1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Rok z Playbackiem [cz.1]

W zasadzie, jako że jest to wstęp podsumowujący mój (i nie tylko) rok w PB powinienem chyba rozpocząć od jakiegoś wyświechtanego frazesu, puścić gadkę o tym, że "Na początku nie było nic" (ale było), ewentualnie podziękować ekipie za wspaniałe 12 miesięcy, kupić tort, zaśpiewać "Sto lat" i otworzyć buteleczkę jakiegoś mocnego i podejrzanego trunku, po którym wszyscy obudzimy się bez portfeli w Gdańsku. Ale że lubię rozpoczynać z marszu, pozwolę sobie na akcent osobisty i opowiem o tym, jak też ja dołączyłem do playbackowej gromadki.

Pierwszy projekt wyglądu zina

Historia nie należy do szczególnie pasjonujących i takich, które opowiada się w towarzystwie, gdy to wymaga rozruszania zabawną anegdotką - ot, pewnego dnia wysłałem do Loona, którego wówczas uważałem za wzór i opanowanego sztywniaka (jak to pozory mogą mylić, prawda? Ani on opanowany, ani wzór ;) ), maila, a on w odpowiedzi jakoś tak ni z tego, ni z owego wspomniał o "nowym zinie", do którego poszukuje ludzi i który zwać się miał "Gramofon". Nazwa, przyznacie chyba, dość nietuzinkowa, choć w sumie wyszła z tego całkiem niezła gra słów. Dlaczego więc w październiku 2005 roku na bijącej po oczach okładce (autorstwa naszego prawie-że-naczelnego, o czym za moment) zobaczyliście słowo "Playback"? Cóż… w sumie wstyd się przyznać, ale to tylko i wyłącznie mea culpa. Przez zbyt długi jęzor i obdarzenie zaufaniem pewnego mocno nieciekawego delikwenta - w końcu zmuszeni byliśmy do zmiany logo i nazwy projektu. Z ciekawostek warto jednak nadmienić, że gdy kilka miesięcy później Kuba poinformował, że zmieniamy jednak nazwę na "Gramofon", jego decyzja spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem redakcji i tak pozostaliśmy "Playbackiem".

Początkowo w skład ekipy wchodziło raptem kilka osób - trzon ekipy stanowiłem (nieskromnie, ale co tam) ja, Elmo (który pozostał z nami do dziś), Joker, KonradM, Kroenen i naczelny - Taikun. Na naszym super-mega-tajnym forum redakcyjnym pojawił się zestaw "zapowiedzi obowiązkowych", a więc tekstów ustalanych odgórnie, które redaktorzy napisać musieli. Pomysł upadł (do czasu) i pierwszy numer w żaden sposób nie przypominał tego, czym chcieliśmy, aby był. 5 recenzji i tyleż zapowiedzi (ba, początkowo miał być nawet limit - co miesiąc recenzujemy 5 wartych uwagi tytułów, ale ostatecznie Loon ugiął się pod naciskiem tak zwanej braci redaktorskiej), trochę publicystyki, kilka wywiadów, szczypta okołogrówki… Fajnym, acz czasochłonnym pomysłem było składanie podsumowań, w których streszczaliśmy (i dodawaliśmy stosowne odnośniki) teksty, które pojawiły się w danym miesiącu w największych portalach. Taikun w połowie tworzenia "jedynki" został od władzy odsunięty i dowództwo nad naszą leśną gromadką objął Mo$kit. Nie umniejszając jednak zasług pierwszego ssaka naczelnego Playbacku - okładka numeru uno, która mi osobiście niespecjalnie przypadła do gustu, choć z pewnością była dość oryginalna, to tylko i wyłącznie jego dzieło. Troszkę włosów wypadło z głowiny Loonatyka, gdy okazało się, że znalazł się na niej dość poważny babolek. W recenzji (niezbyt pochlebnej dodajmy) filmu Doom pojawiło się nazwisko Uwe Bolla, do którego nasz rodzimy Andrzej Bartkowiak został tylko przyrównany, jednak okładkę zdobił dopisek sugerujący, że to jednak Uwe jest autorem tegoż "dzieła". Mniejsza o to.

