1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Strike Fighter Gold (reedycja)

Monotonny szum dwóch potężnych silników odrzutowych produkcji General Electric usypiał swoją monotonią. Zszedłem na wysokość 300 stóp, aby przyjrzeć się z bliska tropikalnej roślinności rejonu świata, w który rzucił mnie złośliwy los. Ja Cloud Bukowsky, potomek polskiego rodu szlacheckiego siedziałem w kabinie amerykańskiego myśliwca F4 J Phantom w trakcie rutynowego patrolu pomiędzy Da Nang, a Hue. Jadowita zieleń biła wręcz po oczach, a mój boczny Tommy Mc Namara (potomek szkockich górali) pewno z dezaprobatą przyjął pomysł lotu na tej wysokości. Minus w tej działalności był taki, że skopałem porządek lotu podany na odprawie, a plus to fakt, że rosyjskie na wietnamskich usługach wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych SAM miały maksymalnie utrudnione zadanie z namierzeniem nas z uwagi na pułap lotu. Coś za cos, jak w biznesie mojego "Staruszka" w Dallas. Idylla nie trwała długo. - Brawo! Nie widzę Cię od piętnastu minut, pracujesz, czy wybrałeś się do krainy przodków? - Zgrzytliwy głos dispatchera bazy Igi Watta nie pozostawiał złudzeń, co do poziomu podniecenia, - Co ty …(pełny zestaw słów powszechnie uznanych za zelżywe popłynął w eterze) jesteś Kościuszko, czy jakiś Pulaski? Mam dla Ciebie nowinę, która zaspokoi Twoje słowiańskie zamiłowanie do walki. 270 stopni, odległość 45 mil eskadra "Fishbed-ów" w sile sześciu maszyn zmierza w Twoim kierunku! To była dobra wiadomość, zła jest taka, że wsparcie może dojść za 30 minut, over! - Igi, jako pewny kandydat do Medalu Kongresu obiecuję Ci jedno - jak wyląduję stawiasz skrzynkę "Buddweisera", over! - zakończyłem szybko rozmowę. Powiadomiłem bocznego o "gościach", przeskalowałem radar pokładowy na zasięg 40 mil i po chwili ujrzałem na nim "intruzów". - Idziemy w górę na 50000 stóp i od strony słońca na nich zjedziemy. Celnie strzelaj, "cygarka" mają duża zawodność przy rykoszetach, potem już tylko zostaną nam "Vulcany", a ja mam gorzałę u Iggiego, więc wypada go "wyciąć" - ciche sapnięcie w słuchawkach świadczyło, że mój boczny przyjął informacje. Był rozmowny jak kaktus na dnie Wielkiego Kanionu. Po chwili rozpętało się piekło …! Wróciliśmy do bazy cało (browar fundowany jest niezłym bodźcem), a ja wzbogaciłem się o blachę, zwaną odznaczeniem bojowym i awans, no i boczny także łyknął awansik. To pikuś! Ważne, że Iggy musiał zapłacić za piwko z własnej kieszeni!

F4 J Phantom w pełnej krasie...

