1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Sam & Max Episode 1: Culture Shock

Jeśli czytaliście nas przynajmniej od numeru siódmego, już wiecie, a jeśli jesteście z nami krócej, to zaraz się dowiecie, że Papkin (jak to ostatnio modnie, gdy artyści mówią o sobie w trzeciej osobie. Teraz to nie tylko przywilej królowej!) to ogromny fan wydanej w roku 1993 gry Sam & Max: Hit the Road. O co chodzi? Para detektywów, słynący z długich jak korki na trasie Kraków-Zakopane w sezonie zimowym powiedzonek i wyjątkowo kiepskiej gry na banjo pies Sam oraz nieobliczalny królik Max, którego zębami można szlifować diamenty staje przed zagadką kryminalną.

LucasArts stworzyło przygodówkę lekką, przyjemną i bardzo zabawną, w której nie zabrakło okazji do pastiszu kilku filmów o prywatnych detektywach (wszak zwierzaki należą do organizacji Freelance Police), wyjątkowo inteligentnego humoru i poskręcanej jak baranie jelita intrygi (za wyjątkowo niesmaczne porównanie z góry przepraszam). Lata później pojawił się pomysł kontynuacji, której jednak Lucasowcy prędko zaniechali. I pomimo petycji, próśb, gróźb i zgrzytania zębami - Freelance Police, bo tak projekt miał się nazywać, nigdy nie ujrzało światła dziennego, zaś zawiedzeni fani tylko od czasu do czasu popłakiwali w kąciku. Nie na długo jednak. Oto Steve Purcell, twórca postaci Sama i Maxa (HtR powstała na bazie komiksu tego właśnie pana) po pewnym czasie odzyskał licencję i wespół ze studiem Telltale rozpoczął pracę nad sequelem, który, zgodnie z ostatnią modą, zostanie wydany w odcinkach. Rezultat leży właśnie na moim dysku i pomimo obaw, które od samego początku nie ustępowały… jest naprawdę dobrze.

Sam postanowił, że od dziś będzie się zadawał jedynie z naprawdę porządnymi ludźmi, co mocno ograniczyło jego kontakty towarzyskie. /p
p

Zacznijmy od tego, że Telltale wcale nie życzy sobie za tytuł sumy specjalnie nadwerężającej domowy budżet. 9 zielonych za pierwszą część sezonu (na który składa się sześć "odcinków") oraz 35 za całość, czyli - nie jest źle, choć nie pogniewałbym się, gdyby i u nas ktoś wydał tytuł w rozsądnej cenie. Że jest to zakup, moim skromnym zdaniem, opłacalny, widzicie w ocenie końcowej. Po pobraniu ważącej niespełna 80 MB instalki można przystąpić do zabawy…

Giertychowskie "Zero Tolerancji" niestety, nie znalazło wzięcia we wszystkich szkołach, gdzie wciąż rozgrywają się iście dantejskie sceny. /p
p

Historia rozpoczyna się w biurze detektywów - zamieszkujący je szczur zażądał właśnie okupu w zamian za oddanie porwanego telefonu. Po odzyskaniu zguby oraz przeprowadzeniu przesłuchania z "dobrym i złym gliną" oraz wysłuchaniu kilku wyświechtanych frazesów w rodzaju "pomagając mi, pomożesz sobie" rodem z sobotniej ramówki Polsatu (odpowiednio skomentowanych ma się rozumieć) rozpoczyna się właściwa przygoda. Cały świat oszalał na punkcie Brady'ego Culture i jego poprawiających wzrok kaset. Nawet byłe gwiazdy telewizyjnego show, które ostatnio pojawiły się w sąsiedztwie zwierzaków malują jego wizerunki na ścianach, roznoszą kasety video do kolejnych domów i gdyby powietrze stawało się bardziej gęste od komplementów wznoszonych ku panu Culture, w ich otoczeniu pływalibyśmy w czymś o konsystencji budyniu. Ta mania zaczyna być naprawdę frapująca i irytująca. Nic więc dziwnego, że naszym zadaniem będzie odkrycie o co właściwie tutaj chodzi. Fabuła jest naprawdę dziwaczna i chora, czym zresztą kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez Hit the Road. Scenariusz to jednak tylko pretekst do wielu, naprawdę wielu gagów i gier słownych, dzięki którym ani przez minutę twarzy gracza nie opuszcza szeroki uśmiech.

