1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Sirenia - Nine Destinies and a Downfall

Stało się! Nic już nie można zrobić. Vibeke Stene rozstała się ze swoją macierzystą kapelą Tristania. Dopiero od miesiąca ich najnowszy krążek "Illumination" (recenzja pojawiła się w ostatnim numerze Playbacku) można zobaczyć na półkach sklepów muzycznych, a jego najważniejszego ‘elementu' nie usłyszymy już więcej, zarówno na krążkach, jak i na koncertach. Krążą plotki, że Vibeke ma zostać nową wokalistką Nightwish, ale wiadomo jak to z plotkami bywa.

Sirenia - Nine Destinies and a Downfall

Skład Tristanii, jednak zmieniał się już nie raz, ale pierwszą dość zaskakującą przemianą, było odejście jej założyciela, gitarzysty Mortena Velanda, który założył swoją własną kapelę, uprawiającą muzykę bardzo podobną do tej z repertuaru Tristanii. I chociaż o Sirenii niewielu słyszało, to zespół dalej funkcjonuje i nagrywa kolejne płyty. Jego debiut, "At Sixes and Sevens", był krytykowany za zbyt duże podobieństwo do "World of Glass" Tristanii, a "An Elixir for Existence" - za monotonny, banalny oraz pozbawiony wszelkiego uroku wcześniejszego wydawnictwa. Nawet EP-ka "Sirenian Shores" nie została odpowiednio doceniona. Można by więc przypuszczać, że zespół Sirenia to nieporozumienie, ale mimo to ma on swoich wiernych fanów i nadal walczy o swoje miejsce w muzycznym światku. W lutym wyszedł najnowszy album, zatytułowany "Nine Destinies and a Downfall".

Grupa Mortena Velanda była kojarzona jako klon Tristanii. Innymi słowy, charakterystyczne dźwięki kręciły się wokół gotycko-doomowych klimatów z wykorzystaniem chórów. Przyzwyczaiła nas również do podwójnych wokali, gdzie żeńskie operowe tonacje przeplatały się pomiędzy męskimi growlami. Najnowsze dzieło kapeli zabiera nas w inną przestrzeń i w większości odchodzi od prezentowanych wcześniej standardów. Pierwszą, najbardziej słyszalną zmianą, jest pojawienie się nowego kobiecego głosu. Sirenia zatrudniła wokalistkę Monikę Pedersen, która tutaj występuje w roli pierwszoplanowej. Brak tutaj "dialogów" damsko-męskich z wcześniejszych wydawnictw. Same warunki głosowe "głównej bohaterki" są niczego sobie, jednak mimo tego, wokalistka sprawdza się zupełnie w zaprezentowanym repertuarze.

Wina leży niestety po stronie kompozytorów i aranżerów utworów na "Nine Destinies and a Downfall". Styl zespołu został kompletnie odmieniony z tzw. ‘podziemia' do ‘prawdziwego' świata, równoważącego się w tym przypadku z komercją. Ciężko mi to powiedzieć, ale całość zalatuje kiczem. Wykorzystano schemat zwrotka + refren, do stworzenia prostych i melodyjnych piosenek. I gdy początki jeszcze się bronią ciekawym sposobem interpretacji, tak w refrenach wszystko się wali. Pierwsze skojarzenia słusznie idą w stronę "popu", bo tak stylowo je utrzymali. W dodatku śpiewane w tym czasie banalne i pozbawione polotu liryki przypominają wyczyny Britney Spears. Jak posłuchacie "The Other Side", "The Last Call" czy singlowy "My Mind's Eye", to zrozumiecie co mam na myśli. Kicz, kicz, kicz! Aż głowa boli!

Wokal to jednak nie wszystko. Dalej słyszymy mocne uderzenie gitar elektrycznych, głębokie i donośne partie basowe, czasem skomputeryzowaną perkusję lub inne elektroniczne wstawki. Co więcej, w muzyce Sirenii, wciąż słychać tęsknotę do korzeni poprzez pojawiające się w niemal każdym kawałku partie chóralne. To właśnie te chwilowe majestatyczne czterogłosy pozwalają zapomnieć o beznadziejnych "popowych" liniach melodycznych. Prawdziwa strona kapeli ujawnia się również w rzadko występujących męskich wokalach. W "Absent Without Leave" zdołamy usłyszeć momenty "czystego" śpiewu Mortena Velanda, a "Sundown" to swoisty hołd ku płycie "At Sixes and Sevens" z deathowym growlem, kobiecym wokalem i chóralnymi wokalizami.

W tym roku Therion już zdążył nas pozytywnie zaskoczyć lekką zmianą stylu na "Gothic Kabbalah". Dość szybko, bo pod koniec lutego, tę negatywną stronę przynosi nam Sirenia. Zespół może nie aż tak dobrze znany jak Tristania czy ww. król symfonicznego metalu, ale szanowany w wielu kręgach muzycznych. Mam wrażenie, że "Nine Destinies and a Downfall" miało być połączeniem stylu Evanescence z Nightwishem, czy Within Temptation. W rezultacie dostaliśmy "pop" metal, zalatujący kiczem i banałem. Pozytywnym aspektem są jednak majestatyczne chóry, które niestety w zaprezentowanym repertuarze pasują jak pięść do oka. I nawet ładna oprawa graficzna krążka nie zasłoni tej bolesnej prawdy - Sirenia nagrała najsłabszy album w całej swojej karierze. Stanowczo odradzam!

Zawartość:

1. "The Last Call"

2. "My Mind's Eye"

3. "One by One"

4. "Sundown"

5. "Absent without Leave"

6. "The Other Side"

7. "Seven Keys and Nine Doors"

8. "Downfall"

9. "Glades of Summer"