Era gier 2D skończyła się wiele lat temu. Trójwymiarową grafikę spotykamy teraz w niemal każdej produkcji (nawet w przygodówkach ze statycznym tłem - postacie są w 3D). Wydawać by się mogło, że developerzy niczego nowego już nie wymyślą, a mimo to pojawiło się już kilka innowacyjnych gier. Max Payne, Prince of Persia, F.E.A.R. i wiele innych produkcji, które coś łączy… Mianowicie - kontrola czasu. Wydawać by się mogło, iż temat się w pewnym sensie wyczerpał, bo możliwości, jakie pod tym względem oferują wymienione gry, nie są zbyt rozległe. A tu proszę, w tym gorącym okresie (dla gier, bo za oknem, gdy to piszę, leży śnieg) pojawił się Timeshift. Nie żeby nagle, bo zapowiadany był od ładnych paru lat, ale teraz wreszcie się doczekaliśmy. Nie trzeba być Sherlockiem, by domyśleć się, dookoła którego wymiaru kręci się to dzieło. Tak więc gra studia Saber Interactive to First Person Shooter wręczający nam władzę nad czasem. Tak właśnie, w dużym skrócie, można opisać Timeshift.

W grze wcielamy się w jednego z naukowców pracujących nad niesamowitymi kostiumami, pozwalającymi kontrolować czas. W przyszłościowym laboratorium powstały dwa takie cuda o nazwach Alpha i Beta. W filmiku wprowadzającym oglądamy scenę wybuchu owego laboratorium. Bohater, w akcie desperacji, przywdziewa kostium Beta i dokonuje skoku w przyszłość. Gdy już podnosimy się z gleby, dowiadujemy się, że dr Krone, jeden z ludzi pracujących przy tym projekcie, wykradł drugi kombinezon i przez dłuższy czas używał go dla swoich celów. Konkretnie z zamierzeniem zdobycia władzy nad światem, tak to już z takimi czarnymi charakterami bywa. Nasza postać przyłącza się do buntowników walczących z tyranem. Fabuła jest niemiłosiernie pogmatwana, ale w tak innowacyjnym FPS-ie jak Timeshift historia stanowi tylko tło do przecudnej rozgrywki…

Jakaś promocja?

Czas działa na naszą korzyść!

Kostium Beta, w który jesteśmy wystrojeni, posiada doprawdy niesamowite właściwości. W dowolnym momencie gry możemy odpalić jeden z trzech trybów kontroli czasu: spowolnienie, zatrzymanie, cofnięcie. Pierwsza opcja nie jest niczym zaskakującym, coraz więcej FPS-ów pokusza się o to rozwiązanie. Zatrzymanie czasu unieruchamia wszystkie obiekty, poza tymi, które mają styczność z kostiumem(efekt zatrzymanego deszczu jest po prostu boski!). Niewątpliwie najciekawszy jest tryb trzeci: gdy wciśniemy klawisz cofnięcia (domyślnie ‘B'), wydarzenia ostatnich kilku sekund następują ponownie, w odwróceniu. Przykład: trafiamy oponenta rakietą w brzuch. Ciało zostaje rozerwane na wiele części (gra jest dosyć brutalna). Włączamy wspomniane cacko, a na naszych oczach zwłoki przeciwnika składają się do kupy, a następnie sama postać ponownie ożywa! Jedynym ograniczeniem jest pasek Mocy Czasu, który pozwala nam na krótkie panowanie nad czwartym wymiarem, jednakże poziom mocy regeneruje się dosyć szybko. Poza tymi fascynującymi umiejętnościami, kostium zawiera system sztucznej inteligencji, który łagodnym kobiecym głosem powiadamia nas o zaistniałych zagrożeniach (np. "Podłoże niestabilne", gdy most zaczyna się walić) oraz rekomenduje moc, której użycie odniesie w danym momencie najlepszy skutek. Na dokładkę zbroja regeneruje nasz poziom życia, wystarczy przetrwać kilka sekund bez obstrzału.

Od czasu do czasu?

