Ostatnimi czasy byliśmy świadkami prawdziwej ofensywy dobrych strzelanek. Na naszych dyskach twardych gościły produkcje o olśniewających oprawach graficznych, np.: Crysis (o Warheadzie nie wspominając), Gears of War, BioShock czy chociażby najnowsze odsłony serii Call of Duty.

Priorytetem twórców gier stała się nie grywalność ani fabuła, tylko właśnie grafika. Skupili się na tym elemencie tak bardzo, że najnowsze produkcje zaczęły zjadać własny ogon. Przykładem może być ponownie Crysis, który oszałamia swoim pięknem, ale nie oferuje ponadto nic szczególnego. Nie zrozumcie mnie źle - Kryzys był dobrą grą, ale nie spełnił niebotycznych oczekiwań fanów poprzedniego dzieła Cryteka - Far Cry'a. Dlatego warto - wspominając dawne czasy - zwrócić uwagę na dość sędziwą już grę (bo z 2003 roku) pod enigmatycznym tytułem XIII.

XIII

Jest ona komputerową wersją komiksu stworzonego przez Jeana Van Hammera. Fabuła gry jest skonstruowana dość klasycznie - główny bohater budzi się na plaży. Jest ranny, a jakby tego było mało, nie pamięta kim jest i jak się na owej plaży znalazł. Jedyną wskazówką, która podpowiada mu coś o jego przeszłości jest wytatuowany na piersi numer XIII i skrytka do banku. W owej skrytce znajduje paszport, dzięki któremu poznaje swoje nazwisko i zawód. Nieoczekiwanie zostaje aresztowany za zamordowanie czterdziestego trzeciego prezydenta Stanów Zjednoczonych - Williama Sheridana. Nasz bohater jest absolutnie pewien, iż to nie on jest sprawcą śmierci prezydenta. Lecz niestety dowody zbrodni wskazują w oczywisty sposób na niego. Zbrodnię potwierdza zdjęcie ukazujące głównego bohatera mierzącego do Sheridana z karabinu snajperskiego. Nasz heros musi udowodnić swoją niewinność i ukarać prawdziwych sprawców, którzy wrobili go w tą kabałę. Z pomocą przyjdzie mu piękna major Jones. Fabuła jest ciekawie pomyślana i czasami potrafi zaskoczyć. Ogólnie rzecz ujmując - za historię opowiedzianą w XIII należy się plusik.

XIII jest teoretycznie FPS-em. Ale filozofii gry daleko do siekanin pokroju Painkillera. Oczywiście 90 % rozgrywki to strzelanie, lecz poziom trudności, poziomy, rozstawienie wrogów zostało skonstruowane w taki sposób, by grę dało się przejść siejąc grozę i zniszczenie wśród naszych adwersarzy, ale można podejść do sprawy w nieco bardziej wyszukany sposób. Mianowicie, w XIII da się grać jak w rasową skradankę. Pomaga w tym komiksowy charakter produkcji (o którym za chwilę) - gdy wróg zbliża się do nas zza ściany, na ekranie widzimy napisy "tap tap", będące onomatopeją kroków - oraz nasze wyposażenie. Na składzie oprócz karabinów maszynowych, pistoletów, rewolwerów, karabinów snajperskich mamy także nóż do rzucania (bardzo przydatne!!!). Gdy zabraknie nam amunicji do tych akcesoriów, z pomocą przychodzi nam nasze otoczenie - nie ma problemu, by do ogłuszenia niemilucha wykorzystać popielniczkę lub nawet krzesło. Niektóre misje pozwalają nam tylko w taki sposób przejść poziom, np. niekiedy nie możemy dopuścić do uruchomienia alarmu, bo inaczej misję mamy niezaliczoną.

XIII

Jeśli ktoś nie lubi gry w stylu Sama Fishera i dodatkowo ma celne oko, to gra w bardzo miły sposób premiuje headshoty - w rogu ekrany ukazuje nam się kilka komiksowych okienek, w których z bliska przedstawiony jest efekt strzału prosto w głowę.

