1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Zwiicięstwo Nintendo?

Niemal od początków branży firma poczciwego hydraulika dzierżyła pałeczkę pierwszeństwa, jeśli chodzi o popularność, jakość oraz ilość dostarczanej rozrywki. Era PlayStation przyniosła diametralne zachwianie tej pozycji - ówczesny potentat na dość długi okres czasu stracił swój prestiż i uznanie w oczach graczy. Zapowiedź nowej konsoli okrzykniętej kodową nazwą Revolution budziła sprzeczne uczucia, zaś nietypowy kontroler - zwątpienie. Zupełnie odkrywcza polityka Nintendo skutkuje... Umarł król, zmartwychwstał król?

Powiew dawnych lat? Nintendo 64 w całej swej okazałości

Nie skłamię, jeśli powiem, że ostatnie kilkanaście lat w historii elektronicznej rozrywki odznaczyło się dość niekorzystnie dla tytułowej spółki. Wraz z wkroczeniem nowej generacji konsol, a w tym przypadku Nintendo 64 czy PlayStation, zdecydowanie słabszym sprzętem okazał się produkt hydraulika. I to niemal pod każdym względem - innowacyjny na tamte czasy napęd CD (sic!) w porównaniu ze staroświeckim kartridżem, oraz zdecydowanie lepsza grafika, którą niestety nie mogła pochwalić się konkurentka. Można powiedzieć, że jedyną kartą przetargową w walce o portfele klientów był charakterystyczny klimat gier, a więc Mario, Link i reszta wesołej kompanii. Co oczywiste nie można mówić o klęsce, bowiem nieprzebrane rzesze fanów łapczywie opróżniło sklepowe półki. Niepokonaną markę stanowił legendarny już GameBoy, a w zasadzie jego "kolorowy" następca, potem Advance i jego kolejne ulepszenia. W każdym razie na tej płaszczyźnie firma mogła poszczycić się znacznymi osiągnięciami.

Game Cube - krok ku nowoczesności, ostatecznie konsola dla wybrańców

Sony święciło sukcesy swojej pierworodnej platformy, niejako myśląc już o kontynuatorce następnej generacji. Podobne kroki przedsięwzięło Nintendo - początkowo tajemniczy projekt o kryptonimie "Dolphin", później oficjalnie ochrzczony jako Game Cube. Wedle zapowiedzi, grająca kostka miała ukazać się światu w okolicach jesieni 2001 roku. Jednak raczej nikt nie spodziewał się nieco innego obrotu spraw, a mianowicie zagrywki ze strony samego Microsoftu. Niemalże w tym samym czasie, półki hipermarketów zapełniły się zarówno zielonookim Xboksem, jak i wspomnianą "kostką". Pomimo technologicznej przewagi nad produktem Sony (który bądź co bądź, ukazał się rok wcześniej - co w nieustannym postępie technicznym robi ogromną różnicę) również nie zdołało osiągnąć należytej siły przebicia. Podstawową przyczyną takich wyników była mała ilość tytułów, które serwowali niezależni developerzy. Choć biblioteka wspomnianych gier nie powalała rozmiarem, to i tak większość projektów była co najmniej przeciętna. Największe wsparcie napływało ze strony samego Nintendo - tytuły takie jak choćby kontynuacja przygód Linka (Wind Waker), Metroid Prime czy Super Smash Bros. Znakomitych tytułów lansujących charakterystyczne postaci dla uniwersum Big N było multum, a co najważniejsze każdy z nich był i jest tytułem o znacznych pokładach grywalności. Jednak owa monotematyczność nie mogła spowodować, ażeby przeciętny Kowalski (z wiadomych względów nie mówię tu o człeku narodowości polskiej) zainteresował się konsolą.

