1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

DJ nr 1 zaczyna przygodę z kinem

DJ nr 1 zaczyna przygodę z kinem

Armin van Buuren to najlepszy DJ i autor muzyki trance. Jest bez wątpienia artystą, a jego utwory od lat wyprzedzają konkurencję. Nie dziwi więc, że zainteresował się nim przemysł filmowy.

Takie kompozycje, jak „I Don't Own You”, „J'ai Envie de Toi” czy „Take A Moment” pokazują klasę DJ-a. Ma on rzecz jasna na swoim koncie także nieco bardziej komercyjne piosenki, trafiające do szerszego słuchacza – „This Light Between Us” lub „In and Out of Love”. Nigdy jednak nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Ale cenię Holendra za jeszcze inne rzeczy. Biorąc udział w wystąpieniach Armina macie zagwarantowaną najlepszą zabawę, przy czym cechuje go ogromny szacunek do publiki i skromny charakter. Nie poczujecie tego słuchając słynnego Francuza z jego „I'm David Guetta, Bitch!” i efekciarstwem.

Film, do którego Armin przygotował piosenkę tytułową i klip, bynajmniej nie wygląda na hit – lekka i przyjemna holenderska komedia romantyczna i nic poza tym. Mimo to w ciemno stawiam swoje Lamborghini, że jest lepsza od niejednego polskiego filmu z tego samego gatunku. Ciekawostką okazuje się natomiast fakt, iż w „Verliefd op Ibiza” („Loving Ibiza”) DJ gra samego siebie. Produkcja weszła 31 stycznia do holenderskich kin i siłą rzeczy nie zobaczymy jej w Polsce.

Piosenka tytułowa nosi nazwę „Waiting For The Night”. Oczywistym jest, że w przypadku utworu promującego komedię romantyczną konieczny będzie pewien kompromis: postawienie na trochę bardziej popowe brzmienie. I takie w znacznej mierze usłyszymy, aczkolwiek Armin nadał utworowi lekko trancowego klimatu. Uczciwie jednak przyznam, iż fani DJ-a będą raczej dalecy od euforii i przesłuchają kawałek zaledwie kilka razy. Dla nich więc stworzono inną, lepiej pasującą do stylu Holendra wersję – „Waiting For The Night” (Beat Service Remix). W samym filmie usłyszymy dodatkowo „Not Giving Up On Love” i „We Are Here To Make Some Noise”.

„Waiting For The Night” nie wzbudziło mojego zachwytu, ponieważ zostało przygotowane na potrzeby radiowego odbiorcy i promocji „Verliefd op Ibiza”, lecz jest to całkowicie usprawiedliwione. Pomimo tego kawałka słucha się znacznie lepiej od masy innych rzeczy serwowanych nam obecnie przez stacje radiowe i telewizyjne. Holenderski DJ bowiem zawsze trzyma poziom i wierzę, że jeszcze nieraz przygotuje muzykę filmową – tylko do o wiele lepszych produkcji.