Fabio Montale jest emerytowanym policjantem. Zajmuje się teraz tym, co generalnie uwielbia robić każdy redaktor Playbacku, mianowicie tzw. "nic-nie-robieniem". Piękna sprawa, wyobraźcie sobie - śródziemnomorska kuchnia, morza szum, ptaków śpiew i leżenie brzuchem do góry cały dzień.

Szurmo

Otóż w niedługim czasie laba Montale'go zostaje przerwana, co zapewne jest niezłym zaskoczeniem dla każdego fana opowieści o zmęczonym życiem twardzielu, walczącym obecnie tylko z kryzysem wieku średniego :) (notabene panu Fabio wychodzi to całkiem dobrze). W tym momencie, podążając za schematem tego typu opowieści, powinien pojawić się ktoś, kto wyrwie naszego herosa z letargu i pośle gdzieś w samo oko cyklonu. Pojawia się więc niejaka Żelu, atrakcyjna kuzynka Fabia i prosi go o pomoc. Bo i któż, jak nie stary policyjny wyga mógłby rozwiązać sprawę zniknięcia syna Zelu, Guitou.

Fabio podąża śladem Guitou, a najbliższym punktem odniesienia są arabscy imigranci, gdyż młodzian zniknął po udaniu się na spotkanie z urodziwą Arabką (swoją drogą, znajomość dwojga młodych ludzi została szybciutko skonsumowana). Tak więc Fabio Montale brnie po pas w największym brudzie imigranckich osiedli, a czytelnik razem z nim przygląda się z niebezpiecznie bliskiej odległości arabskim radykałom, odzianej w skrojone na miarę garnitury mafii, a przede wszystkim poznaje głównego bohatera "Szurma".

Przewertujcie swoje ulubione książki. Kto jest w nich zwykle najważniejszą postacią? Prawdopodobnie ktoś walczący najróżniejszymi sposobami z całym światem lub, antagonistycznie, z samym sobą. Tutaj jest inaczej, głównym bohaterem nie jest nikt tego pokroju, ba!, nie jest to nawet człowiek. Na pierwszym planie stoi zdecydowanie Marsylia. Miasto zadziwiające, pełne sprzeczności. Z jednej strony pokryte szkłem centrum handlowe, a z drugiej ukryte w brudzie i smrodzie osiedle biedoty. Tutaj zjeżdżają się imigranci, łudzący się, iż znajdą lepsze życie. Jak bardzo się mylą, pokazuje ponury, posępny widok imigranckich osiedli. Jak bardzo są tym rozczarowani, pokazały informacje z ulic Francji jakiś czas temu. Warto zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Warto - co prawda nie brudząc sobie dłoni - dotknąć Marsylii, a może nawet oparzyć się o wszechobecną korupcję, rasizm czy mafijne zależności.

Bardzo bezkompromisowa to powieść. A także melancholijna, bo Montale jest miłośnikiem dobrej kuchni, pięknych kobiet oraz wysokiej kultury i chętnie zabiera czytelnika na spacer także po bardziej reprezentatywnych ulicach Marsylii. Melancholijna, bo bohater często wraca wspomnieniami do "starych, dobrych czasów". Warto poznać Marsylię, warto poznać Fabia Montale'a. No i prócz walorów krajoznawczo-społecznych, to także świetny kryminał z zawiłą intrygą.

Autor: Jean-Claude Izzo

Wydawnictwo: WAB

Rodzaj oprawy: miękka