1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Prince of Persia: The Sands of Time

Szukając odpowiedniego określenia, które mogłoby scharakteryzować premierę recenzowanego tytułu, wyraźnie nasuwa się jedno ... powrót króla. W tym wypadku będzie to jednak powrót księcia, po dobrych kilku latach "elektronicznego" niebytu. Słowa doskonale odzwierciedlają klasę pozycji, która pomimo całej komercjalizacji i często zauważalnej tendencji wśród twórców "pójścia na łatwiznę", nie została pozbawiona magii, grywalności i specyficznego klimatu, który towarzyszy nam do ostatnich sekund zabawy.

Kiedy w roku 1989, wydano oryginalnego "księcia", nikt chyba nie spodziewał się tak oszałamiającego sukcesu, jaki (bezapelacyjnie) odniosła ta produkcja. Ot, zwykła historia, jak z klasycznej bajki, w której to księżniczka zostaje porwana przez "siakiś" czarny charakter (w tym wypadku jest to nikczemny Wezyr), a jedynym kandydatem na wybawiciela staje się dzielny młodzieniec (tytułowy książę), przemierzając lochy naszpikowane rozmaitymi pułapkami. Do popularności jaką zyskał sobie perski zawadiaka, w głównej mierze przyczyniła się rewelacyjna (jak na tamte czasy) animacja postaci. Sekwencje ruchów były bardzo naturalne, książę poruszał się jak żywy. Twórcą, a w zasadzie twórcami była rodzina Jordana Mechnera - ojciec wspomógł go, tworząc "ścieżkę dźwiękową", natomiast brat (najbardziej zasłużony) nagrywany przez Jordana, pozorował wszystkie ruchy jakimi książę "dysponował" w grze. Nie obyło się bez skoków, wspinaczki czy upadku z wysokości. Później pozostało "tylko" przerysować poszczególne sekwencje (klatka po klatce) na papier i przerobienie na rysunków na cyfrowe. To chyba tyle odnośnie pierwowzoru, który niewątpliwie stał się wyznacznikiem jakości i kierunku w jakim winni podążać inni ówcześni twórcy. Jak łatwo się domyślić następne lata przyniosły kontynuacje, w postaci kolejnych części przygód - książę figurował na liście wydawniczej niemal każdej dostępnej platformy, co tylko świadczyło o niesłabnącej "sławie" dziarskiego młodzieńca. Nie inaczej jest obecnie - tym razem nieco bardziej uposażony, po liftingu i z nową księżniczką ...

Najlepszy z pierwszego tłoczenia

Historia tym razem nieco odmienna, wszak równie oryginalna i wciągająca. A wszystko zaczyna się od pewnego rodzaju wstępu, kiedy książę wraz ze swym ojcem przygotowuje się do oblężenia pałacu pewnego sułtana. Wykonanie owego misternego planu ułatwia tajemniczy ... wezyr, stwarzając otwarte pole działania wojskom perskiego króla. Prolog jest swojego rodzaju tutorialem-wprowadzeniem do całej rozgrywki. Zaczyna się on wraz z wtargnięciem do wspomnianej siedziby sułtana, w której to wykradamy potężny artefakt, a konkretnie sztylet umożliwiający "manewrowanie" czasem. Z pałacu, prócz niewolnic i skarbów maści wszelakiej, zagarnięto również klepsydrę zawierającą tytułowe piaski czasu. Staje się ona specjalnym podarunkiem dla sułtana, podczas uroczystej ceremonii ... jednak nie wszystko potoczyło się tak szczęśliwie. Dochodzi bowiem do niemałej tragedii, gdyż książę za namową dwulicowego wezyra otwiera klepsydrę zawierającą błyszczący proszek powodując, co z kolei powoduje, że cała zamkowa hałastra zmienia się w ... nazwijmy to piaskowe zombie. Wśród ocalałych pozostał oczywiście prince, wezyr i ... księżniczka Farah.