Timeshift pełen jest zagadek logicznych, które rozwiązać można tylko bawiąc się czasem. Przyznam, że kilka razy utknąłem, zastanawiając się, jak przejść dany etap… Samo strzelanie w grze również daje sporo radości. Przechodzenie gorętszych etapów bez używania możliwości kostiumu jest pozbawione sensu, dzięki czemu sceny walki nie sprowadzają się do głupiej rąbanki. Wręcz przeciwnie, zawierają w sobie sporo taktyki, wiele momentów musimy wczytywać kilkakrotnie, by ostatecznie dobrać właściwą strategię. AI wrogów stoi na wysokim poziomie, zachowania przeciwników wydają mi się podobne do tych z F.E.A.R. (przeskakiwanie przeszkód, chowanie się za nimi, informowanie o pozycji gracza itp.), co się oczywiście chwali. Liczba broni dostępnych w grze nie jest kosmiczna, ale są one ciekawe, każda zawiera także strzał alternatywny. Bohater może w danym momencie posiadać trzy rodzaje broni, bez względu na rozmiar. Narzekać można na pozostałe wyposażenie postaci, gdyż ogranicza się ono do granatów. Spotkał mnie też zawód w kwestii przeciwników - jest ich raptem kilka rodzajów. Poza tym, gdy oglądałem w pierwszej misji mecha wysokiego na 30 metrów, zrobiłem sobie wielkie nadzieje. Co prawda czasem zdarzy się nam walczyć z jakimś pojazdem, ale nie imponują one rozmiarem, a potyczki z nimi są proste. Swoją drogą, Timeshift jest dosyć łatwy. Walk, które sprawiłyby mi większy problem, nie było zbyt wiele…

Ponadczasowy!

Timeshift był wielokrotnie modernizowany pod kątem grafiki (wystarczy spojrzeć na demo sprzed roku), a ostateczny efekt jest bardzo przyzwoity. Nie jest to najwyższa jakość, ale modele postaci i sceny rozgrywane na świeżym powietrzu mogą zachwycić! Oprawa wizualna bywa trochę nierówna, czasem wręcz odrzuca, ale ogólnie prezentuje się efektownie. Co ciekawe, Timeshift nie wymaga mocnego sprzętu (na moim 7600GS, P4 3GHZ, 1GB RAM działa na wysokich ustawieniach bardzo ładnie). Lokacje, jakie zwiedzamy, to głównie ruiny miast spustoszonych wojną czy futurystyczne wnętrza budynków. Niektóre bitwy przyjdzie nam stoczyć na otwartym terenie (tzn. na zewnątrz, bo o wielkich mapach jak w np. Battlefield nie ma co liczyć… to nie taki typ gry), tam też możemy ujrzeć tę lepszą odsłonę grafiki. Liście i trawa falują na wietrze, słoneczko świeci, a i woda została zrobiona naprawdę ładnie. Jedna z takich misji rozgrywa się na drodze i mamy w niej do dyspozycji quada! Swoją drogą, jest to niestety jedyny pojazd w grze. Biorąc pod uwagę czas wydarzeń, liczyłem na jakieś futurystyczne, ciekawe samochody, a dostałem tylko czołgi, którymi nawet nie można jeździć (służą do strzelania z wieżyczek umieszczonych na dachu)… Tak więc do grafiki przyczepić się raczej nie można. Całość jest doprawiona znakomitą fizyką (silnik fizyczny Havok) z pierwszorzędnym rag-dollem na czele. Ciała wrogów fruwają bardzo ładnie, nie zauważyłem również żadnych błędów kolizji obiektów. Niewątpliwie Timeshift jest grą dopracowaną pod względem technicznym. Jedynym problemem może być konieczność instalacji najnowszych sterowników do karty graficznej… Nie mogłem się do nich przekonać od dawna, ale gra zmusiła mnie do zmiany. Co do oprawy audio… cóż, mogę tylko powiedzieć, że nie zwracała zbytnio mojej uwagi, co jest chyba zaletą. Muzyka wtapia się w otoczenie, czasem zdarzyło się, że usłyszałem jakąś mocniejszą gitarę, ale to przypadki sporadyczne. Również odgłosy otoczenia (czy też wystrzałów, głosy wrogów i przyjaciół) są po prostu dobre, nie wyróżniają się niczym szczególnym.

