1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Wiedźmin [okiem PIRXA]

Kości do gry z cichym turkotem potoczyły się po dnie pudełka. Full. - Znowu wtopa - pomyślał Geralt - zgra mnie ten piekielny krasnolud do lnianych gaci, które jeszcze grzeją mój tyłek! Po drugiej stronie stołu z niewinnym uśmiechem siedział wspaniały kompan Geralta w osobie Zoltana Chivaya i uśmiechał się z udawaną skromnością, sękatą dłonią przesuwając w swoją stronę kolejny stos złotych orenów. Kościany poker wychodził mu dzisiaj niczym sierść bezdomnego kundla na wiosnę. Przez chwilę przy stole zapadła cisza, ucichli nawet kibice tłumnie wokół niego zgromadzeni. Geralt otarł strużkę potu, która majestatycznie spływać zaczęła po jego czole. - No to, co Geralt, starczy? - Słodziutkim głosem zapytał Zoltan. - Magistrat w Wyzimie wypłaca renty starcze, które nijak nie starczają, Zoltan! - Geralt z trudem powstrzymywał narastającą w nim irytację. Sięgnął do mieszka skąd wysypał na stół ostatnie, na "czarną godzinę" zachowane 1000 orenów, po czym wstał i z kieszeni wyjął 15 diamentów przecudnej urody, które pieczołowicie położył obok gotówki. - Przyjacielu mój, zdzierco i huncwocie, to nie koniec!

Kładź na stół wszystko, co masz, wóz albo przewóz, nie ma przebacz! Zwycięzca może być tylko jeden! - Geralt przeciągle popatrzył na swojego rywala. Ten nie pozostał dłużny. - Och, Geralt! Ty nigdy niczego się na nauczysz - z tubalnym śmiechem wrzasnął krasnolud - czas na strzyżenie! Umowa stoi - trzy partie, wygrany zbiera wszystko i zabiera na gorzałkę przegranego. Wygląda na to, że dzisiaj ja będę twoim mecenasem! Zamaszystym ruchem Zoltan umieścił na stole taką górę złota, że dziewkom wszetecznym grze kibicującym dech zaparło i bez zastanowienia sięgnął po kości. Pierwsza rozgrywka zakończyła się zwycięstwem Zoltana - trójka "piątek" przeciw dwóm parom "czwórek" na "dwójkach". Drugą wygrał Geralt wyrzucając dwie pary "szóstek" na "piątkach", a Zoltanowi szczęście przyniosło tylko parę "trójek", jako że dorzucał do dużego strita. 1:1. Remis. Trzeci rzut Zoltana i kości pokazały licem do góry fulla złożonego z "trzech piątek" i dwóch "szóstek". Geralt rzucił kości i okazało się, że ma zaledwie trzy marne "czwóreczki". - Geralt! Mnie tam starczy, rzucaj swoje gnaty - z nieukrywaną satysfakcją mruknął Zoltan - z przyjemnością zasponsoruję Ci sześć flaszek przedniej, temerskiej okowity, bo Ty akurat do małolitrażowych nie należysz! - Reszta komentarza utonęła w śmiechu zgromadzonej wokół stołu gawiedzi. - A powiadali starzy wiedźmini, że mnie kiedyś do ruiny doprowadzi miłość do kościanego pokera - ponuro skonstatował Geralt - Melitele, jeśli jesteś w pobliżu pomóż mi, dyć grzesznym jestem i nie zostawiaj mnie na pastwę tego krasnoluda! Przegrać z nim mogę, ale wódy z nim nie zdzierżę, ratuj Melitele! Powolnym ruchem z planszy zdjął dwie kości, zważył w dłoni, chuchnął gorącym na nie oddechem i niemal pieszczotliwym ruchem puścił w ruch rzucając na planszę, udręczony wzrok kierując na powałę karczmy. Słyszał niby przez mgłę turkot toczących się kości i zamknął oczy. Wrzask, który buchnął z gardeł zgromadzonych zmusił go do otwarcia oczu. Spojrzał na planszę i zobaczył rzucone przez siebie kości dumnie prezentujące dwie "czwórki". Komplet. Poker. - Melitele! Jesteś Wielka! Dzięki - pomyślał Geralt i na głos zwrócił się do Zoltana, który skamieniały patrzył na pięć "czwórek" najwyraźniej nie dowierzając własnym oczom - Zoltan! Wiara przenosi góry, nie słyszałeś o tym? Wóda dla wszystkich, Panie Karczmarz! - Entuzjazm zgromadzonych sięgnął zenitu!