Przygoda, jaką przyjdzie nam przeżywać jest swego rodzaju retrospekcją. Przemierzając kolejne lokacje, książę od czasu do czasu wzbogaca zabawę o swój komentarz, dodając uwagi i przemyślenia - patent jak najbardziej "na miejscu". Nie ma tu monotonnych przerywników, które opóźniałyby wartką akcję - każdy etap podany jest w wersji lekkostrawnej, nie czyniąc z oryginalnej historii fabularnego "miszmaszu". Wprawdzie mamy tu wstawki filmowe, występują one wyjątkowo rzadko, jednak ich jakość stoi na najwyższym poziomie. Tereny jakie przyjdzie nam przemierzać są naprawdę fantastyczne-pałac i okolice, pełne architektonicznego geniuszu- komnaty, więzienie, ogrody a nawet królewskie "zoo"- każda z tych lokacji posiada unikatowy klimat. A sam książę, wzorem poprzednika wykazuje ponadprzeciętne zdolności fizyczne i "manualne". Zestaw ruchów został wzbogacony-początkowo może się wydawać, że ich opanowanie będzie sprawiać trudność, jednak po półgodzinnej sesji bez większego zastanowienia wykonujemy różnorakie kombinacje. Mamy tu dobrze nam znane "bieganie po ścianach" (najwidoczniej ktoś zbyt namiętnie oglądał "Matrixa"), karkołomne skoki oraz inne akrobatyczne sztuczki, świadczące o wyjątkowych umiejętnościach księcia - te, wszak są niezbędne, ponieważ pałac to swoiste pole minowe.

Mówiąc już o "zagrywkach" księcia, należy napomknąć o animacji postaci, która wzorem pierwszej części stanowi prawdziwy majstersztyk.

Piasek jak zawsze w cenie

Jednak "małpie" umiejętności, wedle wcześniejszych zapewnień, nie są gwarantem sukcesu. Cóż, w końcu wykradziony sztylet czasu musi znaleźć zastosowanie. Do podstawowych "mocy" tegoż artefaktu należy zaliczyć jakże przydatne cofanie czasu. Niefortunny skok-tragiczny koniec w przepaści wbrew domysłom nie prowadzi do rozpoczęcia zabawy od ostatniego zapisu lub ważniejszego momentu. W zwolnionym tempie "odkręcamy" akcję do odpowiedniego momentu (czyt. gwarantując sobie stały grunt pod nogami). Oczywiście w przemyślanych granicach, a te z kolei zależą od ilości posiadanych "zbiorników" piasku (zawartych w sztylecie), których w miarę postępów przybywa. Podstawowym źródłem utrzymania zbiorników są oczywiście szwędający się po całym pałacowym kompleksie piaskowi odmieńcy oraz pewnego rodzaju "skupiska" piaskowej substancji. Pierwszy sposób nie należy do najtrudniejszych, bo sama walka jest o tyle łatwa, co przyjemna, a przy tym wygląda imponująco.

Nikt nie mówił, że poranek po imprezie będzie należał do najprzyjemniejszych

Nasza ingerencja ogranicza się do kilku przycisków, a sam książę miota orężem na lewo i prawo, w międzyczasie skacząc nad głowami przeciwników. I tu znów swoją przydatnością wykazuje się wspominany sztylet, bowiem w walce staję się niezastąpiony. A to z takiego "błahego" względu, że unicestwienie demonów jest możliwe dopiero po dobiciu nań sztyletem. Delikwent, który nie miał przyjemności posmakować ostrza artefaktu, znów wraca do walki, więc wyżej wymieniona czynność jest niezbędna do pozbycia się natrętów. Kolejną metodą na "głoda" jest tryb "slow motion" znany choćby z serii Max Payne (wprawdzie tam nazywał się "bullet time", to w praktyce oznacza to samo), nie muszę chyba mówić o przydatności owego patentu podczas pałacowych zamieszek. Ostatnią funkcją sztyletu jest możliwość zamrażania oponentów - odbywa się to w sposób jednostkowy i odpowiednio grupowy, co z kolei jest bardziej widowiskowe, a zarazem "drogie", gdyż zużywa wszelkie dostępne pokłady piasku. W zmaganiach pomaga nam również Farah - wspomniana księżniczka, która w znacznym stopniu wykazuje się w przemykaniu do miejsc dla nas zgoła niedostępnych, oraz "wspomagając" nas w walce, jednak szczególny nacisk położyłbym na pierwszą opcję, gdyż w drugiej sprawdza się niedostatecznie, doprowadzając nas do sytuacji, w których to my musimy uratować ją z opresji.

W dosyć oryginalny sposób prezentują się punkty zapisu, które tworzą się w miejscach z góry określonych, po pokonaniu przeciwników. Prócz wiadomego zapisu rozgrywki, "doznajemy" pewnego rodzaju wizji, które zazwyczaj odsłaniają przed nami czynności, jakie winniśmy wykonać w najbliższym etapie. Zwykle ułatwiają rozwiązanie prawdę mówiąc nielicznych zagadek, na jakie to natrafiamy w grze. Dodatkowym smaczkiem, który czyni rozgrywkę ciekawszą jest "ewolucja" księcia. Mam na myśli treść jego komentarzy oraz wygląd zewnętrzny, który zmienia się już po kilku starciach z wrogami (obdarty ubiór, rany). Takowych atrakcji jest więcej, nie chcę jednak odbierać niektórym przyjemności samodzielnej eksploracji.