XIII

Małe, a cieszy. Tak więc XIII znakomicie sprawdza się zarówno jako zwykły shooter - akcja jest dynamiczna, wrogowie zmuszają gracza do myślenia swoimi zachowaniami (może AI nie prezentuje ten poziom, co wymieniany tu już wielokrotnie Crysis, ale też nie można narzekać) - jak i skradanka a la Splinter Cell. Dla każdego coś miłego. Warto wspomnieć, że nasz bohater podczas rozgrywki nabiera nowych umiejętności, takich jak: ciche chodzenie, posługiwanie się dwiema broniami, ogłuszanie, włamywanie się.

Teraz pora zająć się oprawą graficzną. To jest właśnie element, który wyróżnia XIII nawet pięć lat po premierze. Wspomniałem wcześniej, że gra jest adaptacją komiksu. Nie dodałem tylko, że jest to właściwie przeniesienie komiksu na ekrany monitorów (lub telewizorów, bo gra ukazała się także na konsole starej generacji - Xboksa i PlayStation 2). Nawet dzisiaj w epoce prześlicznych Assassin's Creed, GTA IV, itp., gra prezentuje się co najmniej ładnie. Zastosowano tutaj technologię zwaną cel-shadingiem. Dzięki temu XIII wygląda jak najprawdziwszy komiks. Wszystkie modele postaci prezentują się ładnie, a krajobrazy potrafią zatrzymać gracza na moment, by podziwiał widoki. Podczas rozgrywki zwiedzimy wnętrze banku, siedzibę FBI, różnego rodzaju bazy wojskowe, okręt podwodny, molo, motel, itd. Jak widzicie twórcom nie zabrakło wyobraźni podczas wymyślania lokacji - wszystkie są bardzo zróżnicowane. Nie tylko oprawa graficzna sprawia, że gra przypomina komiks. Samo menu główne zostało zbudowane z komiksowych ramek, a wypowiedzi bohaterów pokazywane są w charakterystycznych dymkach. Strzelając z bazooki jesteśmy atakowani dużym napisem "kaboooom". Niestety XIII pod względem graficznym ustępuje najnowszej odsłonie serii Prince of Persia, którą również zbudowano na bazie cel-shadingu. W tej ostatniej ruchy postaci są bardziej płynne, a krajobrazy jeszcze bardziej malownicze. Niestety pięć lat różnicy robi swoje. Lecz generalnie XIII i tak cieszy oko.

XIII

Twórcy beznadziejnie rozwiązali za to system zapisu gry. Bazuje on na checkpointach rozstawionych tak sporadycznie, że, Drogi Graczu, nie raz puścisz szkaradną wiązankę ze swoich ust. Jakby tego było mało, jeśli zginiemy gdzieś w głupi sposób i będziemy zmuszeni wyłączyć grę, to po ponownym jej uruchomieniu trzeba zaczynać misję od nowa. Nie można było zrobić normalnego systemu zapisu? To takie trudne? Przez to głupie niedopatrzenie odejmuję od oceny za grywalność jeden punkt, bo mimo wszystko jest to "babol" bardzo uciążliwy.

Podsumowując, XIII mimo upływu lat nadal potrafi dostarczyć dużo dobrej zabawy. Bardzo dobra fabuła, zgrabne połączenie FPS-a ze skradanką, ładna komiksowa grafika, wysoka grywalność, niezgorsza muzyka, dobrze dobrani aktorzy, masa przeróżnych giwer i gadżetów, zróżnicowane lokacje sprawiają, że nieraz od XIII nie można się oderwać. Nawet śmieszny system zapisu gry nie plami aż tak bardzo jej honoru. Po prostu trzeba to jakoś przeboleć albo przymknąć oko. Gdy to zrobimy pozostaje się cieszyć naprawdę solidną produkcją. Polecam przede wszystkim fanom FPS-ów i skradanek. Pozostali również nie powinni żałować.