Wybaczcie ten wstęp nieco przydługi. Nie mogłem się powstrzymać a stanowi on rodzaj mojego osobistego Hołdu złożonego Panu Andrzejowi Sapkowskiemu - Twórcy postaci Geralta z Rivii i Sagi z nim związanej oraz zespołowi CD Projekt Red Studio, który podjął się dzieła przeniesienia w świat wirtualnej rozrywki kolei losu Wiedźmina. Zamiar, który jawił mi się na początku niemal szaleńczym powiódł się całkowicie i znakomicie. Z tego też tytułu jeszcze raz słowa moje niekłamanego Szacunku.

Kraju mój ojczysty…

Początki mojego obcowania z tym projektem były, co tu ukrywać po prostu trudne. Pierwsze filmiki z postępu prac nad grą nie nastrajały mnie optymizmem. Wyglądały efektownie i jest to fakt niezaprzeczalny, ale mnie na myśl przywodziły grę, która jest mitycznym "evergreenem" wśród rolplejów - "Summonera". Sylwetka postaci, rzut kamery, koła zakreślające jej położenie i osób towarzyszących umieszczone pod ich stopami - to wszystko odwoływało się niemal w linii prostej do antenata. W miarę postępu prac nad grą podobieństwa te zanikały tworząc indywidualny projekt ekipy z CD Projekt Red Studio. Śledząc losy produkcji w Sieci, miałem nadzieję malutką i ulotną, że para tradycyjnie nie pójdzie "w gwizdek" i polscy deweloperzy pokażą produkt co najmniej europejskiej klasy. Mam już sporo lat na karku niestety i pamiętam z autopsji wiele projektów, które miały zaistnieć, a potem umierały śmiercią smutną i samotną, nie wnosząc nic, z czego przeciętny mieszkaniec Kraju nad Wisłą powinien być dumny. Przykład budowy mitycznych autostrad, czy też samochodu kompaktowego "Beskid" jest tu jakże wymowny. Tym razem stało się ku mojej niekłamanej radości inaczej. Oczekujący na premierę zniecierpliwieni Gracze otrzymali produkt niemal DOSKONAŁY!

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie…

W dniu premiery "Wiedźmina" zaopatrzyłem się w legalny egzemplarz (rachunek do wglądu!") i pocwałowałem do domu, chcąc jak najszybciej stanąć "face to face" z tym tytułem. To, co zobaczyłem na ekranie monitora dosłownie odebrało mi oddech! Przepiękne, klimatyczne intro z cudownie dobranym głosem narratora wbiło mnie w mój fotelik. Moja Ukochana Żona zaniemówiła, nawet pies dostosował się do poziomu doznań kładąc się na moich stopach. Po prostu cudo! Po takim wejściu … wyłączyłem komputer! Samo wspomniane intro zwiastowało niebywałe atrakcje, ale jak do nich podejść? Czy grać ściśle mając w pamięci powiązanie gry z literaturą "Sagi" (dość luźne zresztą) szukając przy okazji podobieństw i odstępstw od pierwowzoru, czy też prowadzić rozgrywkę z pozycji przeciętnego użytkownika gier, który czyta niewiele, co jest wątpliwym w moim odczuciu znakiem obecnej cywilizacji? Ten dylemat rozwiązałem postanawiając, że zagram jako człowiek, który nigdy nie czytał prozy Andrzeja Sapkowskiego. Krótko mówiąc, jak użytkownik rodem z Londynu, czy też Madrytu. A niech tam, prawdziwa cnota sama się obroni!

Stosowanie niewłaściwej diety może prowadzić do zmian wyglądu - patrz, co pijesz, bo pójdziesz tam, gdzie patrzysz!