Biedak znowu zawadził o kolumnę po pijaku…

Nie starczyło czasu!

Największą bolączką Timeshifta jest fabuła. Jak wspomniałem na początku, nie pełni roli pierwszoplanowej, ale mimo wszystko obniża ocenę końcową. Historia opowiedziana w grze jest przekombinowana i niepotrzebnie skomplikowana. Dosyć powiedzieć, iż po połowie rozgrywki wciąż nie wiedziałem "kto, z kim i dlaczego?". Walczyłem, a nie wiedziałem o co. Niby jakiś motyw z rebeliantami sprzeciwiającymi się tyranowi jest, ale do teraz nie widzę w tym wszystkim większego sensu. Może to jakiś problem ze mną, ale szczerze wątpię… Jedynym popychadłem fabuły są filmiki pomiędzy niektórymi misjami, lecz są one krótkie i nic nie wnoszą do rozgrywki. Także zwroty akcji (nie przytoczę, by nie psuć zabawy… w sumie, to pod tym względem popsuć się niczego już nie da…) nie zachwycają. Wydaje mi się, że scenarzyści chcieli zaskoczyć gracza, ale zrobili w mojej głowie tylko zamęt. Podkreślam, że to wszystko nie psuje ogólnej zabawy podczas gry - ta jest naprawdę wyśmienita.

Poziom brutalności nie zachwyca, współczesnych 8-latków to już nie rusza…

Brak czasu?

Wypadałoby wspomnieć również o trybie gry wieloosobowej. Owszem, takowy jest i właściwie tyle można o nim powiedzieć. Jest to standardowy multiplayer, w którym z przyczyn oczywistych nie umieszczono kontroli czasu (wierzcie lub nie, ale jedna osoba, której o tym wspomniałem odparła: "Dlaczego?!"). Jest on jednak dosyć krwisty i dynamiczny. Dostępne są rozgrywki nawet do 16 graczy na mapie.

A o zachodzie słońca poszliśmy zwiedzać Kazimierz…

Gdybym miał przytoczyć grę najbardziej podobną do Timeshifta, zdecydowanie byłoby to Project: Snowblind (teraz do kupienia za grosze, z całego serca polecam!). Mnóstwo niekonwencjonalnych rozwiązań, ładna grafika i sporo gorącej akcji! Obie te produkcje wymagają czasem ruszenia głową. Na korzyść P:S przemawia jednak fabuła, która może nie była najwyższych lotów, za to zdecydowanie łatwiejsza w przyjęciu. Do wad produkcji Saber Interactive można dorzucić jeszcze stosunkowo krótki czas potrzebny na ukończenie gry (mnie to zajęło około 8-9h…). Chociaż może to i dobrze, że Timeshift nie ciągnie się w nieskończoność - główny motyw gry może i jest fajny, ale nieokraszony dobrą fabułą prawdopodobnie znudziłby się po dłuższym graniu. Poza tym czasy, w których w FPS-y grało się kilkadziesiąt godzin, minęły już dawno. I zapewne bezpowrotnie.

Piraci z Karaibów?

Zdecydowanie, Timeshift to nie strata czasu!

Wiem, że po tym, co napisałem, można odnieść wrażenie, jakoby gra mi się nie spodobała… Nic z tych rzeczy, Timeshift przykuł mnie do monitora na dłuższy czas, dał mi mnóstwo radości i pokazał jak powinny wyglądać teraz FPS-y. Jest to produkt dopracowany pod względem technicznym, z ładną grafiką i bardzo, ale to bardzo przyjemną rąbanką! Gdyby twórcy mocniej dopieścili fabułę, kto wie, może pokusiłbym się o nieco wyższą ocenę, a tak 8+ jest jak najbardziej na miejscu. Timeshift to jedna z takich gier, przy których godziny przelatują jak w oka mgnieniu. Czyżby czwartą opcją wspaniałego kostiumu Beta było przyspieszanie czasu rzeczywistego?