1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Shadow Ops: Red Mercury [retro]

To miał być piękny dzień. Operacja, którą dowodziłem przebiegała zgodnie z wytycznymi Dowództwa. Po krótkiej walce nasi przeciwnicy leżeli spokojnie na ziemi skuci kajdankami i wtedy pojawiła się Ona. Niebezpiecznie ładna, z biustem przypominającym front czołgu M1A2 Abrams. Skąd oni wzięli na nią kamizelkę kuloodporną?! To tajemnica ich "wuja Joe". Dziewczę okazało się nad wyraz kompetentna wyjaśniając mi, że jestem elementem szeroko zakrojonej akcji. Reszta opowieści nie nadaje się do cytowania. Koniec końców znowu znalazłem się w akcji, z tą jednakże różnicą, że nie towarzyszył mi żaden z moich Kolegów. Zostałem sam jak palec w moim steranym wojskowym bucie….

Tą kamizelkę kuloodporną projektowała mi Doda …. Ma ten sam rozmiar … wzrostu.

Niewiele jest tytułów gier komputerowych, które rodzą we mnie takie skrajne odczucia. "Shadow Ops: Red Mercury" należy do tego ekskluzywnego grona. Dlaczego mimo upływu lat niezmiennie po nią sięgam? Odpowiedź być może zabrzmi dziwacznie, ale jest zgodna z prawdą. Ta gra doprowadza mnie do furii, by nie rzec, że wkurza do białości (a i więcej określeń niekoniecznie uznanych za parlamentarne by się znalazło). Wielokroć przerabiałem motyw wywalenia tego zjawiska z kompa, po to tylko, aby ze skruchą po kilkunastu godzinach wrócić do rozgrywki. Mówiąc krótko - growa ZARAZA!

W ciemnościach wszystkie koty są szare - UWAŻAJ!

W czym rzecz? Otóż "Shadow Ops: Red Mercury" to pierwszoosobowa strzelanina wysokich lotów. Rzecz zaczyna się zgoła niewinnie, gdy kierujemy nasza postacią w trakcie akcji na Bliskim Wschodzie. Wrogi teren, celnie strzelający przeciwnicy, zaledwie paru towarzyszących nam kolegów i awantura na 42 fajerki.. W momencie, gdy uda nam się wynieść własne cztery litery ubrane w polowy mundur z tego piekła, pojawia się ekipa rządowa wzmocniona przedstawicielami CIA i okazuje się, że to, co stało się naszym udziałem jest elementem większej całości. W grę wchodzi bezpieczeństwo cywilizowanego świata i walka z terroryzmem. Temat jak się okazuje stale aktualny, niestety. Prowadząc naszą postać odwiedzimy różne dziwne miejsca w pogoni za ludźmi, w których władaniu jest tajemnicza substancja "Red Mercury" służąca do inicjacji ładunków wybuchowych. Maroko, Bliski Wschód, egzotyczna dżungla, zimna Rosja oraz Europa to teatr naszych działań, w trakcie, których z reguły działać będziemy samotnie lub z niewielkim wsparciem. Przeciwników będziemy mieli za to całą armię. Po nitce do kłębka wyjaśniać się będą kulisy całej operacji, a naszym zadaniem będzie przerwanie działalności "złych ludzi".

Ćwicz oko i dłonie w Ojczyzny obronie.