Rozpocząłem grę i nie zdradzę meandrów rozgrywki, gdyż odbieranie frajdy wszystkim tym, którzy do niej zasiądą nie jest moim celem. Krok po kroku poznawałem dzieje losu "growego" Geralta z Ryvii. Fabuła gry skonstruowana została po mistrzowsku, co zdumiewa, biorąc pod uwagę pozycję debiutantów z CD Projekt Red Projekt. Stworzyli Oni opowieść, która nie ma precedensu. Klarowną i jasną, a jednocześnie pełną dróg alternatywnych. Postacie powołane do życia oferują rozszerzenie rozgrywki o dodatkowe questy, ale nie dzieje się to namolnie. Wybór należy do gracza, który przy okazji poznaje nowych bohaterów gry. Wyborów jest zresztą znacznie więcej, jak na rasowego erpega przystało. W pewnym momencie zaistnieje konieczność opowiedzenia się po jednej ze stron występujących w wątku fabularnym. Rozgrywka nie wymaga jednak kurczowego trzymania się spisu zadań, chociaż wiadomo, że ich wykonanie procentuje przyrostem punktów doświadczenia, które można realnie spożytkować awansując na kolejne poziomy. Nie ma też w "Wiedźminie" sztywnego uwiązania do ram czasowych, co jest wielką zaletą tego tytułu. Zupełnym novum jest możliwość dotarcia do sedna zadania z kilku stron, zgodnie z biegiem wydarzeń gry. Ta wielość jest niezaprzeczalnym atrybutem "Wiedźmina". Towarzyszy jej możliwość "badania" wszystkich postaci zaludniających poszczególne lokacje. To właśnie od niektórych z nich otrzymuje się cenne informacje, które prowadzą do mozolnego łatania dziury w pamięci Geralta z Rivii, czy też delikatnie popychają niektóre zadania do wykonania. Tworzy to zupełnie nową jakość w poznawaniu losów głównej postaci. Problem leży tylko we właściwym dotarciu do właściwych ludzi. Różnorodność jest elementem budzącym szczery mój zachwyt.

Sarmacki wygląd jegomościa nie pozostawia wątpliwości co do jego pochodzenia

Nowe zupełnie jest podejście do systemu kierowania postacią. Mając niemal nieograniczoną swobodę w eksploracji kolejnych lokacji gry kierowany przez nas Geralt wyposażony został w ciekawy system walki. Koniec beznadziejne trzaskania paluchami po klawiaturze, czy lewym przycisku gryzonia. Twórcy z CD Projekt Red Studio wyposażyli naszego herosa w możliwości nauki szkół walki i rozwoju zdolności użytkowania znaków wiedźmińskich. Rewelacja! Po określeniu metody walki w dostępnych trzech stylach (silnym, szybkim i grupowym) pozostaje już tylko patrzeć na efektowne finty, pchnięcia, młynki i bloki pamiętając w właściwym ustawieniu Geralta do przeciwników. Walka jest jednym z elementów, które obok wykonywanych zadań przysparzają najwięcej punktów doświadczenia przełożonych na brązowe, srebrne i złote Talenty. Nie wolno zapomnieć także o rozwoju intelektualnym Geralta wszak utracił pamięć w trakcie wykonywania wiedźmińskiego rzemiosła. Czytanie książek i zwojów jest jedną z najważniejszych, a niedocenianych czynności w grze. To dzięki nim pozyskujemy cenną wiedzę o środowisku, potworach, ziołach, historii i tysiącu innych aspektów. Wszystkie te okoliczności w końcu zbiegają się w punkcie wspólnym.

Przystanek komunikacji miejskiej - proszę nie śmiecić

Jest nim drzewko rozwoju postaci. Zostało ono wspaniale zbalansowane, oferując indywidualną realizację zamysłów rozwoju postaci. Podział na brązowe, srebrne i złote talenty, o których powyżej wspomniałem ma sens, gdyż wymusza jasne określenie preferencji rozwoju postaci Geralta kierowanej przez gracza. I tu stajemy przed bolesną alternatywą, w jakim kierunku podążyć.

Jaskier! Ty tylko gorzała i baby! Posiałeś lutnie to grać będziesz na grzebieniu!

Ma to być "wypasiony" Wiedźmin dysponujący nieograniczoną mocą znaków wiedźmińskich czy też znamienity szermierz mający szerokie możliwości w stosowani broni białej, z szczególnym uwzględnieniem broni wytworzonej ze srebra, której nie lubią wszelkiej proweniencji potwory. To Gracz zastosuje wyróżnik rozwoju postaci i chwała mu za to! I to było na tyle na temat niektórych szczegółów oferowanych przez "Wiedźmina". Tylko tyle zapytacie?

Jestem Tomasz Sekielski z

Nic z tych rzeczy. Co ma Wiedźmin w mojej ocenie najcenniejszego? Klimat! Rewelacyjna atmosfera towarzyszy graczowi od pierwszej sekundy rozgrywki do ostatniej. Nigdzie, w żadnym erpegu nie spotkacie tak zarysowanych, ludzkich i nie tylko postaci. Elfy i krasnoludy, potwory i wszystkie inne postacie oraz zwierzęta zaludniające grę stworzone zostały w sposób genialny i wyposażone we wszystkie atrybuty, które uczyniły je niemal realnymi. To jedyna gra, oprócz "Najdłuższej Podróży" gdzie z niekłamaną przyjemnością słuchałem bluzgów i słownictwa uznawanego powszechnie za wulgarne w wykonaniu chociażby krasnoludów. Toż to majstersztyk przeznaczony niestety tylko dla graczy dysponujących dowodem osobistym. A popijanie gorzałki i efekty jej działania zwizualizowane w sposób niemający precedensu w historii gier komputerowych. Wspomnieć też muszę o relacjach damsko - męskich Wiedźmina z uwzględnieniem tego, co najbardziej naturalne, a budzi niezdrowe sensacje. Seks. Nigdzie wcześniej nie wydano gry, w której scenki przerywnikowe o zabarwieniu erotycznym zostały tak subtelnie, delikatnie i nie waham się tego słowa użyć ślicznie pokazane. To Mistrzostwo Świata! Przy okazji stwierdzić muszę, że Twórcom z CD Projekt Red Studio udało się osiągnąć jeszcze jeden moim zdaniem wielki sukces. Udało się im bowiem ukazać nagie ludzkie ciało nie budząc przy tym niezdrowej sensacji i purytańskich wrzasków. Występująca w obozie druidów driada w swojej nagości jest tak naturalna, jak drzewo, koło którego stoi. A w czym miałaby być? W kożuchu?! Chwała Stwórcy, że poprzednia ekipa rządzących oszołomów odeszła w niebyt i nikomu nie przyszło majstrowanie przy tej grze. Nie inaczej alpy - wampirze pomioty, czy też utopce z przyrodzeniem smętnie dyndającym z powodu stałego pobytu w zimnej, bagiennej głównie wodzie. A pijaństwo, turnieje bokserskie w karczmach, pobyty w zamtuzach zwanych dzisiaj agencjami towarzyskimi? Ta gra kipi życiem i emocjami z nim związanymi. Zarysowane postacie głównego i drugiego planu są pełne temperamentu, swoich uczuć i dążeń. Można godzinami opowiadać o poszczególnych postaciach, a i tak podejrzewam tematu się nie wyczerpie.

Świat czasem staje na głowie…

"Wiedźmin" jest grą kompletną. Zamierzenia dotyczące fabuły i rozgrywki zostały idealnie uzupełnione oprawą graficzną. Pełnię efektów pracy Twórcom można podziwiać niestety na stosunkowo mocnym sprzęcie, ale powiadam - i być może uznany zostanę za lekko pogiętego na punkcie gier - dla tej gry warto nie tylko zmienić w komputerze kartę graficzną! Najlepiej zmienić całego kompa. Ja tak uczyniłem przyśpieszając niejako bieg inwestycyjnych wydatków planowanych na ten rok. Warto było! Prześliczne intro, filmiki przerywnikowe, pełne wspaniałego klimatu obrazy bagien i dzielnic Wizimy, lochów i jaskiń i wszystko inne, co na grę się składa, jest na rewelacyjnym poziomie. Idealnie dopasowuje się do obrazu, jaki nam jest serwowany poziom oprawy dźwiękowej. Niezwykle realistyczny, pięknie wkomponowany w grę i tworzący jej klimat. Gwar karczmy z wybijającymi się z tumultu pojedynczymi głosami prowadzącymi kłótnie został stworzony przez dźwiękowców perfekcyjnie. Czy można chcieć czegoś więcej?

