1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Uncle Kracker - Double Wide

Jakby na to nie patrzeć, twórcy w niemal każdej dziedzinie coraz częściej przeżywają drobny kryzys. Mogą pozostać wierni swej ideologii i rozwijać się w kierunkach pierwotnej swej twórczości lub ulec wpływom wielkich świata szołbiznesu...

Muzyka grana przez bohatera niniejszego tekstu wyłania właśnie obraz człowieka w lekkim rozstroju, bez w pełni świadomego rzucenia się w jeden z wirów i odmętów muzycznych... Trochę popu, zdećko rocka, szczypta rapu, nawet nieco uwędzenia w smaczkach amerykańskich - oto jak kulinarnie można opisać przepis na płytę "Double Wide" Uncle Krackera.

Z pozoru taki mirsz-marsz powinien być skazany na śmierć iście sceniczną... Czemu zatem Wujaszek trzyma się dobrze, a niektóre kawałki z albumu ciągle okupują różnego typu playlisty? Aby to zrozumieć trzeba zajrzeć w otoczkę twórczo-historyczną. A zatem zaczynamy...

Uncle Kracker

Pytanie pierwsze - Kim u licha jest Wujaszek?

Matthew Shafer, przypadkowo urodziwszy się 9 listopada 1974 roku w stanie Michigan, zaczął swą "światową karierę" od współpracy z Kid Rockiem... Początkowo wstępujący raper szybko zamienił przydział na DJa na prośbę amerykańskiego gwiazdora. A stało się to w 1987 roku. Prawdę mówiąc wydaje się, że goście przypadli sobie do gustu, skoro Kid Rock nadal macza swe palce w karierze młodzika, a protegowany wciąż pracuje z człowiekiem słynącym z ekscesów i obscenicznego obycia...

Pytanie drugie - Czemu "Double Wide"?

Album znany nam jako "Double Wide" stanowi pierwszy w karierze Shafera, debiutancki, solowy niemalże do końca, zbiór utworów, w których wyraźnie da się wyczuć korzenie i wpływ klimatu Detroit i pochodzącego stamtąd Roberta Jamesa Ritchie'go... Fani Kida poczują się nieco zdegustowani, bo Wujaszek jest raczej subtelniejszy, co zresztą wyraźnie widać, gdy porównać kawałki.

Rok 2000, niegdysiejszy szef i przyjaciel staje się producentem i od razu Wujaszek zaczyna sobie radzić. Pikanterii dodaje fakt, że album powstał "w drodze". Ba, żeby być dokładnym, album nagrywano na tyłach autokaru w trakcie tournee Kida... Zaiste dziwne miejsce na produkcje i nagrania, ale potrzeba matką wynalazku, czy jakoś tak...

Pytanie trzecie - Czy warto?

I teraz najważniejsze pytanie... Czy warto sięgać po ten album, skoro wypisz wymaluj nie jest on "profesjonalnie" pod publikę robiony? Zdaje mi się, że tak! A teraz dlaczego... Pominąwszy ciekawy klimat prezentowany przez Wujaszka, drobne rodzynki w formie pomocy wokalnej Kid Rocka, za stołem mikserskim, gitarą, tłem i ogólnie wszystkim stanął Mike Bradford! Tak ten sam, który wspierał już takie gwiazdy jak chociażby Madonnę, Anitę Baker i New Radicals...

Uncle Kracker

Takie nazwiska coś znaczą... A dokładniej - znaczą, że album nie może być całkowicie zrąbany. I nie jest. Jest nawet więcej niż dobrze. Na płycie znajdziemy miłą wiązankę grunge'owanego rapu z aromatem country i odcieniem popu - najlepszym przykładem jest chyba znany wszystkim singiel "Follow Me".

Reszta kawałków trzyma różny poziom... Niektóre ("Whiskey and Water" czy "Who's Your Uncle") aż straszą rytmicznym głosem i niemal brakiem linii melodycznej, tym samym przypominając dzieła "patrona"... Inne ("Better Days", "You Can't Take Me" i "Yeah Yeah Yeah") wręcz zarażają klimatem i przyciągają uwagę nieco bardziej rozbudowanym "ambientem".

Pytanie czwarte - Jakiś minus?

Wcześniej opisane "ubytki" wynikają niemal jedynie z subiektywizmu oceny utworów. Jest jednak coś, o czym należy pamiętać, przy wyborze tej płyty. Wielka nalepa na okładce - "Parental Advisory Explicit Content" - jest tu w jakimś celu... Co dziwne jednak, niemal wszystkie utwory unikają zbyt dosadnego języka, tym samym potwierdzając opinię o Wujaszku... Wydaje się, że czarno-biały stempel znalazł się na okładce z powodu kilkuminutowego wokala Kida... Parę przykładów łaciny kuchennej, standard w wykonaniu gwiazdora... Jak na dzisiejsze "hity" wręcz owych przekleństw mało!

Pytanie piąte - Największy plus?

Klimat, przesłanie i realizacja - wszystko to trafia do słuchacza szczerą, radosną w pełni pozytywną energią. Jak to opisano w niektórych recenzjach - wydaje się, że Wujaszek żyje w bajkowym świecie, w willi strzeżonej przez piękności rodem z "Baywatch"... Daleko mu do grubiańskiego standardu zurbanizowanych uprzemysłowionych obszarów, z których się twórca wywodzi. Choć płyta potwierdza tendencje raperskie, to nie są to klimaty prezentowane przez Eminema i innych (czyt. ludzi wywodzących się od Slim Shady, pełnych gangsta czarnego rapu). To na pewno znaczny atut. No i ta domieszka country...

Teksty niemal każdego z kawałków są dość specyficzne. Brak tu "gangsta" tematów, dużo zaś humoru i lekkiego, przenoszonego drogą radiową i powietrzną wirusa "ciepłoty serca i ducha". Zarażeni rytmicznie potrząsają makówką i innymi częściami ciała, często ozdabiając twarz istnym bananem... Uwaga, nie zbliżać się w zasięg słyszalności odtwarzanego albumu! Grozi to zapadnięciem w niemal zabawowo-katatoniczny stan... :D

Pytanie szóste i ostatnie - Gdzie i kiedy puszczać?

Odpowiedź wydaje się oczywista - w pełni zaraźliwa muzyka, wyraźne akcenty, specyficzny klimat... Album idealnie nadaje się na imprezy - i to nie tylko te karnawałowe... Spece z EA Games udowodnili także, współpracując z Uncle Kracker przy NFS HotPursuit 2, że utwory wspaniale wpasują się w playlistę na dłuższą i krótszą podróż... Tylko dodać do tego gang amerykańskiego muscle 8-cylindrowca... Ah, i bez niego album odpręża i nastawia pozytywnie do całego świata. I nagle człowiek zapomina o wszystkich troskach i problemach, o podatkach, politykach i chorej naszej rzeczywistości... Czyż nie warto dla tego stanu "nirwany" wydać parę złociszy na Uncle Krackera? Odpowiedzcie sobie sami, ja tam swoje wiem. Teraz tylko szukam klasyka pokroju Chargera R/T lub Camaro SS aby dopełnić obrazu malowanego w wyobraźni...

Zawartość:

1. Intro

2. Better Days

3. What 'Chu Lookin At?

4. Follow Me

5. Heaven

6. Steaks 'N Shrimp

7. Who's Your Uncle?

8. Whiskey & Water

9. Yeah, Yeah, Yeah

10. Aces & 8's

11. You Can't Take Me