A ósmego dnia Bóg powiedział: "Tobie, Multiplayerze, wydaję pod jurysdykcję tysiące botów i władzę nad nimi wszystkimi. Tobie zaś, Singleplayerze, nadaję obowiązek wprowadzania nowych wiernych do naszego świętego domu. Będziesz uważał, by nie cheatowali i zachowywali się zgodnie z mą Wolą. Jednak oddzielnie niewiele zdziałacie, razem jesteście o wiele potężniejsi. Tak więc połączcie siły i ramię w ramię głoście mą Wolę." Po czym rozsiadł się wygodnie przed monitorem i zaczął oglądać niezwykłe widowisko.

Francuskie studio Arkane przygotowuje właśnie nie lada gratkę dla każdego miłośnika strzelanin wieloosobowych. Co ja mówię, dla każdego szanującego się fana FPS-ów. Nie jest to żadna ciekawostka, ale gra, która może realnie zawładnąć naszymi twardzielami i umysłami na długie lata po premierze. Skąd te odważne słowa? Twórcy zdecydowali się na niecodzienny krok, połączenia teoretycznie zupełnie oderwanych od siebie rzeczywistości. Do sedna jednak dojdziemy wkrótce.

Drużyna Alfa, na pozycję Charlie. Delta, Foxtrot sfragujmy im tyłki!

Najpierw możemy zastanowić się nad samym tytułem gry - The Crossing. Można go rozumieć w "trójnasób". Ma on niewątpliwie powiązania z fabułą i światem przedstawionym w grze. W realiach gry zakon Templariuszy wcale nie został rozwiązany przez papieża Klemensa V w 1312 r. Działa on po dziś dzień i w przeszłości odcisnął ogromne piętno na naszą rzeczywistość. Zakon rósł w siłę i zdołał opanować kolejne aspekty życia zwykłych obywateli. Stał się jedyną faktyczną władzą, kontrolującą wszystko i wszystkich. Dosłownie. Oprócz życia codziennego, Templariusze odcisnęli też piętno na kulturze i architektonice; jako że nie nastąpił rozwój renesansu, po dziś dzień panuje w miastach wystrój neogotycki (zwany przez twórców gry mega-gothikiem).

Skaczesz, do mnie? Do mnie?!

Z drugiej strony - tytuł symbolizuje skrzyżowanie się dwóch światów - tego, znanego dziś i tego opisanego wyżej. Nie znamy dnia ni godziny, kiedy coś "się rypnie" i nagle przed oczami wyrośnie nam kilka budynków, a ulica skręci o 90 stopni w lewo. Sprawa jest niezwykle ciekawa, jednak pozostają dwa ważne pytania w związku z tym - czy nie wprowadzi to niepotrzebnego chaosu do gry i czy silnik gry to udźwignie. Pożyjemy, zobaczymy.

Przejazd zamknięty, proponujemy okrążenie trasy dołem.
Te, kopsnij szluga dla pasera, bo cię paser sponiewiera!

No i wreszcie przechodzimy do gwoździa programu. The Crossing oznacza przede wszystkim skrzyżowanie dwóch trybów rozgrywek - singleplayera i multiplayera, a hybryda ta została ochrzczona mianem "crossplayer". Wydaje się niemożliwe, prawda? A jednak chłopaki z Arkane wpadli na genialny w swej prostocie pomysł. (Prosty jest, kiedy już ktoś to wymyślił za nas ;).) Mianowicie - na początku decydujemy czy chcemy grać w trybie single czy multi. Jeśli wybierzemy ten pierwszy, stajemy się tzw. Elitesami, zaś po kliknięciu drugiej - Skirmisherami. Będąc Skirmisherem, trafiamy na zwykłą mapę, gdzie liczy się ilość złowionych fragów. Jednak w każdej chwili możemy zostać poinformowani, iż przeniesiono nas na poziom, gdzie razem z wieloma innymi "multiwcami" staniemy naprzeciw Elitesa, działającego na własną rękę. Jego jedynym zadaniem jest przejście danego etapu i zaliczenie misji, zaś sieciowcy muszą mu w tym za wszelką cenę przeszkodzić. Dzięki grze zespołowej, można wiele osiągnąć, jednak ubicie elitowca łatwe z pewnością nie będzie.

A choćby dlatego, iż jest on o wiele silniejszy od przygotowanego mu "mięsa armatniego" i potrafi więcej, niż przeciętny wojak. Ma większą siłę ognia, jest wytrzymalszy, zwinniejszy i korzysta z broni niedostępnych dla reszty - ze szpikulca czy dysku. Wystarczy doskoczyć do wroga, by zrobić mu kuku lub celnie rzucić kawałkiem żelaza. Jest też szansa, że obie frakcje będą korzystały z haku z liną do wspinania się na budynki.

"O k***a, jak tu pięknie!" - popłakał się ze wzruszenia.

Niewiele wiadomo o technicznej stronie gry. Trailer i paręnaście screenów dostępnych w Sieci to niewiele i osądzanie urody gry jedynie na ich podstawie jest ryzykowne. Aczkolwiek trzeba przyznać, że oprawa wizualna szykuje się nam całkiem niebrzydka i będzie na czym zawiesić oko.

Jeśli tylko twórcy Arx Fatalis, Dark Messiah of Might & Magic oraz poziomów do Half Life'a 2 nie schrzanią sprawy, dopracują to wszystko technicznie i na dodatek jeszcze opakują grę w oprawę audio-wizualną na poziomie, The Crossing może okazać się jednym z największych objawień 2008 roku. Albo i 2009, bo Francuzi nadal nie podali oficjalnego terminu premiery. A może to i dobrze? Ponoć najlepsze są gry, które atakują rynek znienacka.