1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Mobile

Propozycje z AppStore - płatne aplikacje #1

Propozycje z AppStore – płatne aplikacje #1

Zaczął się nowy tydzień, dla wielu będzie to kolejne 5 dni w pracy, szkole, środkach komunikacji miejskiej, podróżach, rozjazdach i tak dalej. Postanowiłem zatem przejrzeć aktualną listę najlepiej sprzedających się płatnych aplikacji na applowskim AppStore, bowiem być może znajda się tam jakieś aplikacje, które będą mogły odrobinę złagodzić ból przedzierania się przez kolejny szary zimowy tydzień.

Najczęściej kupowaną appką w polskim AppStore jest WhatsApp Messenger (0,89€), czyli wyjątkowo udany komunikator, który potrafi z sukcesem zastąpić stare dobre SMSy. O ile mamy dostęp do Internetu (3G lub Wi-Fi), będziemy mogli za darmo wysyłać wiadomości oraz multimedia do znajomych posiadających ten mesendżer na swoim iPhonie lub dowolnym smartphonie z Androidem (i naturalnie zainstalowaną opisywaną aplikacją). Przyznam szczerze, że sam od dawna używam WhatsApp do szybkiej komunikacji ze znajomymi, bo aplikacja jest zwyczajnie bardzo wygodna, ma sporo opcji pozwalających skonfigurować ją do swoich potrzeb i póki co była niezawodna. Za tak niską cenę, jest to naprawdę dobry zakup i jedna z tych appek, które zwyczajnie trzeba posiadać.

Z kolei pewną niespodzianką dla mnie jest ciągła obecność na AppStore programu SignalCast (0,89€), umożlwiającego oglądanie rozmaitych polskich i zagranicznych stacji telewizyjnych. Aplikacja wyszukuje streamy (nie zważając na ich legalność) w sieci i bezpośrednio przesyła na nasz telefon. Spodziewałem się szczerze mówiąc, że program o tak niejasnej polityce respektowania praw autorskich i umów handlowych poleci ze sklepu w przeciągu tygodnia, ale wciąż tam jest i wciąż utrzymuje się w czołówce najczęściej pobieranych appek. Jeśli więc wasz kręgosłup moralny jest odpowiednio elastyczny i macie ochotę pooglądać sobie TVN24 czy Canal+ Sport w autobusie, to wciąż jest okazja użycia w tym celu SignalCasta.

Jeśli natomiast macie na głowie za dużo roboty, by w trakcie pracy co chwile wywoływać z pamięci hasła do rozmaitych serwisów społecznościowych, konta pocztowego, karty kredytowej i tak dalej, to naturalnie there is an app for that. 1Password kosztuje aż 7,99€, ale w zamian oferuje święty spokój w tej kwestii - nie tylko przechowuje nasze hasła, zabezpieczając je przed niepowołanymi oczami, ale też potrafi generować je dla każdej strony, automatycznie uzupełniać podczas przeglądania stron, no i synchronizuje się z innymi naszymi urządzeniami. Można też kupić desktopową wersję programu i już całkiem zapomnieć, że gdzieś tam w zamierzchłych czasach musieliśmy spamiętać ileś tam haseł. Ja i tak wszędzie mam ustawione 123456, więc 1Password mi się nie przyda, ale jeśli są tam wśród was jakieś hasłofoby, to te 8 euro nie powinno być chyba barierą, prawda?

Praca pracą, szkoła szkołą, ale jeśli coś jest zdecydowanie najcenniejsze w trakcie pracowitego tygodnia, to na pewno będzie to solidny, regenerujący sen. Oczywiście to nie jest takie proste jak się wydaje, nie każdy potrafi przecież położyć się do łózka i profesjonalnie zasnąć (oraz obudzić się), dlatego też z pomocą przychodzi nam aplikacja Sleep Cycle Alarm Clock, dostępna za 0,89€ i stworzona przez swojsko brzmiące Maciek Drejak Labs. Otóż cały bajer polega na tym, że aplikacja odczytuje (za pomocą akcelerometru w iPhonie), w jakiej fazie snu jesteśmy, analizując to w trakcie naszego drzemania na podstawie charakterystycznych ruchów ciała i delikatnie budzi w odpowiednim momencie ustalonego przez nas „okienka” tak, byśmy wstali wypoczęci i zrelaksowani. Oprócz tego, program także ułatwia zaśnięcie oraz udostępnia bogate statystyki dotyczące naszego snu. Przyznam się szczerze, że wciąż podchodzę nieufnie do tej aplikacji, ale masa pozytywnych recenzji chyba nie jest przypadkowa i prędzej czy później postaram się może nawet przygotować szerszą recenzję (o ile nie zaśpię). Jeśli jednak już sam pomysł wydaje wam się na tyle interesujący, by dać Sleep Cycle szansę, to macie okazję za niewielką cenę podarować sobie nieco mniej bolesny proces podnoszenia się codziennie z wygodnego łózka.

