1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Wymagania polskiego kinomana [publi]

Pomimo iż temat tego numeru brzmi "Kultowe polskie filmy", warto też pamiętać o drugiej stronie medalu. Nie ma co się oszukiwać - większość dobrych, rodzimych produkcji to tytuły dość już wiekowe. Co się dzieje z polską kinematografią? A może problem leży w kinomanach? Dlaczego zapotrzebowania naszych widzów zaspokajane są kiczowatymi, dennymi kopiami filmów zachodnich?

Tylko mnie nigdy w życiu kochaj

To straszne, naprawdę. Ostatnimi czasy polskie kina zalewane są kolejnymi obrazami perypetii Zakościelnego i innych lowelasów. Dobra, faktycznie jest to powiew świeżości na polskim rynku, szkoda tylko, że jest to powiew nie taki już świeży, z Zachodu, po wielu latach i to w o wiele gorszej formie od pierwowzoru. Nie wiem czemu dopiero teraz polscy producenci wpadli na pomysł tworzenia komedii romantycznych, nie jest to ważne - liczy się ich jakość, a ta jest raczej biedna.

Pierwszy głośny, polski horror - tylko, czy to będzie horror, czy popularne ostatnimi laty sieczki z krwią w roli głównej?

Fanem tego typu filmów nigdy nie byłem, niemniej przepaść pomiędzy zachodnimi tytułami a polskimi Nigdy w życiu! itp. widać od razu. Tj. ja widzę, bo patrząc na zarobki rodzimych produkcji - naszych kinomaniaków taki stan rzeczy zadowala. Mój zgrzyt zębów nasilił się niemiłosiernie w momencie, gdy poznałem fabułę filmu Tylko mnie kochaj. Słyszał ktoś o filmie Big Daddy z Adamem Sandlerem? Świetna, jednocześnie wzruszająca komedia o ojcu próbującym poradzić sobie z podrzuconym pod drzwi "synem". Polska produkcja z Zakościelnym w roli głównej po prostu boli - jak można tak przekalkować, dosłownie, cały motyw przewodni?! No, ale Polacy pokazują, że można. Mało tego, film spotyka się ze świetnym przyjęciem (zapewne przez fanów M jak miłość). Ech, zostawmy ten temat, bo krew się poleję. Swoją drogą: zdaję sobie sprawę, że spora Wasza część, drodzy Czytelnicy, nie zgodzi się z moimi twierdzeniami, nie bijcie mnie za to…

Tylko mnie kochaj

Kicz w 78182738 aktach

Druga sprawa warta poruszenia (takiego delikatnego, co by się za bardzo w powietrzu nie rozeszło) to polskie seriale. O ile ta tematyka mogła bawić jakiś czas temu, o tyle teraz nie jest to już takie śmieszne. Polska telewizja jest bez przerwy zalewana nowymi tasiemcami, prezentującymi wciąż ten sam, niski poziom. Nieważne, że dowolny odcinek M jak miłość przewidzieć można szczegółowo z wyprzedzeniem, nie jest nawet aż tak bolesne to, że Na dobre i na złe odbywa się co tydzień wg określonego szablonu odcinka, to, co najbardziej boli to fakt, że polskie seriale obyczajowe ogląda wiele… milionów ludzi. Warto zastanowić się, co zrobić, by tę sytuację zmienić. Negatywny skutek obecnego stanu rzeczy to totalne, powolne ogłupianie społeczeństwa. Czy wiecie, że w takim np. jednym odcinku M jak miłość, bohaterowie płaczą od dwóch do czterech minut? Mowa o "samodzielnym płaczu", bez żadnych dialogów. Nie pytam, czemu nasi telewidzowie oglądają tego typu kicz, starczy mi wypowiedź fanki jednego z seriali: "Uwielbiamy oglądać serial X, bo opowiada o prawdziwym życiu". Dalszy komentarz jest zbędny - spuszczam na to zasłonę milczenia…

Polska gangsterka z

Weź się, k**a, ch**u ode mnie od***l!

