1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Uncategorized

Crysis 3 MP Beta: test, serie gier i cyfrowa dystrybucja

Crysis 3 MP Beta: test, serie gier i cyfrowa dystrybucja

Crysis z pokazu silnika graficznego stał się pełnoprawną grą z fabułą i ciekawymi rozwiązaniami. Jeszcze przed premierą trzeciej części, na graczy czeka świeża beta multiplayer. Czy warto?

Nie da się ukryć, że największy szum medialny jeszcze przed premierą robią wokół siebie te gry, których poprzednie części zdołały już zaskarbić sobie miejsce na okładkach pism i licznych dyskach twardych. Z jednej strony vintage i oldschool jest dzisiaj w cenie, a niezależne produkcje jak proste Machinarium czy brzydki Minecraft potrafią przyciągać miliony. Patrząc jednak chociażby na zeszłoroczne wyniki finansowe, w pierwszej dziesiątce plasują się m.in. trzy odsłony Call of Duty, seria The Sims oraz ostatnie Grand Theft Auto. Wniosek dla firm jest prosty: nic, tylko korzystać i wypuszczać kolejne Medal of Honor (choć – nie ukrywajmy – Warfighter był kiepski), GTA i Max Payne'a z jeszcze większą ilością filmów na każde sto wystrzałów. Osobiście uważam, że z seryjnie wydawanych gier (poza sportowymi) poziomu nie opuszcza z każdą kolejną częścią jedynie Assassin's Creed. Jeżeli czwarta część ma maksymalizować natężenie zabawy w takim samym stopniu jak poprzednie, będzie to jeden z bardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów.

Jak natomiast sequelowa sprawa ma się z Crysis 3 od Crytek? Podobnie, choć tu warto cofnąć się do korzeni działalności firmy. Ich debiutancki Far Cry był tworzony przede wszystkim jako prezentacja możliwości CryEngine. Po zaistnieniu w świecie, prawa do kontynuacji nabył Ubisoft, a światło dzienne ujrzały właśnie gry z serii Crysis. Dla graczy była to bardzo dobra wiadomość. Świetna grafika w połączeniu z ciekawym wykorzystaniem kombinezonu „dopalającego” gracza dała potężną dawkę grywalności. Część druga dobitnie pokazała, że twórcom nie chodzi już o graficzny wyścig wydajnościowy, za to dobra konstrukcja akcji pozwoliła tytułowi piąć się w górę w rankingach.

Nic dziwnego więc, że o otwartej becie trzeciej części trąbiono już od dłuższego czasu. I nic też dziwnego, że przez dobrych parę minut starałem się wejść na serwery, na których był już osiągnięty limit szesnastu graczy. Fani trybu multiplayer rzucili się jak na świeże bułeczki. Czy słusznie? Po kilkunastu godzinach spędzonych na wirtualnych potyczkach jestem w stanie stwierdzić, że warto było spróbować.

Gracze mają możliwość uruchomienia dwóch trybów na dwóch mapach. Zarówno słoneczne lotnisko (Airport), jak i deszczowe i mroczne ruiny muzeum (Museum) mają swoje wady i zalety. Z jednej strony lokacje są szczegółowe, dopracowane i z teksturami w wysokiej jakości. Mimo to, razi chaos i mnogość elementów otoczenia. Przejrzystość map bywa podstawą, kiedy chcemy wytropić przeciwnika. Oczywiście, czasy prostoty Counter Strike czy Enemy Territory przeminęły, jednak można było pokusić się o nieco mniej złożoną konstrukcję map.

Tryb nazwany Crash Site jest standardową zabawą polegającą na zbieranie punktów w określonej strefie. Tu jest to miejsce, w którym obcy statek zrzuca specjalną kapsułę. Przebywanie w jej okolicy przybliża nasz zespół do zwycięstwa, jednak oczywiste jest, że to właśnie przy niej uzbrojeni przeciwnicy będą nas szukać. Siłą rzeczy, zabawia zamienia się w taktyczny Team Death Match, jednak z pewnością po powstaniu pierwszych poważnych drużyn w grę będą wchodziły taktyki ubezpieczania się połączone z wykorzystaniem terenu.

Natomiast ciekawą nowinką jest zabawa w łowcę, czyli opcja Hunter. Drużyna wyposażona w nanokombinezony Proroka liczy początkowo tylko trzech graczy i może uzbroić się w znane z wielu grafik łuki. Ich zadaniem jest wytropić w ciągu dwóch minut wszystkie jednostki C.E.L.L., które po likwidacji odradzają się po drugiej stronie barykady. Siłą rzeczy, tropiących jest coraz więcej, a ofiary wyposażone w czujniki zbliżania się wroga muszą przede wszystkim stale uciekać i starać się w miarę możliwości eliminować przeciwników. Choćby tylko dla zasmakowania tego trybu warto spróbować sił w Beta testach Crysis 3 Multiplayer.

Zdecydowanie w becie Crysis 3 można wskazać liczne zalety. Innowacyjny tryb, to raz. Dwa, to fakt użycia tzw. „killcam” - gdy tylko zginiemy, zanim ponownie wkroczymy do gry, widzimy swoje ostatnie sekundy życia oczami naszego likwidatora – to skuteczny lek na wszelkich camperów. Grafika oferuje szczegółowe modele zarówno otoczenia, jak i postaci. Prawdopodobnie wielu graczy dla płynnej rozgrywki wieloosobowej będzie musiało obniżyć detale, jednak efekt wizualny jest wysoce zadowalający. Co ciekawe, mimo oznaczenia „Beta” nie udało mi się odnaleźć żadnych rażących błędów wymagających bezwzględnego poprawienia.

Jak natomiast Crytek kusi nas do jak najszybszego zakupu swojego dzieła? Oczywiście przez bonusy, jakie daje dystrybucja cyfrowa. Każdy, kto w pre-orderze zamówi Crysis 3 PL Hunter Edition, otrzyma pakiet bonusów. W tym, poza Steelbookiem, możliwość pobrania dodatkowych DLC oraz pierwszej części gry z serii. Jeśli więc nie posiadacie jeszcze tego tytułu na swoim koncie Origin, może to być dobra okazja do zmiany tego stanu rzeczy.

Ostania ciekawa kwestia związana z beta testami, to zapis w licencji pozwalającej na uruchomienie samej gry. Jest on bliźniaczo podobny do tego z SimCity. Mianowicie, mówi o tym, że wszyscy decydujący się spróbować sił w nadchodzącym tytule muszą obowiązkowo wskazać firmie błędy gry. Ci, którzy tego nie zrobią, mogą mieć całkowicie zablokowane konto Origin. Nóż w plecy dla zwolenników dystrybucji cyfrowej dbających o swoje konta i trzymających tam więcej tytułów, niż na fizycznej półce? Prawdopodobnie tak, jednak Crytek na Twitterze ogłosił, że nie będzie egzekwował konsekwencji płynących z tego zapisu. Oby dotrzymali słowa. W międzyczasie szczerze polecam zapoznać się z grą – da większy obraz tego czy warto zamawiać pełną wersję, niż jakakolwiek recenzja.