Woody Allen. Twórca nie ulegający współczesnym trendom. Reżyser, scenarzysta, pisarz, muzyk. Ma dość specyficzne podejście do życia. Jest jedną z osób, które albo się kocha, albo nienawidzi. Gdy kręci filmy, trzyma się swoich własnych reguł. W każdym dziele znajduje się nawet najmniejsza część jego osobowości. Od kiedy zaczął swoją karierę, wszystko obracało się wokół Ameryki i jej mieszkańców. Pod wieloma kątami badał kulturę społeczeństwa amerykańskiego, raz w większym, a raz w mniejszym stopniu. Zawsze wciela się w neurotycznego, sarkastycznego mędrca, który uważa, że to świat zwariował, a on dalej pozostał sobą. Jego ostatni film, "Wszystko Gra", możemy już od września zobaczyć na półkach sklepowych. Co tym razem Allen nam zaprezentował?

Wszystko Gra

"Człowiek, który powiedział, że jestem w czepku urodzony, miał świętą rację. Ludzi przeraża to, jak wiele w życiu zależy od szczęścia i jak wiele pozostaje poza naszą kontrolą. Podczas gry w tenisa zdarza się, że piłka uderza w górną krawędź siatki i balansuje przez chwilę, nim spadnie na jedną lub drugą stronę kortu. Przy odrobinie szczęścia ląduje po stronie przeciwnika i wygrywasz. Innym razem spada na twoje pole i przegrywasz."

Wszystko gra

Chris Wilton to pochodzący z biednej irlandzkiej rodziny tenisista. Otrzymuje jednak szansę życiową. Dostaje etat, jako instruktor w prestiżowym, londyńskim klubie tenisowym, gdzie spotyka zamożnego młodzieńca, Toma, z którym bardzo szybko odnajduje wspólny język. Zostaje zapraszany na różnego rodzaju bankiety czy wyjścia do opery. W trakcie tych spotkań poznaje siostrę bogacza, Chloe, z którą, w późniejszym czasie, bierze ślub. Chris rezygnuje z pracy w klubie i rozpoczyna karierę w świecie biznesu. Wszystko wydaje się być idealne... do czasu. Okazuje się, że główny bohater ma romans z narzeczoną brata swojej żony, która nie chce już tego ukrywać i staje się uciążliwa w poukładanym życiu byłego tenisisty.

"Wszystko Gra" rozpoczęło nowy etap w życiu Woodiego Allena. Reżyser po raz pierwszy opuścił Amerykę i przeniósł się do Anglii. Jest to dla niego dziewiczy teren, który wart jest dłuższych oględzin. Nic dziwnego. Brytyjczycy są trochę skomplikowanym narodem pod względem życia codziennego i ogólnej mentalności, więc warto przyjrzeć się im nieco bliżej. Allen tym samym nie próżnował. W filmie widzimy konfrontację pomiędzy brytyjską klasą wyższą, średnią oraz kulturą amerykańską. Reżyser kreuje tutaj obraz Anglików, jako społeczeństwa, które bardzo dba o to z jakiej klasy się wywodzi, co niekoniecznie idzie w parze z prawdą. Pomimo, iż takie przypadki również się zdarzają, mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie, gdzie ważna jest dbałość o poziom arystokracji, fascynacja literaturą, operą. Dostajemy świat, którego na co dzień nie da się zauważyć. Wielka Brytania to idealne miejsce dla filmu o ludziach z wyższych sfer, więc autor trafił w dziesiątkę.

Do tej produkcji zaangażowano wielu aktorów, którzy mają brytyjskie korzenie. Zobaczymy więc Jonathan'a Rhys-Meyers'a , Emily Mortimer czy też Matt'a Goode'a. Natomiast rola seksownej Amerykanki została dana pięknej Scarlett Johansson, która gra też w kolejnym filmie Allena -"Scoop". Chodzą pogłoski, że została ona kolejną z jego muz, po Diane Keaton i Mii Farrow, na bieżąco angażowanych w następnych projektach reżysera. Aktorstwo stoi na wysokim poziomie i to widać gołym okiem.

Wszystko Gra

Najważniejszym elementem jest jednak scenariusz, który został nominowany do Oskara. Jak sam autor mówi, zainspirowały go dwie książki: "An American Tragedy" Dreisera oraz "Zbrodnia i Kara" Dostojewskiego. W Polsce, pierwsza pozycja nie jest zbyt popularna, więc widz stara się szukać związków z drugim tytułem. Dostajemy je dopiero przy końcu, lecz całość można też porównać z "Idiotą" tego samego rosyjskiego pisarza. Postęp fabularny "Wszystko Gra" jest niebywały. Na początku utrzymany w stonowanym, chociaż niepewnym klimacie. Cały czas wędrujący przy mrocznych chmurach. Dopiero wraz z rozwojem romansu tempo zostaje przyspieszone, by na końcu zapewnić nam dużą dawkę adrenaliny i wprawić w osłupienie. Dostajemy ciekawe i zaskakujące zakończenie, czego po obrazach Allena ciężko jest się spodziewać.

Specyficzną aurę wywołuje ścieżka dźwiękowa. Tym razem odstawiono jazzowy nastrój na bok i wprowadzono epickie arie z oper Verdiego, Donizettiego, Bizeta, Carlo Gomesa i Rossiniego. Muzykę perfekcyjnie dobrano do otoczenia, a niektóre sceny na tle kompozycji operowych wypadają artystycznie i niepowtarzalnie.

Cytat, który widnieje na początku tej recenzji, jest wprowadzeniem do filmu. To monolog, mówiący nam o tym, że film nie tylko będzie zahaczał o temat związany ze szczęściem, ale także nawiązywać do sytuacji Woodiego Allena na pokazie premierowym. We "Wszystko Gra" twórca postawił wszystko na jedną kartę. To produkcja, stylowo w ogóle nie przypominająca twórczości Allena, który tym samym znalazł się w bardzo ryzykownej sytuacji. Właśnie wtedy piłka uderzyła o siatkę i niewiadomo było gdzie wyląduje. Tym razem jednak, autor doskonale się wybronił. Film jest rewelacyjny pod każdym względem. Reżyser stworzył dzieło inne od poprzednich, które może się spodobać nawet tym, którzy za reżyserem nie przepadają.

Wszystko gra

W jednym z wywiadów, Woody Allen powiedział, że jest to jego najlepszy film. Całkowicie się z nim zgodzę. Warto obejrzeć! Polecam!