy) artyści, ludzie mediów i celebryci ochoczo tę inicjatywę wspierają. Powstają np. specjalne odcinki popularnych na Wyspach seriali czy programów telewizyjnych, znani komicy i aktorzy pojawiają się w roli prowadzących finałową imprezę, a rozmaici muzycy nagrywają single specjalnie na tę okazje.

No i tym razem taki okolicznościowy singiel wypuściła grupa One Direction, irlandzko-angielski boysband, jeden z licznych muzycznych kataklizmów, jakie zesłał na ziemię Simon Cowell, a przy okazji ubrany w formę grupki młodych uśmiechniętych chłopców komunikat, że wyspiarska publika tęskni za swoimi kiczowatymi boysbandami w stylu Westlife czy Boyzone. One Direction funkcjonują sobie od jakiegoś czasu w swojej niszy, kierując swoją nieskomplikowaną i pełną nastoletniego bełkotu muzykę do nastoletnich dziewcząt, z drugiej strony, tak jak i znane z lat 90-tych boysbandy, nie zaskarbiając sobie szczególnej sympatii ze strony krytyków czy odrobinę starszej publiczności. Ale tez trudno tę formację o to winić - to po prostu grupa ładnie się prezentujących chłopców, których zadaniem jest promiennie się uśmiechać i wykonywać utwory, jakie zleca im wytwórnia, zatem swoją drogą, nic się tu nie zmieniło od czasów sukcesów Backstreet Boys i N'Sync.

Problem pojawia się, gdy chłopaki dziarsko wychodzą z terenów, do których żaden fan muzyki na poziomie się świadomie nie zapuszcza, prosto w rejony do których z kolei podobni wykonawcy popowi nie powinni się w ogóle zbliżać. Britney Spears coverującą Joan Jett jeszcze dało się przeżyć, choć od oryginału dzieliły ją lata świetlne. Miley Cyrus coverująca na koncertach Nirvanę, nie odważyła się swoich popisów wstawić na żadne oficjalne wydawnictwo. Hilary Duff swój obrazoburczy wręcz cover “My Generation” The Who umieściła tylko jako bonus track w wydaniach japońskich swojego drugiego albumu. Wszystkie te pop-gwiazdy jednak nie mają nawet startu do One Direction, którzy całkowicie zmasakrowali “One Way Or Another”, oryginalnie w wykonaniu Blondie.

I ten naprawdę marny cover, zupełnie pozbawiony zadziorności, humoru i charakteru oryginału, będący raczej skrojoną na miarę, mdłą, ugrzecznioną wersją rodem ze szkółki niedzielnej, znalazł ogromne grono nabywców. Wow.

Chylę czoła nad ofiarnością i poświęceniem użytkowników, którzy tłumnie zacisnęli zęby i wydali 1,29€ na to fatalne wykonanie. Chciałbym wierzyć, ze to tylko z chęci pomocy potrzebującym w ramach Red Nose Day. Chciałbym też znaleźć w sobie silna wolę i wspomóc akcję kliknięcie w Buy Now, ale naprawdę mierzi mnie świadomość, że przyczyniam się nie tylko do pomocy wspaniałej akcji charytatywnej, ale i promocji tego okropnego coveru.

Jest przecież wielu innych popularnych wykonawców (wg Spotify w Wielkiej Brytanii popularniejsi są Calvin Harris, Rihanna i Biffy Clyro), dlaczego zatem zdecydowano się właśnie na ten średniej jakości boysband, na dodatek pozwalając im zmasakrować jeden z najpopularniejszych utworów w dorobku Blondie? "One Way Or Another (Teenage Kicks)" zwyczajnie nie nadaje się do słuchania - a jaki jest sens w ogóle oferowania charytatywnego singla, jeśli nie da rady go słuchać (a przynajmniej bez zgrzytania zębami)?

A najlepsze jest to, że to nie pierwsze takie zagranie ze strony fundacji Comic Relief - już w 2007 roku zwerbowano Sugababes i Girls Aloud, by panie wspólnie wykonały cover “Walk This Way” (w oryginale w wykonaniu Aerosmith i Run-DMC). Jak się spodziewacie, poproszenie dwóch średnich girlsbandów o zaśpiewanie tego utworu nie mogło się skończyć dobrze.

Pewnie dla wielu z was to bezsensowne narzekanie - po co krytykować jakiś tam kawałek nagrany tylko i wyłącznie w celach charytatywnych? W końcu i tak liczy się pomoc potrzebującym, a reszta schodzi na drugi plan. Jasne. Z drugiej jednak strony... Krytykowana nie jest tu idea, tylko samo wykonanie, realizacja. Niezależnie od celu, na jaki wędruje kasa, wciąż jednak płacimy za ten utwór, dlatego więc wypadałoby w zamian za zapłacone euro dać klientom coś, co nie zostanie wywalone z dysku po kilkunastu sekundach od naciśnięcia przycisku Play. Idę o zakład, że zwerbowanie ogólnie lubianych i szanowanych artystów zrobiłoby dodatkową reklamę i kto wie, dochód z utworu mógłby być jeszcze wyższy. A tak - wypada tylko zapomnieć o tej spektakularnej porażce.