Niektórzy za bardzo biorą sobie do serca slogan "świat stanął na głowie".

Podczas naszej przygody (celowo nie napiszę "wielkiej przygody", o czym zaraz) pomocną prawicę podadzą Sybil - psychoterapeutka (na razie) oraz Bosco - czarny (?) sprzedawca-majsterklepka, z pomocą których wejdziemy w posiadanie zabawek, jakich być może słynny agent Jej Królewskiej Mości nie wziąłby w dłoń nawet przez puchatą rękawicę, ale jednak spełniających swe zadanie. Zobaczymy sny Sama (scenka przypomina podobny epizod w… cóż, Final Fantasty VII, jakkolwiek by nie brzmiało) oraz zostaniemy poddani psychoanalizie. Oj, będzie się działo. Zagadki są na tyle proste, że nie powinno być z nimi większych problemów, a zarazem bez chwili wahania przylepiłbym im plakietkę "satysfakcjonujące". Nawet zupełny nowicjusz nie podrapie się przy nich w głowę, ale cóż, po tej akurat produkcji nie oczekiwałem wyzwania intelektualnego, a świetnej zabawy i to właśnie dostałem. Nie jest to gra wymagająca wiader oliwy wlewanych do biednej głowiny ani korepetycji z logiki, ale absurdalna i nietuzinkowa pozycja, w której zagadki stanowią jeno tło (pozdrowienia [miotłą] dla fanów Mysta).

Casting na pracowników McDonalda zawsze przyciągał najdziwniejszych typów.

Sama grafika przywodzi na myśl Toy Story. Postaci są pokraczne, absurdalne i przerysowane. Daję sobie uciąć rękę (a nawet głowę, czy nogę, w ogóle, full servis), że gdyby Hit the Road powstał dziś - wyglądałby podobnie, jeśli nie identycznie. Widać przy tym rękę twórców Bone, grafika choć ładna i specyficzna - w żaden sposób nie nadweręża komputera. Zresztą - wystarczy spojrzeć na wymagania sprzętowe. Jedynym, co może stanowić barierę pomiędzy polskim graczem, a Culture Shock jest konieczność naprawdę dobrego opanowania języka angielskiego, bez którego większość gier słownych i żartów może, niestety, umknąć uwadze, co naprawdę byłoby zbrodnią na miarę powołania Giertycha na stanowisko ministra edukacji. Interfejs ogranicza się do widocznego w lewym, dolnym rogu ekranu pudła, z którego wyciągamy kolejne przedmioty. Muzyka jaka nam towarzyszy świetnie ilustruje wydarzenia na ekranie, ale prawdziwym jajem produkcji są głosy postaci, zaś zwłaszcza - aktorów wcielających się w postaci Sama i Maxa. Jestem pełen podziwu.

Pierwszego papierosa naprawdę się nie zapomina.

Jedynym co można zarzucić grze jest długość rozgrywki. Nasze śledztwo, choć barwne i wciągające, kończy się zdecydowanie zbyt szybko. Być może dzięki temu ciężko się od gry oderwać i przechodzi się ją niemal na jednym oddechu? Sam & Max Season 1: Culture Shock to przysłowiowa jaskółka na horyzoncie, która zwiastuje naprawdę dobre czasy, choć wiosny, na razie przynajmniej, nie czyni. Czapki z głów - oto dowcipna, klasyczna przygodówka, dzięki której z frazesu "stare, dobre czasy" można wyrzucić słowo "stare". Nawet, jeżeli gier przygodowych nie tykasz nawet kijem - z Culture Shock powinieneś się przynajmniej opatrzeć. A nuż już wkrótce zwierzaki zabiorą ci kilka godzin z życiorysu?