DS Lite - odświeżona wersja NDS-a, jeden z "winowajców" sukcesu Big N

Zasadniczym i kolejnym minusem polityki japońskiej spółki był właśnie target - potencjalni odbiorcy, wśród których dominującą grupą okazali się młodsi zapaleńcy. Brak było dorosłych gier, które mogłyby przyciągnąć hardkorowców - owszem, pojawiły się znakomite tytuły w postaci Eternal Darkness czy nawet Resident Evil 4, jednak to zdecydowanie za mało, wśród mnogości "kolorowych" pozycji. Pomimo jakości i miodności wydawanych gier, kostka (podobnie jak poprzedniczka) nie króluje wśród ilości sprzedanych egzemplarzy. Na ten fakt miało wpływ wiele aspektów, z czego najważniejsze wymieniłem powyżej. Niemałą szkodę wyrządził tryb (a w zasadzie jego brak) rozgrywek online, co już wtedy okazało się dziwactwem, nie patrząc już z perspektywy dnia dzisiejszego... Swojego czasu zdecydowano się wprowadzić nań tryb, jednak znów ilość tytułów oferujących taką zabawę była szczątkowa. Z kwestii bardziej szczegółowych swoją rolę odegrał również wygląd i ogólna kompozycja konsoli, niejednokrotnie nasuwając na myśl słowo: "zabawka". Byłoby głupotą mówić o kierowaniu się zakupem konsoli, biorąc pod uwagę jej design, chociaż i takowych delikwentów nie brakuje. W każdym razie Game Cube trafiał bardziej w dziecięce gusta, niż pełnoletnich graczy. Firma po raz wtóry zaliczyła tendencję spadkową, jeśli brać pod uwagę poletko konsol stacjonarnych.

Przyszłość branży? Czas pokaże...

Targi E3 w roku 2005 nakreśliły przyszłość i kierunek rozwoju branży. Prezentacje konsol następnej generacji efektywnie spowodowały wzrost podniecenia fanów na całym globie. Sony wraz z technologicznym kombajnem - PS3, Microsoft z równie zaawansowaną "trzystasześćdziesiątką", natomiast Nintendo... z dość skromną wzmianką o niejakim Revolution. Nieco wcześniej na rynku konsol przenośnych zadebiutował NDS - całkowita nowość, bowiem nie był to kontynuator serii GameBoy, a i też "dwa ekrany" (w tym jeden dotykowy) stanowiły sporą innowację. Platforma dość szybko znalazła się na szczytach list sprzedaży, wbrew powszechnej opinii "konsoli - ciekawostki". Nieco później handheld doczekał się odświeżonej - poddanej liftingowi (mniejszej) wersji - DS Lite. Wielki bum miał dopiero wybuchnąć...

Tymczasem społeczność graczy i branżowe magazyny nie szczędziły słów, jeśli chodzi o domysły odnośnie nowej konsoli. Już wtedy można było wywnioskować (patrz: specyfikacja techniczna), że Nintendo obrało zgoła odmienną ścieżkę niż rynkowi oponenci. O ile właśnie Sony i Microsoft, próbują przekupić graczy powalającą grafiką w trybie HD, mnogością efektów, szczegółów i Bóg wie czego jeszcze, tak Big N chciało nieco urozmaicić zastygły i oklepany w schematach rynek gier wideo. Takie zdania nasuwały się same, gdy zaprezentowano kontroler, wyposażony w sensory ruchu - słowo "rewelacja" najprawdopodobniej często gościło na ustach graczy. Oczywiście nie obeszło się bez słów krytyki i zwątpienia, co miało miejsce również w przypadku NDS-a. Targowe szaleństwo E3 w roku 2006 rozwiało wszelkie wątpliwości. Wraz z prezentacją kilku gier, nie dało się nie zauważyć potencjału drzemiącego w nowej konsoli. W międzyczasie zmieniono też i nazwę (Revolution przechrzczono na Wii), co również nie uszło firmowym dywagacjom nad sensem, powagą tejże nazwy.

