1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Within Temptation - The Heart of Everything

Uniesiony w chmurach tron, na którym siedzi kobieta przyodziana w białą szatę. W lewej ręce trzyma gołębia, symbol niewinności, pokoju, nadziei czy Ducha Św., natomiast w drugiej zaciska różaniec, znak modlitwy, wiary, prośby. Oczy ma przewiązane białą przepaską, ukazując tym samym ślepotę w podejmowaniu decyzji lub osądzaniu innych (skojarzenia z posągiem "ślepej sprawiedliwości" jak najbardziej wskazane). W tle, za tronem, stykają się dwa światy - dobra i zła (ukazane poprzez białe gołębie oraz tajemniczą ciemną postać nieokreślonego bliżej ptaka)…

The Heart of Everything

Tak właśnie przedstawia się okładka najnowszego albumu zespołu Within Temptation, który jak widać od strony graficznej zaskoczył. Jeszcze nigdy ‘cover' nie był aż tak artystyczny. W ostatnich latach, zespół zdołał jednak wyewoluować muzycznie. Najpierw, próbował się odnaleźć w doomowo-gotyckiej stylistyce, gdzie żeński, dość wysoki i wykorzystywany często do wokaliz głos, mieszał się z męskim growlem. Od "Mother Earth" wszystko jednak uległo zmianie. Wraz z wejściem do świata komercji i telewizji muzycznych, zrezygnowano z 'doomu' na rzecz zestawienia 'gothicu' z elementami muzyki symfonicznej. W większym lub mniejszym stopniu wykorzystywano orkiestrę, chóry (osobno męskie i żeńskie oraz mieszane). Na "Silent Force" jednak zespół trochę przesadził. Potęga dodatkowego brzmienia była tak ogromna, że tłumiła mocne gitarowe uderzenia, co większości fanom nie przypadło do gustu. Jak całość wypadła na najnowszym krążku?

"The Heart of Everything" to zdecydowanie dobry "krok" w karierze zespołu. Muzycy, co słychać praktycznie przy każdym utworze, często eksperymentują i ubogacają muzycznie cały repertuar. Słychać to już na kawałku "The Howling", który można było już wcześniej usłyszeć na ścieżce dźwiękowej do gry komputerowej "Chronicles of Spellborn". Sharon den Adel zaczyna ujawniać nową tożsamość "głosową". Bawi się wokalem, przechodząc z "normalnej" emisji do gardłowej, nieklasycznej, bardziej agresywnej. Pokazuje głosowego pazura, czego nigdy wcześniej nie robiła. Nowy image przedstawia również w niektórych minutach utworu tytułowego oraz w "Final Destination".

Pod względem aranżacji kawałków, również słychać postęp. Fuzja symfonicznego brzmienia i ostrego gitarowego grania, tym razem jest zaopatrzona w odpowiednie proporcje. Moc metalowego brzmienia wybija się spośród orkiestrowo-chóralnego patosu, który na "The Heart of Everything" odgrywa rolę tła i kreuje odpowiednią stylistykę. Całokształt płyty jest bowiem najbardziej mroczny od czasu "Mother Earth". Jest to zasługa nie tylko muzycznych "smaczków", ale również melodyki. Na dwóch wcześniejszych krążkach, piosenki były bardzo chwytliwe, czasami zahaczały o "popową" przebojowość. Tutaj jest to niemalże niezauważalne. Nawet najbardziej "ckliwy" kawałek przyodziewa ciemną szatę, dzięki czemu można poczuć ciarki na plecach.A przecudne ballady, zyskują tu nowego wymiaru. Wieńczące album "Forgiven" nie może się równać z przewidywalnym "Memories", a "Frozen" wydaje się być usprawnioną wersję "Angels".

Zespół w dwóch kawałkach przejawia również drobne zmiany w muzycznej stylistyce. Na singlowym "What Have You Done?" występuje gościnnie Keith Caputo, co w duecie z piękną Sharon daje energiczny kawałek, przypominający "Bring Me To Life" Evanescence z wokalistą 12 Stones. Natomiast kawałek "The Heart of Everything" wydaje się być tym, na co fani "withinów" czekali już od dawna. Przedstawiono tu bowiem jedno z typowych brzmień jakie mogliśmy słyszeć na "Enter" czy "The Dance". Doomowy riff przeplata się tu jednak z gotyckim brzmieniem i symfonicznymi ubarwieniami. Kapela dodała także do kawałka męskie growle, a raczej black metalowe skrzeki, będące swego rodzaju przepowiednią co do przyszłych dokonań, lub ukłonem w stronę dawnej twórczości. Mimo to, całkiem miła niespodzianka.

Wielu wiernych słuchaczy nie jest w stanie przekonać się do komercyjnego wizerunku Within Temptation. Oskarżali "Mother Earth" o zbyt małą kreatywność (zespół często był porównywany do Nightwisha), a "Silent Force" o brak mocniejszych uderzeń i przesadzenie z orkiestrą. Najnowszy krążek powinien ich mile zaskoczyć. Mam wrażenie, że jest to jeden z najlepszych krążków kapeli w całej swojej karierze. Twórcy dają znać, że nie porzucili do końca swoich korzeni (może jakiś projekt poboczny?) i potrafią je dodać do ogromnej esencji komercyjności. Powstała niesamowita płyta, z masą niespodzianek, o których warto przekonać się samemu. Fanom polecać nie muszę, a sceptykom radzę chociaż raz przesłuchać.