Początki naszej strony WWW

Pierwszy numer nie wywołał jakiejś ogromnej burzy, nie zastąpił zmarłego SS-NG, nie wyprzedził coraz słabszego, choć wciąż niezłego Reset-Forever. Ba - miesiąc później pojawił się Gameholic, patrząc z perspektywy czasu - zin, który pierwszym numerem wyprzedził nas o kilka długości. Layout wzorowany na wspomnianym już SS-NG, większa ekipa, duża ilość niezłych tekstów i biuściasta panna na okładce - nie da się ukryć, że to robiło wrażenie (szczególnie ta panna). Do tego stopnia, że zin zmiażdżył nas w ankiecie, która pojawiła się na łamach serwisu Gamepress, w którym zapytano czytelników o to, które z "nowych" czasopism internetowych bardziej im odpowiada. Nieco większym zaufaniem obdarzyli nas użytkownicy gry.wp jakiś czas później, ale ciii…Na forum IMRO rozgorzała zresztą dyskusja pomiędzy naszymi redaktorami, a przedstawicielami GH. Kilka osób pomyliło nas z papierowymi pismami, powymienialiśmy uwagi, choć ani klepania po plecach, ani jakichś wojen nie było. Kłótnie i rzucanie mięsem zaczęły się później, ale, na szczęście, równie szybko się skończyły i z Gameholic nie żyliśmy jak pies z kotem. Mówiliśmy o Playbacku jako o "zinie dla graczy myślących" - bowiem od początku stawialiśmy na publicystykę. Aby nieco nasz projekt rozreklamować porejestrowałem się na przeróżnych forach (kiedyś nawet liczyłem i naprawdę sporo tego wyszło) i jako spam ma(j)ster rozsyłałem infa prasowe, zachęcałem do dyskusji na temat nowych numerów i komentowałem co ciekawsze wypowiedzi, co zaowocowało wlepieniem mi dwóch banów i jednego ostrzeżenia za "spam" (choć w zamyśle chcieliśmy, po prostu, skłonić ludzi do rozmowy dotyczącej Playbacku)… Ale to już było.

Drugi numer nie przyniósł radykalnych zmian. Ten sam, oszczędny i przywodzący na myśl Gameranking (w którym Loon był chyba baaardzo zakochany, patrząc na późniejszy pomysł zdjęć przy recenzjach) lay, zwiększenie liczby tekstów (9 zapowiedzi w tym jeden demotest. Rodzimego Kangurka Kao: Tajemnicy Wulkanu), pojawiły się pierwsze recenzje gier starych, ale jarych. Długaśna recenzja Matrix: Path of Neo (Wreszcie jakaś w miarę niska ocena), której dziś nie polecam, bo pełno w niej błędów i przekłamań, zmiana skali ocen ze szkolnej na 1-10 i… pojawienie się w ekipie jakiegoś tam "staruszka" z dalmatyńczykiem. Hmmm… nie pomnę jak się zwał, chyba jakoś tak… PIRX. Do współpracy z zinem namówił go syn i tak zaczęła się wielka przygoda redakcyjnego lotnika z pisaniem. Od tego czasu nie zmieniło się wiele - choć Mariusz współpracuje z GOLem, wciąż chętnie opisuje na łamach Playbacku wszelkie symulatory i przygodówki (co nas zresztą łączy), służy radą i pomocą, a gdy ktoś naskrobie kilka pochlebnych słów na temat jego tekstów (z ciekawostek: po drugim numerze i opisie Falcona 4.0 do redakcji doszedł mail od jego fanki! Aleśmy byli zazdrośni, choć wszyscy szczerze gratulowaliśmy!) z grzeczności nie komentuje, skromnie spuszcza głowę i dalej robi swoje. Sporo kontrowersji wzbudziła w redakcji recenzja Chaos Theory, w której Joker ocenił dźwięk na "dyszkę", a potem, na przekór krytykom, dodał jeszcze symbolicznego plusa. Pojawiło się pierwsze "Krzywym Okiem" z panem Toomanem Poziomkowskim z Pożarowa - marna, ale jednak aluzja do rubryki Stefana Friedmanna w pewnym wysoko nakładowym piśmie. Portale cały czas mają swoje opisy, choć tworzyliśmy te podsumowania wyjątkowo niechętnie (i w następnym numerze już całkiem zniknęły). Przy okazji premiery drugiego numeru rozpoczęła się wielka kłótnia z GH-owcami. Kilka osób zachwyciło się też okładką autorstwa Martivara. Do dziś cieszy oczy, choć, moim skromnym zdaniem, nasz obecny grafik (o którym też będzie kilka słów) tworzy jeszcze lepsze!

Trójeczka to prawdziwa rewolucja. Nareszcie nasze szeregi zasilił korektor (TabO), dzięki któremu nasze teksty nie biły tak po oczach babolami maści wszelakiej. Fakt - wciąż było tego sporo, ale coś w końcu drgnęło. Jakby tego było mało - TabO pod każdym tekstem zwykł pisać krótką "ocenę", w której wskazywał słabe i mocne punkty tegoż. Zazwyczaj oceniał wszystko na "przeciętne", choć kilka "dobrych" i "niezłych" artykułów również się znalazło. Na okładce Sam Fisher i Tommy z Preya. A w numerze? Widać gorący okres świąteczny - pomimo ledwie kilku zapowiedzi - 14 recenzji, z czego zdecydowana większość to nówki. Warto wspomnieć, że pod recenzją King Konga pojawił się komentarz Gecika, który dołączył do redakcji. Można go, od biedy, uznać za protoplastę rubryki "Moim zdaniem", która ostatnio pojawia się przy okazji recenzji coraz częściej. Pojawiły się pierwsze opisy gier konsolowych - Final Fantasty X2 i (bardziej niż ciepło przyjętego) Chrono Trigger. Opisy portali zniknęły na rzecz "trailerów miesiąca". Pojawił się dział z listami i "Ustrzel Screena", który jednak, a szkoda, nie przetrwał próby czasu. Cała ekipa (którą zasilili Zan, spec od RPG Szarik i nasz obecny grafik Gecik) spisała wspólnymi siłami tekst o największych hitach roku 2005 (i, tak dla odmiany, grach, które nas nieco rozczarowały) W dziale "redakcja" pojawiły się zdjęcia (w tym moja wspaniała fotka jako Heroda na jasełkach kilka lat temu. Jedyne jakie miałem na dysku, no co?) Tym razem na Markolfie mocno kontrowersyjny użytkownik strzelił nam taką krytykę, że tylko usiąść i się zapić w trupa.

Jednocześnie gdzieś między numerem drugim i trzecim narodził się pomysł "wydania specjalnego", który natychmiast niemal został pochwycony i którego zajęliśmy się realizacją. Równolegle z nowymi numerami - pisaliśmy teksty "ponad program", które szły do nienazwanego jeszcze numeru poświęconego grom przygodowym. Nawiązaliśmy współpracę z zinem Adventure Zone oraz pasjonatami z forum przygodowki.pl, którzy zostali mianowani "etatowymi współpracownikami". Na efekty przyszło czekać kilka miesięcy,

Kolejny projekt wyglądu zina

Rozstał się z nami KonradM - założyciel internetowego radia Headshot, z którym wywiad ukazał się w czwartym numerze zinu oraz Joker, który tak ze względu na obowiązki w Headshocie, jak i dość swobodne podejście do deadlinu (a były to czasy gdy za niedotrzymanie terminu nie groziło żadne "ponaglenie", czy inna "przestroga", a Loon wywalał niesolidnych współpracowników wyjątkowo łatwo). Numer 4 to ostatnie spotkanie ze starym layem oraz okres debiutu Spekkia, który jakiś czas później został mianowany vice-naczem. Z ciekawostek warto nadmienić przyznanie grze Crazy Frog Racer najniższej dotychczas oceny (2/10) oraz pierwszą recenzję, którą pisał więcej niż jeden redaktor. O czym mowa? O filmowych Opowieściach z Narnii, które podzieliły redakcję na kilka obozów. W tekście wypowiedzieli się PIRX, Szarik, Kroenen i ja. Pojawiły się pierwsze betatesty, zaś dział "Krzywym Okiem" przejął wspominany już wielokrotnie Kroenen. Elmo zainicjował Toplistę, dzięki Loonowi powstał ciekawy tekst "Tarot o redakcji". Wciąż prezentujemy Wam najciekawsze trailery w miesiącu. Nasze szeregi opuścił Mo$kit i Kuba Kralka przejął funkcję redaktora naczelnego. Czwarty numer nie był w żadnym razie rewolucją, ale usprawniliśmy to i owo. I choć minął grudniowo-listopadowy sezon, staraliśmy się zaserwować wam jak najwięcej recenzji ciekawych gier i aktualnej publicystyki.

