REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Red Faction: Guerilla

W obliczu nadchodzących hitów shooterowego światka, takich jak Call of Duty 5, Killzone 2 czy sequel Operation Flashpoint, informacja o nowym Red Faction początkowo w ogóle mnie nie zainteresowała. Fakt, pierwsza część była radosną nawalanką, lecz nie był to ambitny shooter. Wydawać by się mogło, że Czerwona Frakcja nigdy nie zawojuje naszymi poczciwymi dziadkami-Pecetami i "next-genowymi" konsolami. Tymczasem trzecia odsłona tej produkcji jawi się jako alternatywa dla Unreal Tournamentów i innych Crysisów. Powaga!

REKLAMA

Tych, którzy wciąż są zdania typu: "phi, jak taki RF może podskoczyć Unrealowi", już niedługo panowie ze studia Volition postarają się przekonać, że są w ogromnym błędzie. Wiedzą co robią: to goście, którzy spod swoich rąk wypuścili taką perełkę jak przecudowny, przemiodny symulator kosmiczny Freespace i płodzą w zaciszu swego studia nieźle zapowiadającego się konsolowego konkurenta dla GTA (chociaż te słowa może trochę na wyrost), czyli drugą odsłonę Saints Row. Panowie znają się na rzeczy, więc można wymagać od nich sporo, a oni sami nie pozostają nam dłużni, dając nam sporo informacji na temat trzeciej odsłony Red Faction.

REKLAMA
Red Faction: Guerilla

Akcja gry umiejscowiona jest 50 lat po wydarzeniach z drugiej części. Nie wcielimy się już w Aliasa (swoją drogą, jak by to miało wyglądać, gościu musiałby się poruszać o lasce w najlepszym wypadku). Tym razem będzie to bezimienny (nie szukać pokrewieństwa z Gothikiem; twórcy chłopa z pewnością ochrzczą) buntownik, któremu nie w smak jest wszechobecna dyktatura ugrupowania o wdzięcznej nazwie "Earth Defence Force". Wystarczy dodać, że rozgrywka będzie toczyła się na Marsie, co jeszcze bardziej poddaje w wątpliwość sens działania tej instytucji, chociażby z nazwy, która nijak ma się do Czerwonej Planety. Zostawmy te dywagacje głównemu bohaterowi, który najlepiej wie, co z wynikłym fantem zrobić. Zrobić zarówno efektywnie, jak i bardzo efektownie. Nie pomyślał jednak, że ta organizacja stanowczo wyrazi "liberum veto" dla jego działań. Dość dosadnie spróbuje przekonać naszego bohatera do zmiany poglądów, a najlepiej, gdyby te poglądy zakopać w drewnianym garniturku kilka metrów pod powierzchnią. Na szczęście nasz heros to chłop jak dąb, który nie da sobie w kaszę dmuchać i wyśle hordy wrogów na wieczny odpoczynek. Z naszą pomocą rzecz jasna.

Absolutnym novum w stosunku do całej serii jest ukazanie rozgrywki z perspektywy trzeciej osoby. To dość ryzykowna zmiana, której przeciwne zapewne będzie wielu fanów Red Faction. Ja również jestem dość sceptycznie nastawiony do koncepcji autorów, ale jeśli dzięki temu cała gra ma się prezentować o wiele efektowniej, to czemu nie?

Red Faction: Guerilla

Krajobraz przedstawiony w grze będzie utopijną wizją poszukiwaczy surowców: po co marnować czas na Ziemi, skoro na Marsie można znaleźć to samo. Tak oto jak grzyby po deszczu wyrosną przed nami ogromne kopalnie z mnóstwem górników-najemników z giwerą za pazuchą, wysokie szyby naftowe na których szczytach czekają żądni naszej głowy snajperzy i inne budynki wpasowujące się w przemysłową rzeczywistość. A tak poza tym to nieskrępowana niczym czerwona, skalna pustynia, którą możemy dowolnie eksplorować wzdłuż i wszerz.

