1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

War Leaders: Clash of Nations

1939. World War II. Imagine... Pearl Harbor - never happened. Atomic bomb - in 1942. And D-Day - had failed. Now imagine... You have the power to rule a nation. You manage thousands of troop. You change the course of history. You are a war leader.

Tak brzmią słowa z intra, zamieszczonego na oficjalnej stronie nowej produkcji Enigma Software - War Leaders: Clash of Nations. Jest to gra łącząca cechy RTS-ów i strategii turowych. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Ależ tak - seria Total War. I choć oficjalnie gra nie ma z nią nic wspólnego, zapożyczenia widać już na pierwszy rzut oka. Kluczem do sukcesu będzie umiejętne połączenie skutecznego makrozarządzania oraz prowadzenia do boju swych oddziałów na mapie taktycznej. Staniemy się przywódcami jednego z państw, które odegrały kluczową rolę w II wojnie światowej - USA, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, ZSRR i Japonii. Polski niestety wśród nich zabraknie, jednak pojawi się zapewne jako jedna z trzynastu tzw. wojowniczych frakcji, które będą brały udział w potyczkach i zawiązywały sojusze z głównymi narodami.

Kto nas tu skierował? Stevie Wonder?!

Jak przyznaje Alberto Domínguez (szef studia Enigma), głównym celem WL ma być dotarcie zarówno do hardcore'owych strategów, jak i do graczy kompletnie zielonych. Z jednej strony tytuł oferuje multum opcji, z drugiej zaś przystępną obsługę i łatwy w opanowaniu interfejs. Pod naszym butem znajdą się m.in. kwestie przemieszczania się jednostek na mapie strategicznej, konstruowanie budynków i oddziałów, zarządzanie zasobami, kwestie ekonomiczne, dyplomacja, handel, kontrola nad badaniami, szpiegostwo i sabotaż oraz, co oczywiste, dowództwo nad żołnierzami w bitwach. To da nam wrażenie władzy absolutnej, poczujemy się panami sytuacji. Naszym celem jak zwykle jest opanowanie świata. Oryginalnie, nieprawdaż?

Jesteśmy przygotowani na przyjęcie prezydenta RP

Terenem naszych działań będzie więc cały świat. Odwiedzimy, np. Europę, Afrykę Północną, Rosję, Pacyfik, a także kilka najważniejszych stolic - Waszyngton, Paryż, Londyn, Berlin, Tokio, Moskwę czy Rzym. Pomiędzy potyczkami będziemy decydować o paktach, aneksjach, sojuszach, kapitulacjach, deklaracjach i tak dalej. Co ciekawe, zanim podejmiemy jakąkolwiek decyzję, będziemy mieli możliwość rozmowy z przywódcą danej nacji. Skonfrontujemy swoje propozycje bądź roszczenia z jego oczekiwaniami. Gdy i to nie da spodziewanego efektu, dostaniemy możliwość wprowadzenia do akcji szpiega. Zakres jego działań okazuje się być niezwykle szeroki - akcje zbierania informacji, kradzieży technologii, mordowania ważnych person, wszczynania powstań i buntów będą na porządku dziennym. Oczywiście wprost proporcjonalnie z poziomem trudności akcji wzrasta ryzyko wpadki, a także doświadczenie, jakie zdobędzie jednostka po jej sukcesie. Analogicznie dotyczy to też pozostałych jednostek, które biorą udział w bezpośredniej walce.

Aż szkoda atomówkę zrzucać...

By zrealizować nasze cele zbudujemy mnóstwo budowli. Z naszych rozkazów powstaną m.in. baraki, fabryki, porty, lotniska, linie obrony, stacje radiowe etc. Jednak tylko z poziomu managera, podczas starć jedynym naszym zadaniem będzie kierowanie jednostkami.

Jaruzelski? Co ty tu robisz?

A do wyboru dostaniemy ich sporą gamę (według zapewnień developera - ponad 250). Lądowe, morskie i powietrzne - do wyboru, do koloru. Jak już wspomniałem, będzie im dane rozwijać się, zdobywać doświadczenie i nowe umiejętności. Jednostki wybitne będą mogły uzyskać status bohaterów, co da im niespotykane u pozostałych zdolności, które mają odegrać kluczową rolę w bitwach. Równie ważne będzie też morale żołnierzy, które wzrastać będzie w zależności od sytuacji na mapie, obecności bohatera tudzież dowódcy etc. To nie jest bezmyślne mięso armatnie, nasi wojacy mogą dać nogę z pola bitwy, gdy zrobi się zbyt gorąco. Sąd wojenny jak nic!

Złaź, mam pierwszeństwo!

To wszystko to jednak singleplayer. W rozgrywce multi niestety dane nam będzie jedynie rozegranie "meczy" w trybie deathmatch, kooperacji lub capture the flag (zdobycie flag z obozów wroga i dostarczenie do własnej). Zapewne nie tylko ja liczyłem na pojawienie się w multi tych samych opcji co w single'u, ewentualnie nieco bardziej okrojonych (ograniczających się, np. do samego przemieszczania jednostek po mapie i potyczkach). Niestety, po raz kolejny okazało się to marzeniem ściętej głowy.

- Ja ją postawię! - Nie, ja, oddawaj!

Co zaś się tyczy oprawy graficznej - szykuje nam się naprawdę widowiskowa gra. Takie Company of Heroes do kwadratu. Zresztą wystarczy popatrzeć na screeny - czyż to nie wygląda "pinknie"? Do tego wszystko, co zobaczymy na ekranie, będzie podlegało prawom fizyki (czyt. da się to zniszczyć). Wystarczy celny strzał z moździerza, by w zrobić w ścianie miejsce na kolejne drzwi. I to wraz ze wszystkimi konsekwencjami z tego płynącymi, np. zdewastowany teren będzie mniej nadawał się do przemieszczania jednostek. Całe to spustoszenie dane nam będzie obejrzeć nawet na mapach o wielkości 100 km kwadratowych. I to bez "mgły wojennej" i z opcją oglądania wydarzeń z perspektywy przypadkowego żołnierza. Jednak do tego przyda się mocarny sprzęt. Według zapewnień producenta Pentium IV 2.4 GHz, karta graficzna 128Mb i 512 MB RAM to absolutne minimum, zaś optymalną konfiguracją ma być Pentium IV 3 GHz, karta graficzna NVIDIA FX7600, ATI X1600 lub zbliżona (z 256 Mb pamięci) i 1 GB RAM.

Jeśli efekt będzie chociaż w połowie tak dobry, ile czasu i wysiłku włożyli twórcy w same przygotowania do procesu twórczego (jeśli wierzyć im na słowo - 6 do 8 miesięcy zbierania materiałów), mamy na co czekać. W końcu takie obietnice, jak ponad 80 godzin rozgrywki w trybie kampanii, rzadko kiedy daje się bez powodu. Wszystko zweryfikujemy pod koniec 2007 roku. To znaczy zrobią to Amerykanie, Japończycy i Australijczycy, kiedy zaś nam będzie dane wtopić zęby w WL - nadal nie wiadomo.