1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Viking: Battle for Asgard

Już od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, że SEGA szykuje coś nowego. Niewiadomą był tylko tytuł i gatunek. Targi Games Convention w Lipsku rozwiały wszelkie wątpliwości i zaserwowały całkiem sporo informacji. Jednak czy wystarczająco, aby nasycić spragnione ciała graczy? Sam się dowiedz czytając poniższy tekst...

Za prace nad grą odpowiada bardzo znana wśród grającej braci firma Creative Assembly. Na przełomie lat zasłynęła serią strategicznych gier Total War oraz konsolowym Spartan: Total Warrior. Teraz, kiedy wzięli się za Viking: Battle for Asgard możemy być prawie pewni sukcesu. W końcu ludzie z takim doświadczeniem nie mogą skrewić i wielki hicior zawita do nas na pewno już za kilka miesięcy. Zawita, lecz nie do wszystkich. Najnowsza pozycja Creative Assembly przygotowywana jest jedynie na next-geny: PlayStation 3 oraz Xbox 360. Ale ja i tak już się przyzwyczaiłem, że najciekawsze tytuły omijają domowe piecyki szerokim łukiem. Tobie radzę to samo czytelniku. Rynek ewoluuje, a my musimy się rozwijać razem z nim...

Viking: Battle for Asgard

W czasie zabawy wcielimy się w młodego, lecz obiecującego wikinga o imieniu Skarin. Odyn swego czasu naraził się bogini Hel, wywalając ją bezczelnie z Asgardu. Ta oczywiście długo nie pozostała dłużna Odynowi, bowiem szykuje wielką armię nieumarłych, szuka wielkiego wilka Fenrira i za ich pomocą chce doprowadzić do zmierzchu całego świata oraz bogów. W tym momencie wkracza nasz główny bohater zwerbowany przez córkę zagrożonego boga, który ma ocalić Midgard przed końcem świata. No i co ważniejsze uratować dupsko Odyna.

Jest to kolejna gra bazująca na nordyckiej mitologii. Tak samo jak w opisywanej w tym numerze Valkyrie Profile 2, znów pojawia się Odyn, córeczki tatusia, czyli ponętne i niebezpieczne Walkirie, nieubłaganie zbliżający się Ragnarok itd. itp. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do Silmerii nie będzie to zwykły "erpeg", acz gra akcji stawiająca przede wszystkim na zręczność i refleks gracza. Ot kolejna produkcja, w której kierujemy postacią nieugiętego osiłka oglądając jego spocone plecy i fantazyjne tatuaże. Wbrew temu, co pisałem parę słów wcześniej, V:BfA nie będzie tak zupełnie wyprana z patentów znanych nam z wielu różnych role playing game. Skarina w pewnym stopniu możemy uczyć nowych rzeczy lub rozwijać jego statystyki. Ale nie spodziewajcie się nic ponad standardowego hack'n'slasha.

Viking: Battle for Asgard

Jak już wspominałem największy nacisk twórcy postawili walkę. To właśnie w tym elemencie tej najnowszej produkcji będzie tkwiła cała magia. Wcielając się w postać walecznego wikinga, nie mogło oczywiście zabraknąć w naszych rękach wielu broni. A przede wszystkim mam na myśli wszelakie topory czy ogromne, tępe [kto oglądał Trzynastego Wojownika ten wie, o co chodzi ;)] miecze, których to zwykły leszcz nawet nie udźwignie. Konsolowe gry akcji przyzwyczaiły nas także do możliwości wklepywania śmiercionośnych combosów, których w przypadku Viking: Battle for Asgard także nie zabraknie. Podejrzewam, że Skarin będzie wymiatał wcale nie gorzej niż Kratos z cenionego przez wiele osób God of War. Więc analogicznie do wspomnianej wyżej gry i w V:BfA krew będzie lała się strumieniami, skutecznie pokrywając piękny krajobraz czerwonym kolorem. Na razie nic nie wyróżnia tego tytułu z grona setek innych, lecz spokojna głowa, bowiem praktycznie w chwili obecnej nie istnieje producent, który nie starałby się dorzucić od siebie coś nowego do gatunku, czyniąc rozgrywkę znacznie ciekawszą.

Tym sposobem zamiast siły mięśni, można skorzystać z mocy magii, ponieważ jak wcześniej wspominałem, Skarin w miarę postępów w grze, może przyswajać coraz to nowsze czary. Zaklęcia adekwatne do odpowiednich "umiejętności" bogów z mitologii nordyckiej. Niestety więcej szczegółów na ten temat nam nie podano. W każdym razie oprócz machania łapami w powietrzu i korzystania z potężnych mocy, mamy możliwość przeciągnięcia na swoją stronę przeróżne monstra i tym podobne rzeczy. Nic nie stoi na przeszkodzie abyś uwiązał na smyczy potężnego smoka i za jego pomocą siał popłoch w obozie wroga. Nasz osiłek potrafi także atakować z zaskoczenia, co nie raz ułatwi mu zadanie. Zwłaszcza, kiedy będzie sam na sam z większą grupą przeciwników.

Viking: Battle for Asgard

Oczywiście nie zawsze będziemy walczyć sami. Wystarczy zajrzeć do większego miasta, zagadać dobrze z innymi poszukiwaczami przygód, a w kolejne przygody ruszymy z drużyną pomocnych kompanów, którym oczywiście będziesz mógł wydawać proste polecenia. O przyłączeniu się do Ciebie będą przede wszystkim decydować twoje statystyki, a konkretnie reputacja rosnąca po każdym pomyślnie wykonanym zadaniu. A tych będzie naprawdę wiele, poczynając od prostych questów "przynieś, zanieś, pozamiataj", kończąc na uczestnictwie w wielkich, epickich bitwach. Co ważniejsze, nasze poczynania będą się na bieżąco odbijać na interaktywnym świecie oraz zamieszkującej go ludności. Obszar, po którym będziemy się poruszać będzie praktycznie niczym nieograniczony. Będziemy mogli podróżować w tą i z powrotem, odwiedzając przy okazji ogromne miasta, zakrawające o miano stolicy, pomniejsze wsie, zarośnięte lasy czy rozległe, podziemne jaskinie.

Viking: Battle for Asgard

A wszystko to ma wyglądać wspaniale. Oprawa graficzna będzie stała na najwyższym poziomie, co już w tej chwili widać, chociażby na dostępnych screenach. Silnik nie tylko będzie generował olbrzymie i otwarte lokacje pełne szczegółów, ale także będzie zdolny do wyświetlania setek postaci na jednym ekranie, dzięki czemu nie raz stoczysz naprawdę epickie potyczki. Graficy zatrudnieni do tego projektu przez Segę stanęli na wysokości zadania. Miejmy tylko nadzieję, iż gra będzie chodziła bez żadnych chrupnięć i chwilowych spadków framerate'u, co na konsolach się dosyć często zdarza nawet najlepszych produkcjom.

Na dzień dzisiejszy trudno cokolwiek więcej napisać o Viking: Battle for Asgard. Zwykle prezentacje na targach są dosyć skąpe i jedynie widowiskowy trailer oraz szumne zapowiedzi ściągają tłumy przez stoisko. Wiadomo, że gra z pewnością będzie konkurowała z doskonałym God of War, bowiem porównania do tytułu Sony aż same cisną się na usta. Oby tylko wszystko wypaliło. W końcu konkurencji nigdy za wiele. Byleby tylko konkurencja stała na odpowiednio wysokim poziomie...