Któż z nas nie marzy o pięknej kobiecie u swojego boku - błyskotliwej, inteligentnej, seksownej. KONAMI postanowiło wyjść naprzeciw oczekiwaniom wszystkich mężczyzn i stworzyło Rumble Roses. Brzmi zagadkowo? Yup, sir! Jest nutka erotyzmu w tytule? Yup, sir! Zatem zweryfikujmy, co też ciekawego wyszło tym razem.

KONAMI to firma, która zajmuje się tworzeniem gier na konsole, ale czasem wypuści też coś na komputery osobiste. Pamiętam pierwsze gry spod ich ręki, które ukazywały się na NESa, więc plus minus istnieją już 20 lat. Można powiedzieć, że to dinozaury tej branży. Jednak nie o tym chciałem... Dobrze jest, gdy ma się doświadczenie w pewnych sprawach. Tak też jest w przypadku KONAMI - nie zabrali się za bijatykę z marszu, bowiem ilość tego typu tytułów na ich koncie wcale mała nie jest. Któż z nas nie pamięta odlschoolowej bijatyki w konwencji Teenage Mutant Ninja Turtles? Dlatego wiązałem z Rumble Roses ogromne nadzieje, a warto wspomnieć, że gra działa na silniku innego wrestlingu - WWE. Engine ten sprawdził się doskonale poprzednim razem, co jeszcze bardziej budowało u mnie napięcie.

Co to za akcesorium? o_O

Grzmiące Róże to wrestling, w którym główną rolę odgrywają piękne kobiety. Krótko mówiąc, mamy do wyboru aż dwadzieścia dwie ociekające seksapilem zawodniczki. Jakby było mało tego, oprócz zwykłego pojedynku na ringu możemy wziąć też udział w Story Mode, ponadto czeka nas walka w błocie! Jest gorąco, nie zaprzeczę. Wszystkie z bohaterek na początku są neutralne lub nastawione pozytywnie, jednakże w trakcie gry trzy z nich stają się prawdziwymi diablicami! A jak! Gra budziła na zachodzie kontrowersje jakoby była tylko dla dorosłych graczy z powodu scen, w których pełno jest nagości. Osobiście nie mogę się z tym zgodzić, wszystko co powinno być zakryte, jest zakryte. Faktycznie, w niektórych scenach zachowania, które przestawione są na ekranie mogą być w pewien sposób prowokujące, ale w moim odczuciu mają wydźwięk pozytywny, a już na pewno nie negatywny.

Zacznę od Story Mode. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Fabuła miejscami kuleje, choć i tak od początku wiemy, że dojdzie do walki. Niektóre z cut-scenek są naprawdę śmieszne, za przykład można tutaj podać coś w stylu... Taka jesteś? No to chodź! Panowie, bez przesady. Trochę więcej inwencji twórczej, wiadomo, że każdy kolejny etap gry zawsze zakończy się pokazem wdzięku obu kobiet, które będą walczyły o względy publiczności, ale można by do tego dodać nieco więcej "smaczków". W trybie fabularnym dowiadujemy się o wielu osobistych cechach bohaterek. Można również poznać ich charakter, stosunek do pewnych spraw, bowiem za każdym razem zawodniczka prezentuje swoje przemyślenia. Wszystkie dwadzieścia dwie Panie mają całkowicie odrębny wątek fabularny, oczywiście spotykają się, ale każdej z nich towarzyszy inna historia.

Aisha najwidoczniej próbuje udowodnić, że ładnie wypadła w swojej wejściówce

Okej, czas poznać Rumble Roses od strony graficznej. Osoby, które szukają efektów graficznych na wielką skalę z pewnością się zawiodą. Oprawa jest średnia, technologicznie rzecz ujmując. Można natomiast spojrzeć na nią z drugiej strony, ale o tym troszkę później. Otoczenie jest wykonane na przyzwoitym poziomem, nieco gorzej jest z publiką, która wygląda po prostu brzydko - parę klatek animacji i słabe tekstury. Miejsca pojedynków i wszystko w okół nich wypadają trochę lepiej, chodź czasami pozostawiają wiele do życzenia. Jako świetny przykład można podać tutaj plażę, piasek wygląda słabo, można było dodać jakiś kurz, cokolwiek. Niestety tego nie zrobiono i wcale tak różowo nie jest, podobnie ma się sprawa z wyglądem błota.

Choć w tej materii jest już o wiele lepiej, wciąż nie jest to efekt jaki chciałbym widzieć na ekranie monitora. Ważne jednak jest to, że kiedy zdecydujemy się na walkę w błocie to faktycznie widać po uczestniczkach, że w takowym walczyły. Wracając do tego nieco innego spojrzenia. Chyba się domyślacie co miałem na myśli, wspomniałem o wszystkim ale nie o... paniach! A te są przepiękne, cudowne! Każda z dwudziestu dwóch wrestlerek jest zrobiona perfekcyjnie, modele są świetne, dopracowane w każdym, nawet najmniejszym szczególe.

Lekarz na sali już jest, kwestia tylko kto będzie potrzebował pomocy

Niejednokrotnie KONAMI przekonywało o tym, że potrafi zrobić dobrą oprawę dźwiękową. Tym razem jest jednak z goła inaczej, ale po kolei. Każda zawodniczka ma swój własny motyw muzyczny, przy którym wchodzi na ring. Muzyce towarzyszą również efekty dźwiękowe jak i prezencja zainteresowanej. Ponieważ nie jest to jedno intro, a cała masa, ciężko mi jednoznacznie ocenić całość. Poziom tych "wstępów" jest dosyć zróżnicowany, niektóre z nich to całkiem ciekawe wejścia, ale są też takie, które wołają o pomstę do nieba. Bardzo dobrze zostały oddane odgłosy podczas walki, uderzenie o ring, cios - wszystko brzmi naprawdę realistycznie.

Dixie najwyraźniej ćwiczy spacer farmera, aby kiedyś wystąpić w turnieju dla Strongwoman

Kiedy zdecydujemy się na pierwszą walkę, stajemy przed całą masą kombinacji bloków i ataków. Na szczęście system potyczek został genialnie dopasowany do DualShocka 2, co daje nam łatwą, a zarazem intuicyjną możliwość poruszania się postacią. Opanowanie wszystkich dostępnych combosów, czy choćby podstaw nie zajmie nam wiele czasu. Rzecz, która szczególnie mi się spodobała to mnogość interakcji między postaciami. Nie zamierzam opisywać każdego chwytu z osobna, chcę jednak zwrócić uwagę, że na wykończenie przeciwnika mamy masę różnych sposobów. Wyprowadzając ciosy w stronę oponenta zyskujemy co raz to większy pasek furii. Można go później wykorzystać jako Killer Mode - szybkie zakończenie walki poprzez specjalną technikę. Zazwyczaj łapiemy ofiarę za tors, lub głowę i staramy się jej wpoić, że nie ma z nami żadnych szans. Rozgrywka to czysty miód, w dużej mierze spełnienie moich oczekiwań.

Rumble Roses to dosyć nierówny fighter, który momentami wybija się w przestworza, aby zaraz potem wpaść do studzienki kanalizacyjnej. Jeśli o mnie chodzi, to wystarcza mi sam fakt, że mogę pokierować dwudziestoma dwoma pięknymi kobietami. Z pewnością nie jest to jedyny aspekt, który decyduje o ocenie gry, ale w moim odczuciu zdecydowanie podnosi ostateczną ocenę o oczko wyżej.