1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Serious Sam: Złota Edycja [retro]

Czy nie macie czasem wszystkiego serdecznie dość? Nie macie ochoty cisnąć krzesłem przez okno, kopnąć kota śpiącego obok, przywalić z bańki w monitor? Już nie musicie w ten sposób wyładowywać frustracji. Po prostu odpalcie Serious Sama, on zrobi to za Was.

Można powiedzieć, że oryginalność SS-a polega paradoksalnie na braku oryginalności. Wesoła wyrzynka wszystkiego, co się rusza. A jednak gra chorwackiego Croteam zachwyciła wszystkich w dobie gier "oryginalnych na siłę" (no bo skąd te wszystkie udziwnienia w dzisiejszych FPS-ach - elementy RPG, wymyślne umiejętności bohatera, manipulowanie czasem, etc.). Zamiast tego postawiono na inspiracje serią Quake i Duke Nukem 3D oraz tony mięsa armatniego do przedziurawienia. Zainteresowani?

Hej, jestem tutaj, dupki!

Sam "Poważny" Stone jest jednoosobową armią, wysłaną w czasy starożytnego Egiptu w celu powstzrymania inwazji Obcych. Ma on pokonać wszelkie Zło już w zalążku i odwrócić bieg wydarzeń. Oczywiście udaje mu się to i w "Drugim Starciu", gdy ma wracać już statkiem Obcych do domu, przytrafia mu się mały wypadek i ląduje w Ameryce Południowej. No i po raz kolejny lufa shotguna rozgrzewa mu się do czerwoności.

Zazwyczaj na akapit dotyczący fabuły i realiów poświęcam nieco więcej miejsca, w tym wypadku jednak nie ma to większego sensu. Właściwie to nie ma co się zastanawiać nad czymkolwiek, wystarczy przeć dzielnie do przodu i tępić wszelkie przejawy szkodnictwa społecznego. Źle dobrany kombinezon, obnażanie się w miejscu publicznym czy zakłócanie porządku zbytnim hałasowaniem będą usuwane natychmiast. A jest kogo uciszać, pod lufę (bez skojarzeń) pcha nam się cała galeria osobliwości - ścięci kamikadze, kościotrupy, wielkie stawonożne "cosie", biomechanoidy, bykołaki, golemy lawy, klubowicze "Niedzielnego Koła Przyjaciół Piły Łańcuchowej" i inni. Na każdego oczywiście jest jakaś metoda - kamikadze warto ustrzelić z dużej odległości (bo wybuchają tuż po śmierci), bykołakom należy odskakiwać w bok, a biomechanoidy i stawonogi trzeba po prostu odstrzeliwać możliwie najszybciej, bo są niezwykle niebezpieczne. A nie jest to takie proste, gdy wokół ciebie biegają szkielety i "piłowacze". Pół biedy gdyby ich było tylko kilka, ale czasem musimy się użerać dosłownie z całymi hordami. Chciałbym jeszcze w tym miejscu wspomnieć o jednym, niezwykle irytującym przeciwniku - jaszczuroidach. Zazwyczaj stoją one oddalone od nas, a ich bronią są samonaprowadzające magiczne pociski. Chyba nie muszę wspominać, jak irytującym jest, gdy zamiast rozprawiać się z setkami szkieletów, próbujemy ustrzelić takiego gada. Nie tylko jest on trudnym przeciwnikiem, ale i spowalnia grę, czyniąc ją mniej dynamiczną. A nie o to chyba tu chodzi, prawda?

Robi się poważnie.

No dobra, my tu tak gadu gadu, a giwery aż palą się do spotkania z nami. A jest z czego wybierać, każdy znajdzie coś dla siebie - jeśli lubisz kontakty trzeciego stopnia, zapewne pokochasz dwururkę, jak wolisz zestrzeliwać wrogów z większej odległości - rakietnica powinna Ci przypaść do gustu. A jeśli nie lubisz, jak ktoś pcha Ci się w kolejce pod lufę - wybierz granatnik lub miniguna - załatwisz wszystkich naraz. W "Drugim Starciu" pojawiają się jeszcze snajperka, miotacz płomieni, poważna bomba oraz, hit sezonu, piła łańcuchowa. Idealna, gdy łamie w kościach.