Tutaj trzeba wspomnieć o sprawie bardzo przykrej, otóż przy przygotowywaniu kolejnego numeru stwierdziliśmy, że… nie zdążymy. Bąbelki po Sylwestrze za bardzo uderzyły nam do głowy, deadlinu nie przestrzegał niemal nikt, do tego nastąpiły drobne przetasowania personalne (Kroenen został mianowany współpracownikiem ze względu na zbyt małe zaangażowanie, zaś wkrótce odszedł do Gameholicu, z którym współpracował już wcześniej pod innym nickiem). Ekipa była nieco zmęczona, a do tego opóźniały się prace nad nową szatą graficzną i portalami "Muzyka" i "Gry On-line" (do dziś notabene nie uruchomionych, choć wciąż robimy co możemy). W efekcie zamiast normalnego numeru wydaliśmy… wydanie specjalne - AdventureBack, o którym wspominałem nieco wcześniej. Dzięki pomocy Kassiopestki (która zaszczyciła nas swoją pierwszą recenzją w karierze! Bardzo dowcipny i trafny tekst o Samoroście, a trzeba Wam wiedzieć, że dziewczyna obecnie robi niezłą karierę na GOLu i Gry.wp), Adama, ludzi z Adventure Zone, Niki, Miqa oraz JagbSa z Reset-Forever i innych. Dziękujemy raz jeszcze. Numer był obszerny, choć pod każdym względem było widać, że, jak napisałem we wstępniaku, jest to "wydanie dedykowane wszystkim miłośnikom przygodówek przez miłośników przygodówek", czytaj - niekiedy biło amatorstwem. Najbardziej po łapach oberwało nam się za marną zapowiedź Keepsake ("gra wydawana przez Sierrę On-Line, zatem przy grze pracują ludzie, którzy byli odpowiedzialni za serię King's Quest."), ale pomimo błędów i niedopatrzeń - kilku ludzi naprawdę doceniło naszą pracę.

Pierwszy projekt naszego logo

Co więcej AdventureBack zapoczątkował "wydania specjalne", które, miejmy nadzieję, będziemy wydawać częściej (StrategyBack w planach). Numer powstawał w bólach, pospieraliśmy się trochę o nazwę, parę osób które zadeklarowało sporo tekstów nagle wyparowało, kilku innych nie dało rady, zaś Loon pluł kwasem, aby "wziąć się w końcu za Playback i rzucić ten &^$% AdventureBack w diabły".

W tak zwanym międzyczasie nareszcie dystrybutorzy zaczęli wysyłać nam stuff do testów. Początkowo udało nam się nawiązać współpracę z Gamerankingiem, IQ Publishing, Mantą, CD-Projektem, wydawnictwami WAB i MAG, co znacznie podniosło morale redakcji. Nastąpiły drobne zmiany w składzie, a w głowie Szarika narodził się pomysł rozbudowy działu "Wydarzenia"… Ale, ale, o tym wszystkim już za miesiąc, gdy ujawnimy kolejne "sekrety redakcji", wyjaśnimy dlaczego urodziny obchodzimy przy okazji numeru dziesiątego i opiszemy bodaj najbardziej przełomowe momenty w kształtowaniu Playbacku, jaki znacie dziś. Pozostaje mi tylko życzyć sobie i Wam, abyśmy spotkali się za rok w tym samym składzie i podziękować za to, że już od 12 miesięcy czytacie nasze wypociny. Do następnego razu!