Są rzeczy, które nigdy się nie starzeją. Malarstwo Wielkiego Leonarda, dzieła Szekspira, kobiety uwiecznione przez Rubensa, literatura Ericha Marii Raemarque'a, no i rzecz jasna ja! Żartowałem niestety. Dostałem w ręce dzięki uprzejmości rodzimego Wydawcy gier - Nicolasa Games symulator lotniczy o tytule "Strike Fighters - Project 1 - Gold". Ku utrapieniu Rodziny bliższej i dalszej ja jestem mocno symulatorowy. Nie ociągając się specjalnie wrzuciłem materiał na piątego członka rodziny (wcześniejsze zajmują w ustalonej kolejności - wspomniana z wielką atencją Żona, Syn, pies Aro, no i ja rzecz jasna na końcu), jak mawia moja Ukochana Żona, czyli komputer i po chwili zanurzyłem się w otchłań wydarzeń sprzed wielu laty. Od razu w nos ugryzła mnie nostalgia. Jestem już facetem "w sile wieku", ale kiedy rozgrywały się wydarzenia wojny w Wietnamie byłem małoletnim szczeniakiem. Z tamtego czasu, oprócz mglistych komunikatów publikatorów maści wszelkiej, zachowały się na moich świadectwach szkolnych z "podstawówki" znaczki o nominale dwóch złotych na "Pomoc dla walczącego Wietnamu". Dziwna sprawa. Wietnam, a dokładniej Socjalistyczna Republika Wietnamu, kraj w Indochinach, wciśnięty swoim położeniem pomiędzy Chiny, Kambodżę i Laos. Kraj niezwyciężonych wojowników o własną wolność, cokolwiek by to dla nich głównie oznaczało. W jednym tylko XX wieku odparli dwie potężne interwencje zbrojne - Francji, a potem USA. Męstwo i bohaterstwo przeciwko zaawansowanym technologiom. Sandały z opon samochodowych przeciwko nowoczesnej broni ze śmiercionośnym napalmem na czele. Dawid przeciwko Goliatowi w czystej formie. Wydarzenia tej ostatniej krucjaty w wykonaniu USA stanowią kanwę fabularną "Strike Fighters Gold". Czasami mam nieodparte wrażenie, że "kaca" po totalnym laniu nasze zaprzyjaźnione Mocarstwo leczy produkcjami w każdej dziedzinie (gry komputerowe, film, literatura). No cóż, porażka zwykle jest sierotą, tylko sukces ma wielu ojców. Faktu porażki nie zatrze żaden "Łowca Jeleni", "Urodzony 4 Lipca", udający pacyfistyczną młodzież amerykańską "Hair", ani też niby rozrachunkowy "Czas Apokalipsy", lub "Pluton". Klapa nastąpiła przed najszerszym audytorium, czyli Światem. Generalnie nie lubię powlekania patyną męstwa spraw mocno wątpliwych, ale w wypadku "Strike Fighters - Project 1 - Gold" sprawa nie jest tak oczywista i chwała za to Twórcom gry! Tu na szczęście mamy do czynienia z rasowym symulatorem wojskowym, bez wnikania w polityczne tło minionych wydarzeń i roztrząsania kwestii "wojen słusznych i sprawiedliwych", czy też odwrotnie.

Czas na pożegnanie - game over!

Dzieło Autorów studia producenckiego Third Wire Productions budzi szacunek z kilku względów. Dla mnie kluczowym jest fakt, iż mimo upływu niemal pięciu lat od premiery, która miała miejsce w październiku 2002 r. "Strike Fighters - Project 1 - Gold" w dalszym ciągu jest wysoce grywanym symulatorem lotniczym. Co może Wam - Graczom zaoferować? Oto moje opinia na ten temat.

Pierwsze wrażenie rzecz ważna. Pudełko sympatyczne z ilustracją obrazującą sztandarowy sprzęt dostępny w grze, czyli F 4J Phantom II w kamuflażu bojowym, a w środku "cedek" z grą. Jest jeszcze ulotka instalacyjna, chociaż bardziej na czasie byłaby mapka z obrazem klawiszologii potrzebnej do zabawy. To jedyny moim zdaniem mankament reedycji będącej dziełem "Nicolasa Games", reszta, czyli jakość wydania na tradycyjnie wysokim poziomie. Instalujemy bez najmniejszych kłopotów program na komputerku, ustawiamy opcje gry, grafiki i wszystkie pozostałe, aż tu niespodzianka się objawia! Symulator w mocno ograniczonym zakresie akceptuje mój "lotniczy" joystick Saitek Pro Evo, który mimo upływu lat służy mi niezawodnie. Co dalej? Powrót do korzeni, moi Roztomili Ludkowie, jak mawia pewien mój kolega z Bytomia. Zapoznaję się szczegółowo z klawiszologią, po czym robię z niej zrzuty z ekranu i drukuję, by były pod ręką. Pora na poznanie szczegółów rozgrywki.

Mig-21 Fishbed - niebezpieczny łowca

Jest ich kilka. Na wstępie powiem, że nie wpadłem na tryb treningowy, tak, więc szansa na przypomnienie sobie obsługi symulatora, lub zgoła na jej naukę jest lekko utrudniona. Stwarza to na starcie problemy mniej doświadczonym użytkownikom symulatorów lotniczych, a starzy "wyjadacze" dadzą sobie z tą kwestia radę z uśmiechem na twarzy. Dla "żółtodziobów" mam pewną wskazówkę. Po zainstalowaniu gry dokładnie zapoznajcie się z wspominaną wcześniej przeze mnie klawiszologią, po czym rozpocznijcie przygodę z lataniem od trybu "Kampanii". W trakcie ustawiania jej kolejnych parametrów w kieszonce "Stopień trudności gry" (Campaign Difficulty) wskażcie "łatwy" (Easy). Stworzy takie ustawienie szansę ma dłuższe utrzymanie się przy życiu i możliwość pobierania nauk w boju w trakcie trwania kolejnych misji. To rada tylko dla początkujących, inaczej czas w powietrzu liczyć będą w sekundach upływającego "wirtualnego życia". Wracam do rzeczy.

