1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Ramówka USA Network odbija się na Suits

Ramówka USA Network odbija się na Suits

Właśnie transmitowana jest druga, sześcioodcinkowa część, drugiego sezonu Suitsów. Czy stacja USA Network zasłużyła jednak na taki przejaw absolutnego geniuszu?

W portfolio USA Network znajdują się niezłe i tylko niezłe seriale Burn Notice czy White Collar. Wykupienie prawa do transmisji Suits było świetnym i nieoczekiwanym posunięciem, ponieważ stacja ta, będąca pod serialowym względem w zdecydowanym cieniu HBO czy Showtime, ufundowała sobie show nie tylko cieszący się dużą i rosnącą popularnością, ale też wychwalany pod wieloma względami.

Jako znany i ceniony jurysta powiem wam jedno - z pracą polskiego prawnika serial Suits ma mniej więcej tyle wspólnego, co Dexter z pracą przeciętnego policyjnego analityka w Polsce. Ale nie za wiarygodność go kochamy. To genialne, inteligentne, niesamowicie błyskotliwe dialogi między bohaterami, gdzie jest trochę prawa i zdecydowanie więcej ciętych ripost, ciekawych sytuacji społecznych, a nawet nawiązań do popkultury.

Prócz dialogów, Suitsy żyją dzięki postaciom. Tak naprawdę najbardziej zblazowanymi bohaterami są młody Mike Ross i równie młoda Rachel Zane, ale i sam scenarzysta nazywając ich "Ross i Rachel" puszcza widzowi oko, że tak musiało być. Serial żyje dzięki postaciom drugoplanowym. Louis Litt to postać tragiczna, niedoceniana, a zarazem niezwykle złośliwa. Pozornie budzący odrazę "prawniczyna" dzięki swojej złożoności jest jednak chyba najciekawiej zbudowaną postacią w Suits. Troszkę przywodzi mi na myśl umiłowanego Sarevoka z gry Baldur's Gate, choć to przecież zupełnie inne klimaty.

Pierwsze skrzypce gra jego wyidealizowany konkurent, ale zarazem kolega, choć trudny jest ten rodzaj przyjaźni - Harvey Specter. Harvey to synonim ideału, perfekcji, nie tylko w branży prawniczej. Każdy męski widz Suits pewnie chciałby być w swoim życiu Harveyem (na liście moich idoli przegonił nawet Jose Mourinho, choć to tylko postać fikcyjna). Telewidzki wolałyby zapewne być Donną, asystentką Harveya o osobowości złożonej, intrygującej, a zarazem wielkim poczuciu humoru. Trudno to opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy.

PIerwszy sezon Suits był znakomity, nic zatem dziwnego, że zamówiono kolejny. Ten był jeszcze lepszy przez 10 odcinków, lecz USA Network swoim zwyczajem sezony publikuje w dwóch ratach - pierwsza z nich leci latem, druga - sześcioodcinkowa - zaraz po nowym roku. Ten cykl mocno odbił się między innymi na White Collar, a i widzę, że geniusz piszący scenariusz Suits dał się zapędzić w ten sam kozi róg.

Najwyraźniej bowiem, sześć odcinków to za mało żeby rozkręcić nową intrygę, a odstęp od wakacji jest zbyt duży, by kontynuować poprzednią. Tym samym zimowe Suits są genialne, ale troszkę mniej, bo nie za bardzo wiadomo co można pokazać w zaledwie półtora miesiąca. Jestem przekonany, że Aaron Korsh buduje już fundamenty pod kolejny, pasjonujący sezon, pełen gier słownych i bohaterów, których tak uwielbiamy.

Ale na nieskazitelnej ocenie Suitsów te sześć - zaledwie bardzo dobrych - odcinków pozostawia pewną rysę. Rozumiem, że USA Network musi zabiegać o uwagę widzów walcząc z konkurentami dziwnymi porami nadawania. Szkoda tylko, że tym samym rzuca scenarzystom kłody pod nogi.

Ps. Drugi sezon Suits powoli dociera też już do Polski. Podobnie jak poprzednik transmitowany jest w Canal+ pod nazwą "W garniturach".