"Shadow Ops:Red Mercury" ma swój niepowtarzalny klimat, który jest jej wielkim atutem. Z niezwykłą pieczołowitością zostały odwzorowane poszczególne lokalizacje, w których przyjdzie nam się znaleźć wzmocnione warstwą dźwiękową. Muzyka orientalna, towarzysząca nam już w trakcie pierwszej misji, to zaledwie zapowiedź tego, co czeka nas w trakcie trwania 18 misji bojowych. Zróżnicowane zachowania naszych przeciwników dopełniają całości, czyniąc rozgrywkę nie przewidywalną. Zaplanowano kilka poziomów trudności, lecz uczciwie uprzedzam graczy przed skokiem w głęboką wodę najwyższego poziomu. Dostaniecie manto, co się zowie. Wrogowie podejrzanie na tych poziomach stają się inteligentni, strzelają w stylu Johny Wayne'a i z reguły trafiają. Opatrunki stają się rzadkością, a zdobywana na wrogach lub porzucona amunicja kapie wąskim strumyczkiem. Do tego dochodzi czynnik mogący sprawnych manualnie i intelektem doprowadzić do czystej postaci furii. System zapisu gry. Wymyślony przez jakiegoś sadomasochistę z Zombie Inc. - autorów gry. Otóż gra się zapisuje automatycznie po przejściu kompletnym misji. Ileż razy poległem śmiercią chwalebną "za pięć dwunasta" …. Pisząc te słowa na wspomnienie radosnych tych chwil szczęki zaciskają mi się jak u rasowego bulteriera, a słowa mogące być ozdobą słownika określeń zelżywych, a wulgarnych cisną się na usta i nie jest to zwyczajowa odzywka pewnego klasyka w rodzaju "spieprzaj dziadu" (sorry). Złośliwość w czystej postaci! Co bym nie powiedział o "Shadow Ops: Red Mercury" jedno jest pewne. Można tę grę znienawidzić, ale sięga się po nią i "ciosa" aż do ujrzenia końcowych napisów z "listą płac". Takie życie.

Nie panował nad uczuciami i tego gorący finał!

Oprawa graficzna prezentuje się pomimo upływu kilku lat (premiera w 2004 roku) okazale. Dopracowane modele postaci, umiejętnie i ze znawstwem tematu zastosowane efekty ragdoll oraz motion capture czynią walkę niezmiernie realistyczną. Fizyka przedmiotów momentami budzi niekłamany podziw, a spadające ciało przeciwnika w powietrzu zachowuje się niezwykle naturalnie. Dodając do tego, odwzorowane na więcej niż przyzwoitym poziomie, "narzędzia" do strzelania uzyskujemy wybuchową zaiste mieszankę. I wszystko to przy wymaganiach sprzętowych, które z czystym sumieniem można uznać za więcej niż przyjazne dla sprzętu będącego w posiadaniu większości naszych rodzimych graczy. Ciekawe jest to, że przy użytkowaniu bardziej zaawansowanych kart graficznych, których nie było na rynku w czasie premiery gry wygląda ona zdecydowanie ładniej, że o idealnej jej płynności obrazu nie wspomnę. Równie wysoki poziom prezentuje ścieżka dźwiękowa gry. Zróżnicowany i zależny od rodzaju używanej broni huk wystrzałów, wybuchy granatów, kroki przemieszczających się przeciwników, dźwięki rykoszetujących pocisków i wspomniane wcześniej wstawki muzyczne idealnie korespondujące z aktualnie "przerabianą" misją stanowią o jakości dźwięku i idealnie uzupełniają się z grafiką. Technicznie "Shadow Ops: Red Mercury" i dzisiaj prezentuje wysoki poziom.

Test akumulatora?

Zdecydowałem się na przypomnienie tej gry z oczywistego powodu. Jest tego warta po wielokroć i mimo upływu czasu z uśmiechem wygrywa rywalizację z większością FPS - ów, które pojawiają się w ostatnim czasie, takimi, chociaż jak "Specnaz". Świadczy to w sposób oczywisty o jakości wydanej przed kilku laty gry. Wydane na nią własne ciężko zarobione pieniądze są właściwą inwestycją, mimo że nie jest to gra wybitnie czasochłonna. Rekompensuje nam to z nawiązką przymiotami, o których napisałem powyżej.

Co dalej? Decyzja należy do Ciebie Czytelniku, ja ze swojej strony ten tytuł polecam z czystym przekonaniem zapraszając do walki w ramach przygody z "Shadow Ops: Red Mercury".