To była wyrzutnia rakiet SAM

Wspomniałem powyżej o kilku trybach rozgrywki symulatora. Oto i one. Pierwszy, nazwany "Instant Action", jak sama nazwa wskazuje zawiera w sobie walkę w czystej postaci. Zaczynamy z pozycji "w locie", w sektorze bojowym. Komunikaty informują o zbliżającym się zagrożeniu, więc My szybciutko ustawiamy preferowany w danym momencie tryb uzbrojenia (rakiety powietrze - powietrze, lub działko "Vulcan") zależnie od rodzaju konfrontacji i do boju. Po walce debriefing omawiający wyniki misji. Polecam szczególnie ten tryb wprawionym już pilotom, nowicjusze mają niewielkie szanse przetrwania. Tryb drugi nosi nazwę "Single Mission" i tu oferta możliwości proponowanych przez "Strike Fighters - Project 1 - Gold" poważnie się wydłuża. Rozpoczynamy od wyboru maszyny, którą chcemy walczyć. Wybór spory, jako, że trzy podstawowe typy samolotów występują w kilku wersjach bojowych. Otrzymujemy do dyspozycji A 4B Skyhawk, F 100D Super Sabre i F 4 Phantom. Samolot wybrany, więc pora na krok następny. Horyzont czasowy budzi szacunek. Mamy do dyspozycji okres od 1967 roku do 1982 roku. Decyzja podjęta, teraz kolej na określenie typu misji. I znowu jakże miła różnorodność! Jest dosłownie wszystko, do czego w warunkach współczesnego pola walki można wykorzystać myśliwiec wielozadaniowy, lub bombardujący. Od misji wsparcia z powietrza wojsk lądowych, poprzez daleki zwiad, po klasyczne "wymiatanie" myśliwców wroga z sektorów przydzielonych do obrony. Nie zapomniano także o misjach morskich, polegających na niszczeniu jednostek pływających wroga. Uff, zrobione! Teraz zostaje tylko ustawić warunki lokalizacji misji, jej czas oznaczony porą dnia i rodzaj warunków atmosferycznych, stopień aktywności sił powietrznych przeciwnika i jego obrony przeciwlotniczej i możemy ruszać do walki! O ile wcześniej stworzycie "własnego" pilota w profilu, o tyle wszystkie sukcesy, odznaczenia i statystyki bojowe będą lądować na Waszym koncie. Łącznie z komunikatem "KiA", lub "MiA", zależnie od sytuacji, która stanie się Waszym udziałem. Smacznie się zapowiada?! Moooowa! A najlepsze przed nami …

Nie przepadam za biżuterią, ale Purpurowe Serce …

Tryb Kampanii. Deser zapowiada się znakomicie. Po kolei. Zaczynamy od powołania do życia naszego wirtualnego alter ego. Krok numer dwa to wybór jednej z czterech dostępnych Kampanii. Wraz z dokonanym wyborem na ekranie pojawia się notatnik z opisaną linia fabularną, charakteryzującą tło wydarzeń, w których przyjdzie brać nam udział. Ruchem numer trzy określamy przynależność do formacji lotniczej. Do wyboru masz Graczu trzy możliwości: United States Air Force, United States Navy, lub United States Marine Corps. A co, jeśli nie zechcesz przelewać cennej, bo własnej krwi za Wuja Sama? Dla takich osobników jest tryb "Najemnika". Miodzio! Nie musisz być poprawny politycznie, ale za to możesz zarabiać na walce zielone papierki z popiersiami kolejnych prezydentów USA. A dlaczegóż by nie? Praca jak każda inna … Skoro wybraliśmy już, kim jesteśmy i jakich mamy kumpli pora na określenie stopnia trudności zabawy. Dostępne są trzy poziomy trudności od łatwego (dla "osesków" lotniczych) po trudny (dla "asiorów" lotniczego rzemiosła).Załatwione. Teraz określamy długość misji w zależności od własnych preferencji - od krótkiej, poprzez standardową po długą i ustawiamy dostępność sprzętu i uzbrojenia w kilku wariantach, w których jest także realistyczny, nie wiedziesz, czemu nazwany "Normal". Zakończyliśmy konfigurowanie Kampanii, więc została rzecz ostatnia i kluczowa. Walka! Dawno nie spotkałem symulatora lotniczego, który w sposób tak przyjazny pozwala się w dowolny sposób, zgodnie z wymaganiami Użytkownika konfigurować jego parametry. A co po drugiej stronie boiska?