Miłe złego początki…

Napisałem, powyżej, że "Wiedźmin" jest grą niemal doskonałą. I tak jest w istocie. Drobne niedomagania, błędy w grafice, czy przycięcia trafiają się rzadko i wystawiają doskonałe świadectwo Twórcom gry z CD Projekt Red Studio. Przy "Wiedźminie" bardzo blado ze swoimi koszmarnymi błędami wypada "Gothic III" Różnica między producentami jest taka, że świadom występujących słabości polski zespół deweloperski natychmiast niemal z premierą gry wypuścił łatkę do niej i zapowiada kolejne, chcąc przybliżyć grę do jakże wymarzonego ideału. Szczerze życzę powodzenia w tym dziele.

Koniec żałosny…

Gra wciąga, zasysa straszliwie. Po kilkudziesięciu godzinach z nią obcowania dojdziecie do wniosku, że dzień bez Geralta z Rivii, Tris Merigold, czy Talara jest po prostu stracony. W pewnym momencie stwierdziłem, że w trakcie gry zaczynam myśleć w kategoriach Geralta, a już szczególnie łapało mnie to odczucie w trakcie pogrywania w kościanego pokerka. Zabawa jest przednia i niemal nie czuje się upływu czasu. Z jednej sesji "geraltowania" poszedłem prosto do pracy, jako że zakończyła się o 4.30 rano!

Ta kikimora niezwłocznie powinna udać się do dentysty, strasznym zionie oddechem!

Wszystko wskazuje na to, że zespół CD Projekt Red Studio nie powiedział ostatniego słowa w kwestiach wiedźmińskich. Na stronach portalu gram.pl przeczytałem, że trwają już prace nad "Wiedźminem II" Mam nadzieję, że efekt będzie, co najmniej na poziomie "jedyneczki", czego graczom i sobie życzę.

Przewoźnik na Bagna to prawdziwy monopolista

Na koniec moich rozważań o "Wiedźminie" jeszcze jedna uwaga skierowana zresztą do Wydawcy gry - CD Projektu. Gratuluję szczerze sukcesu finansowego związanego z wydaniem gry, a w szczególności po raz pierwszy od bardzo dawna sensownego wielce skalkulowania ceny za grę w wersji podstawowej. Ceną w okolicach 80 złotych zostało załatwione piractwo w sposób popisowy. Szkoda, że ten krok dotyczył głównie "Wiedźmina". Może Wydawca "Crisisa" i "Gears of War" zastanowi się nad własną polityką cenową, jako że teraz właśnie pięknie utrupia wydawane przez siebie te tytuły (139,90 czy 129,90 to ceny chore), a dyski z nielegalnymi ich kopiami niczym jaskółki latają nad każdą giełdą komputerową. Szkoda wielka, a jakiż to wysiłek powtórzyć krok CD Projektu i przy okazji odnieść taki sukces, jaki stał się udziałem tej firmy przy wydaniu Wiedźmina? Tysiące sprzedanych kopii legalnej gry mówią same za siebie.

Jam jest Driada, co to z byle kim nie gada!

Podsumowując moje doznania związane z grą "Wiedźmin", stwierdzić muszę, że jestem nią po prostu zafascynowany podobnie jak wielu graczy w Polsce i nie tylko. Wysoka pozycja we wszelkich rankingach nie jest dziełem przypadku. Powiem krótko - dla mnie "Wiedźmin" jest GRĄ ROKU 2007 i głosował będę na nią we wszelkich konkursach i ankietach. Tych, co grali przekonywać nie muszę, a tych, co nie grali serdecznie zapraszam na wycieczkę w świat wiedźmińskich przygód. Warto!

Królewska Wywerna - nieliche wyzwanie dla początkującego