Jasna cholera! Nigdy nie sądziłem, ze coś może mnie aż tak przestraszyć! Szczerze mówiąc, dawno straciłem już w to nadzieję. Wiele miesięcy temu doszło do mnie, że nigdy nie poczuję już tej adrenaliny oglądając horrory. Już nigdy nie będę odwracał się niepewnie w sali kinowej, nie będę sprawdzał pustej łazienki w domu ani otwartej, skrzypiącej szafy w pokoju. Po obejrzeniu RECA moje poglądy wylądowały boleśnie na głowie. Jeżeli każdy horror będzie wyglądać tak jak ten, jako amator gatunku zejdę z tego świata bardzo szybko. REC to produkcja, która przyprawiła mnie o palpitacje serca, jakich dawno nie miałem.

Najłatwiej sklasyfikować mi tę hiszpańską produkcję jako połączenie "28 tygodni później" z "Blair Witch Projekt". Chociaż obie pozycje to wręcz przeciwległe bieguny w horrorowym światku, ryzykowna mieszanka wyszła produkcji na dobre. Wszystko za sprawą reżysera Jaume Balagueró oraz niesamowitych zdjęć Pablo Rosso. Cały film został przedstawiony widzowi w formie reportażu nagrywanego przez prezenterkę lokalnej, barcelońskiej telewizji. Ona i jej zaprzyjaźniony operator przez przypadek trafiają do normalnej (z pozoru) kamienicy. Na miejscu jest już policja i straż pożarna, okazuje się bowiem, że miał tutaj miejsce jakiś dziwny wypadek. Ku ich przerażeniu sprawca wciąż jest w środku, cały budynek zostaje natomiast poddany kwarantannie przez hiszpańskie wojsko. Zdezorientowani funkcjonariusze, prezenterka Angela i jej operator Pablo oraz mieszkańcy kamienicy wpadają w histerię, starając się wydostać za wszelką cenę. Nie mają najmniejszego pojęcia, że wewnątrz odciętego od świata budynku znajduje się nosiciel śmiertelnego wirusa. Bez pomocy z zewnątrz, bez możliwości ucieczki, ściśnięci w ciasnym holu są zdani tylko na siebie. Wszystko dokładnie rejestruje telewizyjna kamera…

REC

Film obfituje w wiele sztampowych dla horrorów sztuczek. Wiecie, co mam na myśli. Gaśnie światło, w pokoju nie ma nikogo prócz dwójki bohaterów. Ponownie się włącza - za ich plecami pojawia się jakaś sylwetka. Albo ręce wystające nagle przez drzwi, chwytające kogoś i ciągnące do tyłu. Sztuczka ze spoglądaniem w górę w kierunku wejścia na stryszek to już scenka tak standardowa, że obowiązkowo musi znaleźć się w co trzeciej produkcji. Film jest pełen takich "zagrywek', jednak każda z nich, za sprawą Pablo Rosso, potrafi przyprawić o niekontrolowany podskok na siedzeniu w sali kinowej. A uwierzcie mi, ciężko wystraszyć osobę, która ogląda po dwa-trzy horrory tygodniowo (tanie, trzecioligowe produkcje zdają się nie mieć końca).

REC należy do tej grupki filmów, przy których w pewnym momencie walczyłem, aby dalej spoglądać w ogromny ekran, a mogę je wszystkie zliczyć na palcach jednej ręki. Naprawdę dziwne uczucie - wyjadacz horrorów, niemal "znawca" gatunku ma rozterki wewnętrzne. Czy spoglądać na przerażający obraz wyświetlany przed jego twarzą, czy może na ścianę obok?

REC

Film ani nie szokuje swoją brutalnością, ani nie posiada gęstego, przygniatającego w fotel klimatu, a mimo wszystko zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Być może poprzez dopieszczenie każdej ze scen grozy? Być może poprzez umiejscowienie tej groteski w realiach i czasie bliskim naszemu? W każdym bądź razie film oddziałuje na widza zaskakująco silnie, zwłaszcza ostatnie minuty, które można nazwać albo majstersztykiem samym w sobie, albo profanacją całej ogólnej koncepcji filmu. Niezależnie, którą wersję wybierzesz, będziesz się bał, tak jak już dawno przy żadnym filmie się nie bałeś. Gwarantuję Ci to.

REC

Zresztą, tłumy nie mogą się mylić. Film ma na swoim koncie naprawdę wiele nagród, w tym nagrodę publiczności, nagrodę młodej publiczności czy nagrodę jury, oczywiście nie tylko w Hiszpanii. REC zbiera aktualnie najwyższe noty w horrorowym światku, sam reżyser zostaje natomiast pomału wystawiany na piedestał nowego idola. Balagueró zamieszał na tyle silnie, że już powstaje amerykański remake tego tytułu. Czy pobije wersję hiszpańską? Szczerze wątpię, ale niech będzie przynajmniej w połowie tak dobra.