Tego nie było w przewodniku turystycznym.

A więc - anihilujemy tysiące maszkar, to już wiecie. Muszę szczerze pochwalić twórców za pomysłowość w przygotowaniu dla nas zasadzek. Poruszamy się nie tylko na otwartych przestrzeniach, gdzie trudno o zaskoczenie gracza, ale i w zamkniętych pomieszczeniach. Tam Croteam wykorzystał dane samym sobie pole do popisu - nie raz i nie dwa zostaniemy zapędzeni w kozi róg, a wrogowie będą atakować zewsząd. I tu ciekawostka - pamiętacie zapewne, jak denerwujące w niektórych FPS-ach było, gdy wrogowie pojawiali się znikąd za naszymi plecami. Tutaj ta sytuacja powtarza się i to bez zbędnego ukrywania - przeciwnicy po prostu materializują się na naszych oczach, jednak nie sprawia to przykrego wrażenia. Wręcz przeciwnie - wzmaga tylko adrenalinę, nienawiść do nich i chęć skopania im tyłków. Oprócz eksterminacji zmierzymy się co jakiś czas z "zagadkami" (czyt. wciśnij przełącznik). Jednak ani one ziębią, ani grzeją. Wystarczy czytać ze zrozumieniem informacje przekazywane nam przez system NetriaWeb. Warto je też przeglądać z innego powodu - momentami można się autentycznie uśmiać.

Chodźcie tu, złamasy!

Jeśli już przy tej kwestii jesteśmy - SS aż pęcznieje od easter eggów i tym podobnych atrakcji. Nie wszystkie z nich odkryłem osobiście, jednak z pewnego źródła wiem np. o możliwości spotkania w czasie gry ich twórców, skaczących drzew samobójców, itd. Nie mniej zabawy dostarczy nam też uważne słuchanie komentarzy Sama. W końcu gra jest wyraźnie inspirowana serią Duke Nukem, więc nie mogło zabraknąć uwag sarkastycznego mięśniaka. Bez tego gra straciłaby swój klimat. I tu mam pewne zastrzeżenie - w Drugim Starciu kto inny dostarczył głos bohaterowi. Może to paradoksalne, ale jest on bardziej żywy i zaangażowany, przez co po prostu gorszy. No i komentarze wydają się być jakieś mniej ciekawe niż w Pierwszym Starciu. Większość z nich, widniejących pod screenami, pochodzi właśnie z pierwowzoru.

Patrz, jestem drwalem.

Tak naprawdę Serious Sam miał być pierwotnie tylko prezentacją technologii opracowanej przez chorwackie studio, ale gra naprawdę przypadła graczom do gustu. No i engine w czasie premiery był niczego sobie - gra nie zwalniała nawet podczas pojawiania się większej ilości maszkar; wymagania też jakoś specjalnie kosmiczne nie były. A mimo to było co oglądać - realistyczne animacje, szczegółowe do bólu tekstury oraz różnego rodzaju efekty świetlne i cząsteczkowe. Teraz oprawa wideo zestarzała się dokumentnie, lecz mimo to nie razi. Za to dźwięk - istna kakofonia odgłosów broni, krzyków tak wrogów, jak i Sama. I to jest piękne. Na plus zaliczyć można też muzykę, szczególnie tę z Drugiego Starcia.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

No więc powtórzę to, co napisałem już parę akapitów temu. Serdecznie polecam Serious Sama każdemu żądnemu krwi maniakowi. Pozostałym graczom też. Dwa znakomite tytuły można nabyć w tej chwili dosłownie za grosze. Szkoda tylko, że sama zabawa kończy się tak szybko, jednak tutaj to absolutnie nie przeszkadza - grę można kończyć wielokrotnie bez większego znudzenia. Oczywiście w rozsądnych dawkach.