1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Recenzja - The Black Mirror

Nie lubię horrorów pod żadną postacią. Nie chodzi o to, że się boję albo mam koszmary w nocy :) Po prostu to mnie nie kręci. Rozlewająca się krew, ręka, noga, mózg na ścianie - dziękuję, postoję. Takie sceny budzą we mnie najwyżej politowanie dla reżysera czy innego twórcy. Czy to film, czy gra - asekuracyjnie omijam z daleka szerokim łukiem. Jest jednak pewien wyjątek, o którym cały ten artykuł.

Z "The Black Mirror" - bo o tej grze mowa - spotkałem się kompletnie przypadkowo i nie miałem zamiaru nawet wkładać płytki do napędu, ale z braku laku nudząc się w deszczowe popołudnie postanowiłem dać jej szansę. Ostatnią deską ratunku dla TBM był fakt, że została zrealizowana jako przygodówka, a ten gatunek lubię najbardziej.

Po uruchomieniu naszym oczom ukazuje się stylowe czarno czerwone menu. Gdy wybierzemy opcję nowej gry, zobaczymy intro, które rzuca odrobinę światła na sprawę, jaką będziemy się zajmować. Wcielamy się w postać Samuela, najmłodszego z rodu Gordonów. Po 12 latach nieobecności w domu rodzinnym dowiadujemy się o śmierci wujka, Williama i wyruszamy na jego pogrzeb. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazywało na samobójstwo. Nie dajemy jednak temu wiary i próbujemy dojść do prawdy. Niestety, im dalej się zagłębiamy w poszukiwaniach, tym więcej niejasności wychodzi na jaw. Poza tym pojawiają się kolejne ofiary...

Nie pękaj!

Tyle na temat fabuły, teraz przejdźmy do spraw technicznych. Po świecie gry poruszamy się za pomocą znanego systemu point&click. Inwentarz jest usytuowany na dole ekranu, ale widać go tylko po najechaniu kursorem. W każdym momencie możemy też zapisać stan gry. Co ja mówię, musimy z tej opcji korzystać bardzo często! Nie ma tu sielanki, trzeba myśleć co się robi - w przeciwnym przypadku bohater nadspodziewanie szybko pożegna się z życiem. Niestety, za pierwszym razem o tym nie wiedziałem i ostro się wkurzyłem (etap z wilkami, jeśli to coś komuś mówi...).

Grafika ma swoje lata i to już widać. Nie mam zastrzeżeń do ręcznie rysowanych teł w 2D, bo one nadal oszałamiają. Utrzymane są one w ciemnoszarej kolorystyce, a horror bez tego to jak żołnierz bez karabinu. Kuleje - i to mocno - animacja. Sylwetki postaci są zrealizowane w 3D, co jest najsłabszym elementem oprawy wizualnej. Owszem, są zrobione dosyć szczegółowo, ale poruszają się nieco pokracznie. Na szczęście można do tego przywyknąć i nie odczuwać żadnego dyskomfortu podczas grania.

Czego jeszcze nie mogło zabraknąć? Jak na XXI wiek przystało, z głośników płynie muzyka. Nie za często, ale jak już się zacznie, świetnie się wplata w akcję i podnosi napięcie w dobrych momentach. Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Efekty dźwiękowe w niczym nie ustępują muzyce i również słucha się ich z przyjemnością. Przy rozmawianiu z napotkanymi osobami możemy usłyszeć też profesjonalnych aktorów podkładających głosy. W tym przypadku odczucia mam już mieszane, bo głos Samuela wydawał mi się trochę zbyt drętwy, ale to tylko moja opinia.

Jak na dobrą grę przygodową i jednocześnie horror przystało, lokacje są rozbudowane i mają to 'coś'. O tym, że to nie jest gra dla dzieci, świadczą miejsca, w których będziemy się poruszać - kościół i posiadłość Black Mirror uznaję za normalne, czego nie da się powiedzieć o cmentarzu, kryptach, szpitalu psychiatrycznym, kostnicy (tu serce o mało mi nie wypadło). W połączeniu z grafiką, muzyką i tajemniczą historią daje to wybuchową mieszankę z nieziemskim klimatem.

W pracy mam urwanie głowy

Nieodłącznym elementem przygodówek są wszechobecne zagadki. W "BM" większość to układanki, puzzle, czasem coś trzeba znaleźć i użyć we właściwym miejscu. Poziom trudności jest różny - zdarzają się zagadki łatwe, jest kilka takich, w których trzeba nieźle nakombinować. Zwykły gracz powinien dać sobie radę. Czasami spotkamy też zagadkę, do której rozwiązania będzie niezbędna wiedza wykraczająca poza teren gry (np. znajomość planet Układu Słonecznego).

Gra została zlokalizowana kinowo, to znaczy głosy pozostawiono w oryginale, a przetłumaczono jedynie napisy. Tekstu do przełożenia było od groma, więc można wybaczyć drobne błędy w stylu literówek czy podwojenia tych samych zdań. Błędem wyższej rangi jest pominięcie w pewnym momencie istotnej do kontynuowania zabawy informacji. Problemem nie do ominięcia była zagadka, w której należy odgadnąć słowa po angielsku. Osoba choć trochę znająca ten język powinna dać sobie radę, reszta musi skorzystać ze słownika.

Na koniec jeszcze słówko o zakończeniu. Jest ono genialne, był to dla mnie mały szok. Patrząc z perspektywy osoby, która "The Black Mirror" przeszła, widzę, że było to sugerowane graczowi w końcowych etapach, ale tylko niektórzy połapią się w czym rzecz. Niemniej, ludziom od scenariusza należą się brawa.

Miał mieć 3 gwiazdki...

Od premiery minęło już trochę lat, ale pewne rzeczy nie starzeją się i służą nam bardzo długo. Ta gra dała mi dużo zabawy i niejednokrotnie powodowała wzrost poziomu adrenaliny (zwłaszcza gdy grałem w nocy). Ciekawe zagadki, tajemnice do odkrycia, dobra ogólna realizacja - o to w tym wszystkim chodzi! Zero nudy, dużo frajdy - mało jest tak bardzo grywalnych tytułów. Jeśli szukasz gry porządnej, nie zależy ci na świetnej grafice i nie preferujesz zbyt dużej dawki brutalności - z czystym sumieniem mogę polecić "The Black Mirror".