W dzisiejszych czasach gra na podstawie filmu lub film na podstawie gry to zjawisko dosyć powszechne, żeby nie powiedzieć - naturalne. Co jednak, jeżeli ktoś wpadnie na pomysł zupełnego zespolenia tych dwóch gatunków współczesnej rozrywki? Just Stay Alive.

Stay Alive

Filmowy horror, opowiadający o grze komputerowej to rzecz dosyć niecodzienna. Gdybym musiał już porównać koncept reżysera, najpewniej wybrałbym kultowy w niektórych kręgach "The Ring". Tam z kolei napędową zębatką był film video, który, tak samo jak gra w "Stay Alive", zabija wszystkich wokół. Niestety, na tym podobieństwa się kończą, bowiem opisywana przeze mnie produkcja jest nieco płytsza niźli szablonowy przykład azjatyckiego kina, jakim bez wątpienia jest "Krąg".

Wbrew pozorom, straszna gra nie jest aż tak kretyńskim pomysłem na film, jak początkowo mogłoby się to wszystkim wydawać. Na nasze szczęście nie straszy nas źle zoptymalizowany Gothic 3 czy nowa część Enemy Takedown. Tytuł filmu jest jednocześnie nazwą tajemniczej gry, w której posiadanie nie-do-końca-legalną-drogą wszedł pewien beta tester. Co ciekawe, biedak umiera kilka godzin później, wisząc nad hollem w akademiku. Płyta wpada w coraz to nowe ręce, kładąc się piętnem na życiu kolejnych nieświadomych niebezpieczeństwa osób.

Stay Alive

Sama gra, która bądź co bądź jest filarem tego filmu, najbardziej przypomina mi serię Silent Hill. Są tutaj powyginane kobiece ciała, pełzające małe dziewczynki, "aż za ciemne" korytarze i oczywiście widok zza pleców. My natomiast jesteśmy świadkami rozgrywki kilku młodych przyjaciół, którzy zupełnie nie zdają sobie sprawy, że to, co dzieje się w grze, ma swoje odzwierciedlenie w realnym świecie. Wszystko to przez Elżbietę Batory, która nie tak do końca pożegnała się z tym ziemskim padołem*. Po masie wszelakich zombie, demonów i małych dziewczynek z długimi włosami dochodzę do cichego wniosku, że pomysł nie jest taki zły. Ba, reżyser nawet nieźle go nam sprzedał… jak na horror klasy B.

No właśnie. Nie będę owijał w bawełnę. Film arcydziełem zdecydowanie nie jest. Nie jest nawet produkcją zbyt ambitną. Nie znaczy to jednak, że nie warto go obejrzeć. Nie wiem, czy to przez lawinę azjatyckich horrorów, których mam już serdecznie dość, czy przez to, że jestem od wielu lat pasjonatem gier komputerowych, ale "Stay Alive" oglądało mi się z umiarkowaną przyjemnością. Banalna fabuła, standardowe sztuczki budujące napięcie czy kiepska gra aktorów to rzeczy niezbyt pociągające w filmie, ale jeżeli od początku przyjmiemy, że poziom produkcji oscyluje właśnie wokół takich wartości, to jest to nawet do przełknięcia… Po prostu nie wymagajmy zbyt wiele od filmów tego typu. ;)

Stay Alive

Paczka naszych przyjaciół (przystojniak Hutch, niegrzeczny luzak Phineas, tępa blondynka Abigail, informatyk Swink oraz zaborcza October) stara się oprzeć hrabinie Batory, prowadząc niebezpieczną grę zarówno w realnym świecie, jak i w świecie komputerowej produkcji. Młodzi ludzie od samego początku do samego końca zdani są tylko i wyłącznie na siebie, współpraca z kolei okazuje się być kluczem do sukcesu. Reżyser jak zwykle postawił na "młodą krew", toteż nie zobaczymy nikogo specjalnie znanego. Na wyróżnienie zasługuje jedynie bardzo dobry Jimmi Simpson, którego spotkać będziemy mogli chociażby w nowości "Zodiak". Reszta… cóż, nie obraziłbym się, gdyby wybrali bardziej doświadczonych aktorów. Zatęskniłbym jedynie za panną Armstrong, ale to tylko i wyłącznie przez ładną twarzyczkę.

Muzyka i dźwięki to już niestety dzieło poniżej przeciętnego poziomu. Charakterystyczny dźwięk, świadczący o zbliżającym się niebezpieczeństwie, jest tak denerwujący, że nieraz miałem ochotę wyłączyć głośniki. Nie polecam osobom lubującym się w mocnych basach. Muzyka odegrała w Stay Alive rolę raczej szczątkową, toteż rozpisywać się na jej temat mija się z celem; czasem jest, czasem nie ma, ale zdecydowanie nie buduje napięcia.

Stay Alive

Podsumowując - Stay Alive naprawdę nie jest takie złe. A może po prostu to ja jestem zapalonym graczem. ;) W każdym razie, nie żałowałem zmarnowanego czasu, bo choć film Oskara pewnie nie dostanie, to działa jako znakomity "odstresowywacz" A że przestraszyć się go jest naprawdę trudno... to już opowieść z zupełnie innej beczki. W końcu - kto dzisiaj boi się horrorów? Jak dla mnie 6/10 z ukłonem w stronę graczy.