Od doboru uzbrojenia podwieszonego na pylonach zależy jak długo pożyjesz

Drużyna, która umie latać i ma sprzęt czasami przewyższający parametrami bojowymi wszystko to, co będziesz miał w zasięgu ręki Szanowny Graczu. Na podniebnych szlakach spotkamy między innymi: Mig 17 w nomenklaturze NATO zwany "Fresco", Mig 19 "Farmer", Mig 21 "Fishbed", Su 7 "Fitter", Ił 28 "Beagle", Tu 22 "Blinder", czy w końcu poczciwy "antek", czyli transportowy An 12. Dla porządku dodam, że przebieg misji generowany jest losowo, tak, więc rozrywki nie zabraknie.

Dla chętnych na dodatkowe atrakcje jest dostępny tryb Multiplayer, ale niestety czas nie pozwolił mi na dogłębne jego poznanie. Mam uzasadnione podstawy przypuszczać, że o ile będzie on na poziomie całości gry to czeka Graczy kawałek potężnej dawki adrenaliny. Oby!

W trakcie lotu mapa jest kluczem do doczekania własnych wnuków

Czas na słów kilka o technicznej stronie gry. Wymagania sprzętowe są więcej niż przyjazne i już chociażby po nich widzimy, jaki czas upłynął od premiery gry. Oprawa graficzna siłą natury, a raczej precyzyjniej rzecz ujmując z powodu dynamicznego rozwoju kart graficznych w ostatnich latach leciutko "myszką trąci", ale bez przesady. Modele samolotów prezentują się okazale, widok mknących rakiet dostarcza miłych wrażeń (pod warunkiem, że nie trafiają w nasz akurat samolot), a i model lotu nie pozwala na specjalne marudzenie. Odwzorowanie kokpitów i instrumentariów dostępnych pilotom zgodne jest ze stanem faktycznym i świadczy o wysokiej dbałości o szczegóły Twórców gry. Powiem szczerze - sam nie spodziewałem się biorąc do rąk "Strike Fighters - Project 1 - Gold", że upływ czasu tak niewielki będzie miał wpływ na wartości użytkowe gry. To zdumiewające i świetne świadectwo wystawia Autorom gry ze studia Third Wire Productions. Moje słowa Uznania. Oprawa dźwiękowa to już inna bajka. Jest w niej jeden element, który każdorazowo, gdy wsiadam do kabiny F 4J Phantom II powala mnie na kolana. Nie ma go w żadnym innym symulatorze lotniczym tak wiernie odwzorowanego, a mam je "zaliczone" WSZYSTKIE! Wiecie, co to takiego? Oddech pilota w masce tlenowej w czasie dodatnich, lub ujemnych przeciążeń w podczas wykonywania ewolucji walki powietrznej. Po prostu brak słów na określenie tego zjawiska. Rozwala, wymiata, kosi, powala, …. Cokolwiek nie powiecie, ubogie jest wobec tego zjawiska. A dźwięki zewnętrzne? Silniki, odgłos wybuchów, rykoszetujące pociski i wszystko inne, co dźwiękowcom udało się wpakować w ścieżkę dźwiękową tej gry jest na poziomie grubo ponadprzeciętnym. To tworzy klimat, jakże niepowtarzalny i buduje grywalność na wysokim poziomie!

Poniżej kandydat na bohatera wojennego - martwego bohatera, rzecz jasna!

Czas na konkluzję, czy jak kto woli podsumowanie. "Strike Fighter - Project 1 - Gold" jest i powinien być obowiązkową "lekturą" dla każdego miłośnika wirtualnego latania. Ten symulator nie posiada słabości, a te, które ewentualnie możecie znaleźć, są niczym wobec wielkości przeżyć związanych z jego użytkowaniem. Grywalność tego programu przyćmiewa z gigantycznym zapasem ewentualne niedostatki zauważone być może przez "szczególnie spostrzegawczych". Jest jeszcze jedna kwestia. Cena! I tradycyjnie w tym miejscu "Nicolas Games" stanął na wysokości zadania, zabierając złodziejom produkującym "samoróbki" zysk! Moje słowa Szczerego Uznania! Co zatem mi pozostaje? Z pełnym przekonaniem Adeptów podniebnych walk zachęcić do zakupu opisywanego tytułu, gdyż po prostu WARTO! Do zobaczenia w rejonie Hanoi! Będę tam na Was czekał - Orły, Sokoły, Jastrzębie i Nieloty!