Trylogia Andrzeja Ziemiańskiego pt. "Achaja" została gorąco przyjęta zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Zapoczątkowała reaktywację twórczą autora, dostała nominację do nagrody Janusza A. Zajdla, a tom drugi został laureatem plebiscytu Nautilus. Wciąż dość dobrze wspominając przygody księżniczki Wielkiego Księstwa Troy, sięgnąłem po nową powieść Ziemiańskiego.

Fabuła "Toy wars" rozgrywa się w (nie)dalekiej przyszłości. Toy Iceberg, główna bohaterka powieści, jest dwudziestojednoletnią kobietą z pokaźnym bagażem doświadczeń. Dzieciństwo spędziła w sierocińcu, szykanowana przez inne wychowanki. Po ucieczce z domu dziecka, została prostytutką Triad. Dwa lata, naszprycowana kokainą, naga, stała przy krawężniku w Sex Side. Pewnego dnia prywatny detektyw, Paul Iceberg, przygarnął Toy i nauczył arkanów swej profesji. Niestety, Paul umarł, zostawiając jej biuro detektywistyczne i... sześć milionów zielonych w spadku. Warunkiem otrzymania tychże pieniędzy jest 10 lat pracy w zawodzie pana Holmesa.

W tym miejscu czytelnicy poznają "Zabaweczkę". Toy utrzymuje się z tego, co ukradnie, żywi się jedzeniem dla kotów, praktycznie nie dostaje żadnych zleceń. Sytuacja ulega zmianie, gdy gabinet z tabliczką "Prywatny detektyw. Paul Iceberg i córka" na drzwiach, odwiedza Pat Dante, najemny żołnierz...

Powieść dzieli się na trzy rozdziały. W pierwszym Toy, wraz z grupą najemników wykonuje podejrzaną misję w kosmosie, zleconą przez firmę Moonsung. Akcja drugiego rozdziału rozgrywa się w Afryce. Ostatnia część książki, jest najbardziej rozbudowana i najciekawsza. Toy zostaje obdarzona specjalnym bioimplantem - Valkirią, która zmienia główną bohaterkę w maszynę do zabijania. Tu zadanie Toy polega na zabiciu Mistrza Snu, osoby, która stworzyła swój wirtualny świat. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że osoby znajdujące się w tym swoistym "Matrixie" nie mogą opuścić tej wyimaginowanej rzeczywistości. W świecie realnym zapadają w śpiączkę. Toy jest w stanie opuszczać Sen, tylko dzięki wszczepionemu implanotwi. Ciekawym pomysłem jest właśnie ten wszczep - Valkiria o imieniu Gudr. Niejednokrotnie pomaga bohaterce, choć czasem potrafi być złośliwa. Dobry pomysł jednak został spartolony, gdyż implant jest jedynie kopią charakteru Toy. Dialogi prowadzone między postaciami są nudne, adekwatne do poziomu intelektualnego bohaterów, dużo brakuje im do tych znanych nam z "Wiedźmina" (nawet z gry!).

Bohaterowie - tu Ziemiański zawiódł na całej linii. Postaci są stworzone bez polotu, im dalszy plan, tym gorzej. Trudno jest wskazać, czym się różni np. Cadillac od Yellowa czy Clasha. Wszyscy są przerysowani, napisani w pełni zgodnie z wszechobecnymi stereotypami. Tak więc - żołnierze to tępe półgłówki, których interesują jedynie seks i walka, naukowiec to inteligentny gościu, ale okropna niezdara itd. Nawet główna bohaterka jest nieodpowiednio skonstruowana(że o "plagiacie" charakteru Achaji nie wspomnę...) Pisarz nie potrafi się zdecydować czy Toy ma być spostrzegawczą i inteligentną panią detektyw czy też głupią eksnarkomanką z mózgiem "zżartym" przez narkotyki. Bohaterka najpierw tłumaczy szczegółową analizę czyjeś psychiki, by później "popisać się" okropną tępotą. Na plus można zaliczyć wartką akcję, dzięki czemu książkę czyta się szybko i nie sposób się przy niej nudzić.

Toy Wars

Powieść zdecydowanie nie jest przeznaczona dla osób wrażliwych. Dużo w niej wulgaryzmów i erotyki. Zdecydowanie za dużo. Tak więc zamiast swoistą przyprawą, stało się to filarem powieści. Sporo tu dowcipów - w ogóle nieśmiesznych, bez polotu.

Cała historia jest bardzo podobna do "Achaji" - jednak według mnie to jedynie kopia powieści ze zmienioną scenerią i elementami fabuły. A szkoda, gdyż w książce drzemie spory potencjał, który jednak nie został należycie wykorzystany. Na równi z wartką akcją stoją płytkie dialogi i źle wykreowane postaci. Zastanawiam się, komu mógłbym polecić "Toy wars". Cóż... Nowa powieść Andrzeja Ziemiańskiego to bardzo luźna, niezobowiązująca lektura, świetnie potrafi umilić np. długą podróż czy nudne kolonie. Jednak nie nadaje się dla osób, które od powieści wymagają czegoś więcej niż wartkiej akcji. Ja do nich należę, więc "Toy wars" nie przypadło mi do gustu.