Nie byłem nigdy nastolatką. Nie byłem nastolatką chociażby z tego powodu, że jestem chłopczykiem. Ale lata obserwacji i koegzystowanie z przedstawicielkami płci pięknej (proszę bardzo, Ag! ;)) pozwoliło mi na wysnucie konkretnych wniosków. Życie takiej młodej kobiety skupia się przede wszystkim na zakupach, ciuchach, fryzurach, miłosnych rozterkach i imprezach. Bohaterka szykowanej przez francuski Wizarbox przygodówki wcale a wcale od tego jakże typowego schematu odchodzić nie będzie.

Gdzie jest Wally?

Sunny Blonde oprócz tego, że jest typową nastolatką (o czym już wspomniałem), dodatkowo została rozpieszczona przez rodziców, którzy nie żałują pieniędzy w zapewnianie rozrywki dla swojego cukiereczka. Fajny jest los amerykańskiego jedynaka. Tym razem z okazji rocznicy ślubu państwa Blonde, cała rodzinka postanowiła uczcić to wydarzenie na pokładzie luksusowego liniowca kursującego po Bermudach. Cóż, chyba nie muszę zbytnio tłumaczyć, jak wygląda perspektywa spędzania wakacji ze starymi. Kilka tygodni nudów: bez imprez, bez facetów i koleżanek, a co gorsza - bez zakupów… Sunny spędza więc dni na włóczeniu się po pokładzie i odwiedzaniu różnych zakamarków statku, kombinując w międzyczasie, jakby ukrócić tą katorgę. Okazja do opuszczenia statku przychodzi szybciej niż dla mogłoby się wydawać. Na nieszczęście dla panny Blonde, sposób zejścia z pokładu należy raczej do mało komfortowych. Otóż liniowiec natrafia na tropikalny sztorm. Sunny przewraca się i jakimś cudem wpada do łodzi ratunkowej…

No tak... Gdzie faceci, tam bajzel

Gdy dla naszej bohaterki wracają zmysły, okazuje się, że jest absolutnie sama na nieznanej wyspie, która jednak nie wygląda na bezludną. Pierwsze wrażenia są nieco mylne. Nastolatka budzi się na pięknej, piaszczystej plaży, otoczonej palmami. Spokojny szum morza i śpiew ptaków relaksuje. W pierwszej chwili wszystko wskazuje na to, że jakimś cudem Sunny trafiła do jakiegoś kurortu. Tubylcy odziani w stroje plemienne, prymitywne chatki i piraci (?) nie rozwiewają mglistych myśli nastolatki. Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi bohaterce do głowy jest to, że znalazła się w jakimś nadmorskim parku rozrywki o tak bardzo modnej ostatnimi czasy tematyce pirackiej. Niezbyt szczęśliwe miny obsługi i niechęć do wskazania jej drogi do najbliższego telefonu nie przejmują jej - w końcu jest blondynką i sama da sobie radę… W poszukiwaniu hotelu czy drogi wyjazdowej, Sunny wdziera się w głąb dżungli. Bujna roślinność, która porasta tropikalny gąszcz utwierdza ją w przekonaniu, że musi być sztuczna - normalnie krzewy nie rosną tak bujnie. Bolesna prawda jednak musi przyjść prędzej czy później. Katastrofa statku wydarzyła się w okolicach niesławnego trójkąta bermudzkiego i z powodu anomalii czasoprzestrzennych, Sunny cofnęła się do czasów, gdy morza należały do żądnych łupów piratów i korsarzy. Nastolatka jednak nie będzie miała nic do powiedzenia - wbrew pozorom nie jest głupia. Nie zabraknie w grze dramatycznych momentów i podchodzenia do sprawy z różnych perspektyw.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w pierwszych scenach gry jest znakomita komiksowa grafika, wyglądająca na kolaż Curse of Money Island i Runaway 2. Niezwykle szczegółowe są tła i uważny gracz spostrzeże ukryte aluzje do innych gier, jak chociażby portret pirata Le Chucka, znanego z serii Monkey Island. Same postacie są trójwymiarowe, dzięki czemu są znakomicie animowane. Kolejnym mocnym elementem So Blonde mają być inteligentne dialogi. Gracz podczas rozmowy będzie wybierał słowa kluczowe (podobnie jak w Larry 7), a przy każdej linii dialogowej pojawi się portret postaci wypowiadającej dane zdanie. Sterowanie będzie odbywać się za pomocą chyba najlepszej dla przygodówek metody point'n'click. Sam mechanizm opierać się będzie na dwóch klawiszach myszki: prawy będzie odpowiadać za rodzaj czynności, a lewy za jej wykonanie. Rzeczy pokroju dziennika wydarzeń nie są przewidziane, lecz twórcy zapowiadają, że zawsze będzie jasne, za rozwikłanie jakiego problemu trzeba się teraz zabrać - zapomnijmy o jakichkolwiek "zaciachach" w przygodzie. Steve Ince, projektant So Blonde, zapowiada "gęstość interakcji", co oznacza, że na ekranie roić się będzie od przedmiotów i postaci, które można obejrzeć lub użyć. W grze zabraknie elementów zręcznościowych, lecz pojawią się minigierki wplątane w fabułę, na przykład łapanie kropel czystej wody za pomocą łupiny orzecha kokosowego. Nie będą one jednak wymagać od gracza dużej zręczności, więc na pewno nie będą odpychać od gry ludzi nie przepadających za gimnastykowanie palców przy komputerze. Podobnie jak w Beneath a Steel Sky w grze pojawi się małe zwierzątko - pomocnik, który w ważniejszych partiach rozgrywki pomagać będzie w rozwikłaniu niektórych problemów. Niektóre zagadki na razie wyglądają na zbyt proste (np. konkurs na najlepszy kawał), ale ma jeszcze to ulec zmianie.

Eee... parlez-vous kreolski?

Gameplay prezentować ma się bardzo solidnie. Pozostaje jeszcze trochę poczekać na premierę gry, która nadejść ma w listopadzie bieżącego roku. Mimo iż gra wydaje się być bardzo podobna do Runway 2, w istocie taką nie jest. Myślę więc, że fani przygodówek łykną ją jak młody bocian żabę, a inni też z przyjemnością pograją, zwłaszcza, że oko cieszy niezwykle urodziwa Sunny, będąca jak na razie jednym z największych atutów So Blonde. ;)

Ach! Jestem w niebie!