Książę i (prawie) nieodłączona towarzyszka niedoli

Szatę graficzną o tyle można, co należy przyrównać do gatunku opowiedzianej przygody - bajka! Doskonale rozbudowane przestrzenie, nie okradzione ze szczegółów cieszących oko (falujące zasłony, woda, gra światła). Specjalny filtr graficzny (rozmycie obrazu poprzez blur), doskonale oddaje klimat całej rozgrywki, przywodząc na myśl opowieści "Tysiąca i jednej nocy". Kamera również odgrywa znaczącą rolę, gdyż mamy oprócz typowego widoku "zza pleców", możliwy jest również "ten" bezpośrednio z oczu księcia oraz dosyć specyficzny, pozwalający na ujrzenie akcji z perspektywy osoby nie biorącej udziału w całym zamieszaniu (oddalony widok, z możliwością przybliżania). Do zalet "wszędobylskiej" kamery należy zaliczyć niezwykłą przydatność - gdy znajdziemy się jakimś nowym pomieszczeniu, ta dokonuje zgrabnego "objazdu", zarówno ukazując w odpowiedniej kolejności miejsca, jakie przyjdzie nam pokonać, tak i docelowy punkt wyjścia. Ciekawie.

Bardzo przydatny "czasowstrzymywacz"

Udźwiękowienie nie należy do najgorszych, chociaż najzwyczajniej mogło być lepiej. Przemierzaniu pałacowych komnat akompaniuje muzyka "charakterystyczna" dla klimatów bliskowschodnich. Zmienia się odpowiednio od toczącej akcji - walce towarzyszą zwykle dynamiczne akcenty, natomiast przy eksploracji nowych miejsc są ta motywy raczej spokojniejsze, pozwalające na lepsze skupienie się na samej rozgrywce. Nie wypadałoby nie napomknąć o głosach, jakie użyczono wirtualnym postaciom. Te natomiast, genialnie wkomponowują się w m.in. zawadiacki charakter księcia - aktor idealnie "dopasował się" do postaci głównego bohatera, zresztą, tak jak pozostali, "ofiarując" swój głos innym charakterom występującym w grze. Niestety zdarzają się i takie momenty, kiedy nie dane będzie nam usłyszeć dźwiękowego tła rozgrywki - panuje bezdenna cisza, przerywana pomniejszymi efektami danego otoczenia.

Szara codzienność księcia. Dosłownie

Wydawać by się mogło, że gra jest NIEMAL idealna. Właśnie... niemal - minusem jest szkopuł nie tak nieistotny, gdyż chodzi o rozgrywkę, która nie ma co ukrywać jest wyjątkowo krótka. Po ujrzeniu końcowych napisów naturalnie chciałoby się więcej, bowiem przejście samej gry zamyka się w 14-15 godzinach wyśmienitej zabawy. Drugą negatywną cechą jest liniowość, historia wprawdzie ciekawa i wciągająca jest dosyć przewidywalna. Nie ma tu jakiś specjalnych (jak dla mnie) diametralnych zwrotów akcji, które przeszłyby nasze wyobrażenia dotyczące dalszych losów księcia.

Mimo powyższych niezbyt pozytywnych aspektów gra jest wyjątkowo grywalna, "promil" nudy pojawia się tu wyjątkowo rzadko, a zawrotna i niesłabnąca akcja nie pozwala ot tak zatrzymać się w miejscu. Wyraźnie odczuwamy, że historia księcia pomimo bajkowej otoczki, jest niezwykle ciekawa. Inteligentne sterowanie nie zniechęca nas do dalszej zabawy, nawet po paru nieudanych próbach przejścia danego fragmentu. Choć czas zabawy jest krótki, to w tym wypadku jednak nie ilość decyduje o "miodności" tytułu-jakość ma głos decydujący a jej wysoki poziom utrzymuje się przez okrągły czas. Nowy książę to bezapelacyjnie godny następca poprzedników, co jest chyba wystarczającym powodem aby zasmakować w magii tego tytułu.

To się nazywa wylecieć na tzw."zbity pysk"