Ruszający się dom, płonące groźnie okna, język połykający wandali depczących pobliski trawnik i głośne warczenie na niemiłych gapiów, to zaledwie kilka specjalnych możliwości "żywej chaty". Istna Godzilla w połączeniu z King Kongiem i Tyranozaurem Rexem daję mieszankę wybuchową, zaje... fajną! Takie emocje to tylko w "Strasznym do(o)mie" - filmie animowanym, nawiązującym garściami do prawdziwych horrorów, a i nie tylko ;) (vide infra). Nie mówmy jednak hop, póki nie przeskoczymy!

Straszny Dom

Mójjjj sssska... trawnik!

A zaczęło się od jakże niewinnego początku. Rowerek, mała dziewczyna i... właśnie, trawnik. Oglądamy scenę, w której młoda rowerzystka jedzie, jedzie i nagle bach! Utknęła - tak, tak - w zieloniutkim trawniczku. Zdziwienie moje było niemałych rozmiarów, bo trzeba by było nieźle się namęczyć, żeby zablokować się w takim miejscu. Po chwili, dość krótkiej, z drzwi, jak na razie, nie rzucającego się w oczy domu wygramolił się Gollum, pff, co ja biadolę - pan Nebbercracker, którego twarz, jak i samo zachowanie, przypominały mi wręcz zachowanie wyżej wymienionego stwora z filmowego "Władca Pierścieni" (i jeszcze ten tekst - mój traaawnik!). Takich smaczków w takich filmach winno być więcej! A dalej? No i było po ładnym rowerku (marki niestety nie mogę sobie przypomnieć ;)). Całej tej, nieco dziwnej, scenie przygląda się główny bohater, DJ. Od tego momentu syn Waltersów zamierza rozwikłać tę nader tajemniczą i mroczną sprawę. Po trafieniu Nebbercrackera do Klinicznych Chorób Świętego... znaczy się szpitala, DJ jest podenerwowany i nieswój, i jak sądzi jego opiekunka i jej boy - Suchy - ma omamy wyższego stopnia wtajemniczenia.

Jednakże z pomocą przyczłapie pucołowaty Serdelek (który bawi widza swoimi tekstami od pierwszego pojawienia się na "tiviku"!). Ponadto do ich teamu dołączy urocza, z wysoką umiejętnością perswazji, Jenny (co pokazała nam, oglądaczom, w rozmowie z lekko perwersyjną niańką). Od momentu próby pożarcia bohaterki przez dom-potwór, nasza trójca święta bierze sprawy w swoje ręce. Dodatkowo atmosferę podbudowuje fakt, że odbywa się to w trakcie Halloween - czyż nie podsyca? :).

Straszny Dom

Jest przerażająco zabawnie!

W filmie, jak nietrudno zresztą zauważyć, znajdują się motywy z innych produkcji, często horrorów. Choćby przytoczę tu scenę z telefonem, jakby żywcem wyjęta z "Ring", czy moment, w którym drzewo próbuje za cenę złota rozwalić auto odważnych policjantów - już w trakcie nasuwa się pytanie, czy tego gdzieś nie widzieliśmy? Nie wiem jak Wam, ale mnie od razu do głowy przyszedł "Harry Potter i Komnata Tajemnic" i Bijąca Wierzba :) (niejedyne takie odczucie, sami bohaterowie przywodzą na myśl główne postaci filmów w tytule "z tym, który przeżył"). Takich "smaczków" jest więcej, ale to pozostawię Wam. Dodam, że nie każdy musi się zgadzać swoimi wyobrażeniami i skojarzeniami z moimi...

Straszny Dom

Jak na dobrą animację przystało, nie brak w niej różnorakich mniej lub bardziej bawiących tekstów i "tekściorów". Nie jest to poziom, do jakiego przyzwyczaiły nas największe hity tego gatunku filmowego, ale nie da się rzec złej opinii na temat "Strasznego Domu", bo i tutaj idzie się uśmiać po pachy i narzekać na nagłe bóle brzucha. Szczególnie do gustu przypadły mi dowcipy Serdelka - potrafił nie tylko zabawić widza samym zachowaniem, bo jak już coś palnie, to napadnie nas niekontrolowany wybuch śmiechu (kurde balans!). Gagów jest naprawdę sporo, dla nich warto obejrzeć tę produkcję.

Postaci są wyraziste i pełne życia. Nie sposób ich nie polubić. Oprócz mego pupilka (Serdla), bardzo polubiłem Suchego, który swoimi "ambitnymi" tekstami rozwalił mnie bardziej, niż mi się wydawało ;).

Kurna chata, czyli jak "Straszny Dom" brzmi po polsku!

Zdecydowanym atutem tego filmu jest polska wersja - po prostu fenomenalna! (głos Kiełbaski, Parówki, czy innego Serdla pasuje idealnie, ot co!). O lepszym dubbingu marzyć nie można było. Akurat nie miałem sposobności obejrzeć wersji oryginalnej, ale ja osobiście jestem przyzwyczajony do polskiego tłumaczenia takich filmów, zwłaszcza że w większości wypada to znakomicie (jednak są, jak zawsze, niechlubne wyjątki)! Pochwalić trzeba zdecydowanie Franciszka Boberka oraz Joannę Jabłczyńską (tak przy okazji nadmienię, że również świetnie radzi sobie w przypadku gier - zob. NWN 2 :) [ekhem, że się tak ośmielę wtrącić - NWN 2 po angielsku brzmi o niebo lepiej :D - mCrvn]).

Najlepiej w nocy!

"Straszny Dom" nie ma jakiegoś wielkiego przesłania. W filmie, jak zapewne zauważyliście, dorośli stoją na dalszym planie, co nie znaczy, że na ekranie przeważnie widzimy rozkaprysionych dzieciaków. Tyle że, to właśnie ci ostatni mają rację, a ich starsi nie myślą i nie rozumieją tego, co oni mówią. Zupełnie jak w rzeczywistości ;).

Straszny Dom

Ogólnie ujmując, film spodobał mi się - kolorowy, radosny, w sam raz do obejrzenia w gronie rodzinnym lub z przyjaciółmi, ot tak, żeby się zrelaksować i przy okazji wyjść z kina tudzież odejść od telewizora z bananem na twarzy. I proszę, nie zrażajcie się początkiem, po paru(nastu) minutach się rozkręca i ogląda nie gorzej, niż recenzowanego również w tym numerze - "Wpuszczonego w kanał". Cieszy mnie to, że zaczynają wychodzić animacje, nie czerpiące tylko pomysłów z innych, bardziej znanych produkcji [niemniej jednak produkcję tą najlepiej docenią osoby cośkolwiek zaznajomione z kinem wszelakiej maści i gatunku... - mCrvn]. Kto nie miał okazji obejrzeć tego w kinie, to ma szansę teraz - wersja DVD na półki wypożyczalni i półki sklepowe trafiła całkiem niedawno. O wysokiej jakości świadczy choćby nominacja do Oscara 2006. Czy potrzeba lepszej rekomendacji?