Komedie. Tak, wiem - dla wielu kultowe (co ukazuje chociażby Temat Numeru), bardzo śmieszne i wręcz genialne. Tak, nie przeczę - polskie komedie są śmieszne. Przynajmniej ich spora część. Faktem jednak też jest, że Polacy mają trochę… debilne poczucie humoru? Owszem, nie można tego tak generalizować, jednak spora grupa widzów oglądających takiego Kilera płacze ze śmiechu po każdym zdaniu zawierającym słowo "k**wa". Chyba coś jest nie tak z tą naszą widownią. Zestawiając nasze komedie z produkcjami, dla przykładu, brytyjskimi, to te pierwsze prezentują podwórkowy poziom żartu. Widocznie takie wymogi stawiają rodzimi widzowie, w tym zresztą ja. Zdecydowanie jednak bardziej bawią mnie w polskich filmach żarty sytuacyjne, niż dialogi pokroju tych z Poranku Kojota, gdzie na pytanie "W czym mogę pomóc", facet odpowiada: "W spuszczeniu sobie wp******u!". Co ciekawe, nasi producenci powoli zaczynają tracić umiejętność robienia nawet takich komedii - ostatni polscy przedstawiciele tego gatunku nie wzbudzają już śmiechu, no, chyba że uśmiech politowania (vide Francuski Numer)…

Mina adekwatna do filmu -

Wiedźmin, horrory…

Czasem polscy filmowcy postanowią zbezcześcić dotychczas w naszym kraju niepraktykowane gatunki - np. fantasy, ekranizacją powieści Andrzeja Sapkowskiego pod tytułem Wiedźmin. Dla każdego coś miłego - gumowe potworki, wysoki, blond-włosy (w prozie) bard Jaskier grany przez Z. Zamachowskiego(!), tragicznie animowany smok… Jest to film tak żałosny, że nie sposób płakać przy nim ze śmiechu. Co prawda produkcja ta nie odniosła w naszym kraju (ani nigdzie indziej) niezasłużonego sukcesu, ale wymieniając kiczowate, polskie filmy grzechem byłoby o niej nie wspomnieć.

Odczuwam też konieczność nadmienienia, iż obecnie na terenie naszej ślicznej krainy powstaje horror - tak, oczy was nie mylą, horror! Pora mroku, ten tytuł mówi nam wiele. Wszystko wskazuje, że dostaniemy godny odpowiednik filmu Wzgórza mają oczy - dużo krwi i nieskomplikowanej akcji. Znając życie, tłumy pobiegną do kin, bo, jak wspomniałem, Polacy wymagań za dużych nie mają. W końcu Hostel czy kolejne części Piły przyciągały Polaków do kina jak magnes, pomimo iż kolejne Piły prezentowały coraz bardziej chodnikowy poziom. Oczywiście, można też się cieszyć, że ojczyści twórcy biorą się za nowe gatunki, jednak nie jestem pewien czy aby na pewno obrali dobry kierunek.

Wnioski? Nasi rodacy to narodek o niskich potrzebach. Nie chcę zabrzmieć, jakbym się wyśmiewał z czyjegoś gustu - o tym się nie dyskutuje, rzecz oczywista, że każdy woli co innego. Dziwi mnie jednak, że tak mało polskich producentów zabiera się za ambitne kino, a gdy już takowe filmy powstają, ciężko odnaleźć je w natłoku szeroko rozumianego badziewia. Moim skromnym zdaniem, to co wychodzi nam najlepiej to dramaty - lwia ich część prezentuje świetny poziom, zostawiając zagraniczne produkcje często (choć nie zawsze) daleko w tyle. Kilka razy oglądałem opisywaną w tym numerze Pogodę na jutro - film po prostu mistrzowski, przy każdym podejściu tak samo świetny. Jeśli kogoś tym tekstem uraziłem - bardzo przepraszam, nie było to moim zamiarem. Warto się jednak czasem zastanowić czy to, co uważamy za dobre, śmieszne etc. faktycznie takie jest.