Zatem jeśli już jesteśmy przy przyjemnych rzeczach, na koniec coś o godnych polecania grach.

W czołówce najchętniej pobieranych gier oczywiście znajdziemy kilka różnych odsłon serii Angry Birds, na tym etapie, prawdziwego symbolu smartphonowego grania. Najpopularniejsze części to wg tej listy oryginalne Angry Birds, Angry Birds Space oraz Angry Birds Star Wars. I to te gry z cyklu bym polecał przede wszystkim, właśnie w tej kolejności. Dlaczego? Ano wówczas z każdą nową grą dochodzić będzie szereg nowych opcji i funkcjonalności, dzięki czemu zabawa nam się zwyczajnie nie znudzi zbyt szybko. Jeśli jednak chcecie od razu pograć w te Wściekłe Ptaki, które polecam najmocniej, to zaopatrzcie się w AB Star Wars, które pomijając nawet sympatyczna gwiezdnowojenną otoczkę, wplatają do sprawdzonego konceptu strzelania kolorowymi ptaszkami w zielone świnki sporo urozmaiceń, jednocześnie w pewnym sensie łącząc mechanikę oryginału z rozwiązaniami ze AB Space, gdzie oprócz siły strzału czy kąta spadania, pod uwagę musimy wziąć grawitację i parę innych czynników. Pamiętajcie jednak, że po przejściu starwarsowych Ptaków, poprzednie części niespecjalnie będą mogły was czymkolwiek zaskoczyć. Tak czy inaczej, to bardzo fajne gry, idealne do niezobowiązującego przejścia kilku poziomów dla zabicia czasu. Każda z odsłon dostępna jest za 0,89€, więc warto chyba sprawdzić, co miliony ludzi widzą w tym całym strzelaniu ptakami z procy.

Drugą i ostatnią grą, jaka moim zdaniem powinna znaleźć się na każdym urządzeniu Apple, jest Fruit Ninja. Rozgrywka jest banalnie prosta i w tym zresztą tkwi jej siła - otóż na ekranie pojawiają się podrzucane “zza kadru” owoce, a naszym zadaniem jest ciąć je na pół sprawnymi ruchami naszego palc... znaczy naszego miecza, unikając przy tym bomb i dbając o to, by wszystkie jabłka, pomarańcze, melony i inne owoce nie wyleciały za ekran nienaruszone. Brzmi głupio? Jasne, ale jeżdżenie paluchem po ekranie, symulujące cięcie mieczem jest cholernie satysfakcjonujące, a grywalność stoi na niesamowicie wysokim poziomie, co w efekcie sprawia, że trudno się od owego machania palcem oderwać. Ta gra mogłaby być lepsza  tylko, gdyby zamiast owoców, w górę podlatywały odcięte głowy, a nasze ostrze zamieniało je w krwawą miazgę, a nie sok owocowy. Ale cóż, zostaje nam tylko przepoławianie melonów, a to też daje radę. Tym bardziej, że Fruit Ninja również kosztuje tylko 0,89€.

I to tyle na dziś. Przeglądy zasobów AppStore i ogólnie iTunes Store będę przeprowadzał regularnie co jakiś czas, a was tymczasem zachęcam do samodzielnego przeczesywania tej całkiem sporej biblioteki programów w poszukiwaniu czegoś dla siebie. Chyba, że... też zostawicie to zadanie aplikacji, np. darmowemu Appsfire, który wyszukuje najciekawsze obniżki, premiery i proponuje nam kandydatów do miana naszej nowej ulubionej appki. Teraz czuję się trochę niepotrzebny.