Ach, ten Reggie - wraz z pierwszym szczęśliwcem w dniu launchu konsoli

Swoje triumfy święci DS Lite - hasło reklamowe "Touching is good" robi swoje, mimowolnie nasuwając niektórym niezbyt przyzwoite skojarzenia. Możliwości jakie dał dotykowy ekran rozwijają nowy podgatunek gier "edukacyjnych" - "Brain Age" w którym "badamy" wiek swojego mózgu, a konkretnie stan posiadanej inteligencji (wykonując stosowne ćwiczenia). Nie mam zamiaru się rozdrabniać, wszak źródeł multum - w każdy razie nowa konsola przenośna udostępniła granie, w nieco innym wymiarze, na które, wbrew wcześniejszym uprzedzeniom, jest popyt. Doskonałym tego przykładem jest druzgocące zwycięstwo nad konkurentem z obozu Sony - PSP, który pomimo technologicznego miszmaszu w środku i doskonałej (jak na "przenośne" standardy) grafiki sprzedaje się o wiele gorzej, niż konsolka Nintendo. Tegoroczna konferencja na E3 potwierdza ową tendencję...

Taki widok to rzadkość, unikat, ewenement... Marketing robi swoje

W miarę upływu czasu, również zainteresowanie Wii rosło w zastraszającym tempie. Błahostką wydawał się siedmiordzeniowy procesor "The Cell" w PS3, kiedy to Wii oferuje tak wyszukaną rozrywkę. Potwierdzeniem tego może być ogromna liczba pre-orderów złożonych w różnych zakątkach świata. Kiedy ostatecznie w grudniu 2006 roku nastąpiła wyczekiwana przez wielu premiera, w mgnieniu oka sklepowe półki zaświeciły pustką. Rekordowa sprzedaż nie zdziwiła chyba już nikogo, a przynajmniej tych, którzy przyglądali się sprawie od jakiegoś czasu. Wii Sports czy nowa Zelda (Twilight Princess) potwierdziły słuszność słów Nintendo. Mimo że od wspomnianej premiery upłynęło trochę czasu, to i tak zapotrzebowanie wciąż nie słabnie - jakieś wnioski?

Rozrywka, tak jak mawia Reggie... jest dla wszystkich

W słowach, które poprzedzały "launcz" NDS, szychy Big N wyraźnie zaznaczały jaką politykę zamierzają obrać w związku z następną generacją konsol. Koniec technologicznego wyścigu szczurów, w jakim mają to w zwyczaju uczestniczyć Sony i Microsoft. Strefa zainteresowań przylgnęła do innej płaszczyzny - bardziej wyszukanej, skupiającej zarazem większe grono odbiorców. Wśród nich przeważał niedzielny gracz - osoba, która nie reaguje tak emocjonalnie na nowe zapowiedzi gier i nie śledzi branżowych nowinek. Jednym słowem rozrywka dla wszystkich - niezależnie od wieku, upodobań, płci, statusu społecznego. Wydawać by się mogło, że każdy sprzęt powinien głosić takie hasła reklamowe, jednak zaawansowane monstrum PS3 bynajmniej nie kojarzy się z prostotą dla przeciętnego klienta.

Wielkie słowa, szumne zapowiedzi - podziałało

Obecny stan rzeczy nasuwa oczywistą odpowiedź na pytanie zadane w tytule, jednak wstrzymam się z wydawaniem osądów. Co prawda sprzęt hydraulika nie zagrzewa miejsca na sklepowych regałach, to sprawa nie jest tak oczywista. Notowania analityków ustawiają przyszłość Big N w pozytywnym świetle, choć czy konsola jest tak przyszłościowa? Dla wielu developerów wydawanie gier na Wii jest krokiem dość opłacalnym, ponieważ niskie koszta produkcji zachęcają do takowych poczynań, które odbijają się na samej grze... Przeważają tytuły w stylu Wii Sports, gdzie nie uświadczymy epickich przygód czy zawiłej fabuły, co tyczy się jak na razie tylko nowych przygód Linka. Czy oryginalne sterowanie będzie tak odkrywcze? Z odpowiedzią na to pytanie wstrzymam się na jakiś okres czasu, wtedy to przyjdzie wysnuwać wnioski, a te z pewnością będą bardziej pochlebne niż miało to miejsce w przypadku poprzednich generacji konsol Nintendo.

Zabawa z Wii :)