Media. Któż nie uwielbia wieczorem usiąść przed telewizorem i z popcornem w ręku pooglądać wiadomości o gwałtach, morderstwach, aferach itp. rzeczach? Motyw ten wykorzystuje fabuła gry "The Show", studia Sixteen Tons Entertainment, która ma w swym dorobku serię "Emergercy".

"The Show" w zamyśle jego twórcy Lou Baxtera, ma być rozwiązaniem jego kłopotów. Jest on bowiem bezlitosnym dyktatorem Kalifornii, która odłączyła się od Stanów Zjednoczonych w wyniku wojny domowej toczącej się pod koniec XXI wieku. Przywiązani do demokratycznego ustroju mieszkańcy nie są zbyt optymistycznie nastawieni wobec władzy, dlatego też Baxter przy pomocy tajnej policji osadza w więzieniu każdego kto się odważy sprzeciwić. A jako że wiezienia nie są bezdenną przepaścią, zaczynają się w końcu przepełniać. A im większy tłum, tym większa agresja i tym samym większe prawdopodobieństwo buntu. Dlatego też dyktator postanawia przy pomocy "The Show" upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Organizuje krwawy turniej na olbrzymiej sztucznej wyspie odległej o 20 mil od brzegu Kalifornii, w którym zmierzą się przestępcze bandy, wśród nich najgorsza, "The Outlaws", złożona z wielokrotnych przestępców. To jedyna szansa więźniów, by mieć choć cień szansy na lepszy żywot, zaś dla Lou Baxtera to szansa na przykucie obywateli do TV i sprawienie, by nie myśleli za dużo o spiskowaniu, a także sposób na "zwolnienie" miejsc w więzieniach. To wszystko jednak nie podoba się pozostałym stanom, które postanawiają działać i wysyłają swego najlepszego agenta Franka Harrisa, który jako jeden z przestępców weźmie udział w turnieju i w zamierzeniu pokona dyktatora jego własną bronią. Pomoże mu w tym dr Helen Smith, która będzie odpowiadała za wsparcie techniczne misji.

The Show

Nie powiem, by zarys fabularny jaki się kształtuje, był zaskakujący. Motyw krwawego turnieju ku uciesze widzów przewijał się już kilka razy w świecie gier, niedawno dzięki FPS "Bet on Soldier", uderza też odwieczna konwencja zły - dobry, ale to już zmora wszelakich scenariuszy.

Pomijając jednak kwestie fabuły, nie trudno oprzeć się wrażeniu, że "The Show" stara się za bardzo nie wyróżniać spośród innych produkcji. Wygląda na to, że szykuje nam się kolejny rasowy RTS. Ma to oczywiście swoje zalety, w końcu nie od dziś wiadomo, że innowacyjność niesie ze sobą ryzyko, jednak jej brak jest też szkodliwy, i to może być największa wadą tej gry. Wystarczy choćby wspomnieć Paraworld, który był osadzony w ciekawych realiach, ale nie odbiegał znacząco od kanonu gatunku, przez co nie osiągnął sukcesu.

The Show

Co mnie wprawia w ten pesymistyczny nastrój? Po trochu liczby, z jednej strony mamy mieć do wyboru 20 różnych band ze swymi dowódcami, z drugiej ogólna pula jednostek, to 15 mechów i 21 typów piechoty, każde ze specjalnymi umiejętnościami i ulepszeniami. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że otrzymamy 20 razy to samo. Kolejną liczbą, która mnie zaintrygowała to ponad sto jednostek biorących udział w zmaganiach. Rozumiałbym powody do chwalenia, gdyby postawiono tam dodatkowe zero, ale sto? Niepokojące są również informacje na temat trybu MultiPlayer. 4 graczy i 10 map rozgrywki wieloosobowej nie jest niczym wyróżniającym. Zależy to oczywiście od trybów gry i jakości map, trudno jednak mi pozbyć się tej nutki zawodu. Oprócz liczb, są dostępne jeszcze screenshoty, które prezentują wygląd gry. I tutaj jestem rozdarty, bo na jednym screenie grafika prezentuję się naprawdę przyzwoicie i producent zapowiada, że mają być efekty pogodowe, na drugim zaś razi w oczy plastikowość i kanciastość modeli.

Me zrzędzenie nie zmienia jednak faktu, że może wyjść naprawdę dobry i grywany RTS, szkoda jednak, że podczas zbierania informacji na temat gry miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już to kilkadziesiąt razy widziałem i grałem w to już setki godzin, zmieniała się jedynie grafika i dźwięk. Niestety jest to ból całego rynku gier i patrząc na sprzedaż niektórych gier, ma się nieodparte wrażenie, że gracze sami tego chcą. Niech więc Show się rozpocznie.