Wszystko zaś obraca się wokół zasady "kill & destroy everything". Jeśli do tego pierwszego nie można mieć wątpliwości, wszak uziemienie wszystkiego co się rusza to podstawa egzystencji naszego bohatera, tak ta druga kwestia wymaga pewnych wyjaśnień. Powiem z ogródka bez ogródek: niszczenie otoczenia może być największą atrakcją Guerilli. Twórcy od samego początku podkreślali, że w tym aspekcie nie ograniczą naszej inwencji twórczej. I, sądząc po obrazkach z gameplaya, jak na razie słowa dotrzymują. Z monitora dosłownie wylewają się części konstrukcji żelaznych wież, betonowe odłamki budynków oraz, co najciekawsze, grudy ziemi brudzące nam ekran! Kapitalna zabawa i choćby po to warto zainteresować się tym tytułem.

Red Faction: Guerilla

Fizyka gry stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie wiem ilu polygonów musieli użyć twórcy, ale każda część, którą chcemy zniszczyć, rozpada się na tysiące drobnych kawałeczków. Ludzie poruszający się po wielkim kompleksie wykonują wszystkie swoje prace naturalnie, rzecz jasna oprócz agentów polujących na nasze życie. Wszystko to robi wielkie wrażenie i mam nadzieję, że Rick Smith i spółka nie spaprają tego aspektu gry.

Świat gry jest ogromny, więc nie mogło zabraknąć pojazdów, którymi moglibyśmy się poruszać po rozległym areale. Oprócz poczciwych ciężarówek i jeepów dostaniemy kapitalną zabawkę, którą wykorzystamy zarówno do poruszania się, jak i niszczenia krajobrazu. Ogromny mech z parą ogromnych łapsk i chromowanych nóg, który przejdzie wszędzie i zniszczy wszystko. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie scena, w której owy mechaniczny potwór wziął w posiadanie ogromną cysternę i rzucił nią z impetem w grupkę przyglądających się robotników. Możecie się domyślać, co z biedaków zostało. Sok truskawkowy lał się hektolitrami.

Red Faction: Guerilla

Ale nie samymi pojazdami możemy likwidować oponentów. Nasz bohater użyje do tego celu całego arsenału broni. Począwszy od poczciwych karabinków i spluw, które mają celność jak wiatrówka od Wietnamczyków, po bardzo skuteczne wyrzutnie plazmy i działka. Totalna rozwałka. Po prostu.

Oprawa wizualna wygląda przyzwoicie. Twórcy dobrze oddali klimat Marsa obleganego przez rodzaj ludzki i wysoko rozwiniętego przemysłowo. Monumentalne wieże i ogromne budynki robią wrażenie. Według mnie wciąż jednak brakuje fajerwerków graficznych, z których pamiętalibyśmy tę grę. Owszem, jest nieźle, ale mam nadzieję, że twórcy poprawią jeszcze to i owo w tej kwestii.

REKLAMA
Red Faction: Guerilla

Studio Volition rozbudziło moje nadzieje i chyba nie tylko moje. Zaprezentowali na E3 coś, na co czekałem od kilku ładnych miesięcy: szybką, bezprecedensową akcję z wiadrami nabojów i całkowicie zniszczalnym otoczeniem. Koniec taktyki, koniec planowania - poziom adrenaliny pójdzie szybko w górę. Szykuje się strzelanka delikatnie nawiązująca do takich klasyków jak oba Serious Samy. Autorzy mają szansę stworzyć coś nowatorskiego i co rozgrzeje serwery do gry w multiplayerze do czerwoności. Obyśmy tylko nie byli świadkami niedopracowanego bubla z wiadrem błędów. Chociaż po tym, co zobaczyliśmy, nie powinno być źle. Będzie dobrze. Tym razem to nie Marsjanie atakują - to my zaatakujemy Marsa. Już czekam na efekt końcowy. Misja rozpocznie się w roku pańskim 2009.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA