1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Lep’s World 2 – recenzja gry

Lep’s World 2 – recenzja gry

Z Nintendo jest trochę jak z Apple - trudno nie doceniać produktów tej formy i jej wkładu w branżę, co jednak wcale nie przeszkadza jej użytkownikom szczerze jej nienawidzić za masę rzeczy, od traktowania swoich klientów jak chodzące portfele bez dna, po ignorowanie aktualnie panujących na rynku trendów i rozwiązań (wiecie, że w taki Nintendoland czy Super Mario Bros. U na WiiU, tytuły wybitnie multiplayerowe, nie umożliwiają gry przez sieć? Dziś, w epoce wielkich meczów w Battlefieldzie czy Halo?).

Mnie osobiście najbardziej jednak irytuje fakt, iż obie korporacje, choć produkują świetny software, to udostępniają go tylko w ramach swojego hardware’u - innymi słowy, nie pogramy sobie w Legend of Zelda na pececie (korzystając tylko z legalnych źródeł, rzecz jasna), tak samo nie zainstalujemy iOS na innym smartphonie, niż ten z jabłuszkiem w logo (choć tutaj dodatkowe punkty należą się Apple za wersje windowsowe iTunes czy Safari, które choć wolniejsze i mniej stabilne niż na Mac OS X, to przynajmniej są). I jasne, wiem, że jest to polityka podyktowania nie tyle względami ideowymi, co zimną kalkulacją - a najwyraźniej obu firmom się takie działanie opłaca - ale i tak miło by było obok Rymana, GTA Vice City czy Final Fantasy, zobaczyć w AppStore gry opatrzone logo Super Mario, Pokemon czy Legend of Zelda, które, powiedzmy sobie szczerze, są niemal jak znak jakości.

Rynek jak wiadomo nie znosi próżni, więc o ile seria Legend of Zelda jest jedyna w swoim rodzaju i nie natknałem się jeszcze na jakiegoś klona (chyba, że liczyć tu gry typu Chronicles of Inotia), tak mniej lub bardziej bezczelnych kopii platwormówek z włoskim hydraulikiem jest całkiem sporo. Najbliżej procesu o naruszenie praw autorskich jest Lep’s World, gra, która sprawiłaby, że twórcy Giana Sisters byliby oburzeni podobieństwem tego tytułu do dwuwymiarowych klasyków Nintendo. Zresztą, po wpisaniu “super mario” do wyszukiwarki na AppStore, jako pierwszy wynik wyskakuje właśnie ikonka z uroczym leprechaunem, jaką to oznaczono drugą część Świata Leprechauna.

Wychowany na kiepskich slasherach, miałem co prawda nadzieje, że pokierujemy w owej grze morderczym skrzatem pozbawionym garnuszka ze złotem, torującym sobie drogę po trupach do celu (dosłownie), ale pierwsze odpalenie appki rozczarowało mnie wyjątkowo kolorową i całkiem estetyczną, choć prostą oprawą graficzną oraz wprowadzeniem do fabuły gry. To oczywiście zbyt dużo powiedziane, bowiem historia jest tu równie mało istotna, jak w dowolnej 8-bitowej odsłonie Super Mario, ale dla formalności napiszę, że ogólnie rzecz biorąc, trzeba uratować swoich kumpli, porwanych przez złego czarnoksiężnika. Wszystko jedno. Natomiast w związku z tym, że jesteśmy stereotypowym, rudobrodym, ubranym na zielono leprechaunem, to pod drodze będziemy znajdować koniczynki regenerujące zdrowie czy kolekcjonować małe garnuszki pełne złotych monet. Nie jestem natomiast pewien, czy wrogowie rozsiani po licznych kolorowych poziomach w postaci ślimaków, robaków czy meduz to także esencjonalne elementy irlandzkiej mitologii, ale nie jestem ekspertem, więc nie będę się czepiał.

zdjęcie 2

Zasadniczo rozgrywka wygląda identycznie jak w Super Mario - poruszamy się naszym leprechaunem w prawą stronę, skacząc po platformach, rozbijając bloczki, z których wypadają rozmaite bonusy, będziemy bez wyrzutów sumienia mordować setki niewinnych istnień, skacząc im na głowy i przechodzić przez kolejne tematyczne światy, każdy z nich zwieńczony potyczką z bossem. Są pewnie niewielkie różnice wobec klasyku Nintendo związane ze specyfiką sterowania za pomocą dotykowego ekranu  - np. klawiszologia jest maksymalnie uproszczona, mamy do dyspozycji jedynie ruch w prawo i lewo, skok oraz rzut szyszką (najwyraźniej jest to naturalna broń leprechaunów nadająca się do rozbijania w pył ciężkozbrojnych rycerzy - serio, wcale nie żartuję, to się tu dzieje), jednak osoby z doświadczeniem w dwuwymiarowych platformerach od Nintendo, będą się czuły jak w domu.

zdjęcie

I analogicznie jak w Super Mario, przyjemność, jaką czerpiemy z rozgrywki nie opera się wcale na oryginalności, braku powtarzalności czy jakichś innowacjach w rozgrywce - najmocniejszym punktem oryginału, jak i zżyn... to znaczy inspirowanej nim produkcji, jest wygodne sterowanie, sprawiające, że skakanie po platformach jest zwyczajnie przyjemne i daje sporo zabawy. Z początku ciężko się będzie przyzwyczaić do faktu, iż nasz leprechaun jest lekki jak piórko, a fizyka w grze... cóż, nie przypomina za bardzo tej obowiązującej nas, ale z czasem jak najbardziej da się do tego przyzwyczaić. Po paru poziomach łatwo załapać, na jak niebotyczne wysokości potrafi skakać nasz bohater, wiemy jak długo trwają te skoki (za długo), by skoczyć prosto na wroga, a z czasem czerpiemy nawet sporą przyjemność z odbijania się od ścian czy bujania się na linie. Nie czujemy co prawda “ciężaru” kierowanej postaci i gra nie zbliża się nawet pod tym względem do jakości dowolnej części Super Mario, ale jak na ograniczone możliwości (tylko 3 przyciski odpowiadające za ruch!), całość pod kątek wygody sterowania wypada naprawdę bardzo dobrze. Podobnie jak i oprawa - kreskówkowa grafika zawsze sprawdza się w tego typu oldskulowych platformerach, a przygrywająca w tle stylizowana na irlandzką muzyczka wpada w ucho.

zdjęcie 3

Cóż, otrzymujemy zatem całkiem udaną, dostatecznie długą (8 światów po 8 poziomów), lekką, łatwą i przyjemną platformówkę, biorącą garściami co się da z serii Super Mario Bros. i dostosowującą to pod możliwości dotykowego smartphone’a. I może mógłbym być bardziej wymagający wobec tego tytułu, ale Lep’s World 2 jest dostępny za darmo (w zamian wyświetlając jedynie nieszczególnie irytujące reklamy), zarówno na AppStore, jak i Google Play. W związku z tym, chyba nie muszę dodawać, że warto tę nieskomplikowaną gierkę pobrać i przetestować samemu. O lepszego klona Super Mario będzie raczej ciężko.