1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka

Prince of Persia [okiem Bombskiego]

W końcu się doczekaliśmy. Po bardzo dobrej trylogii przyszedł czas na kontynuację przygód perskiego Księcia. Chłonni dalszych poczynań niesamowitego wojownika możemy być jednak mocno zdziwieni. Zamiast Księcia dostaliśmy bowiem zawadiakę i wagabundę rabującego groby, wspaniałe perskie ogrody zamieniły się w suchą pustynię a jedyni podwładni nowego "Księcia" to osiołek obładowany skradzionym złotem, którego zresztą i tak szybko gubi…

Ubisoft postanowił całkowicie zerwać z dotychczas prowadzoną przez siebie historią. Prince of Persia ma być początkiem zupełnie innej trylogii, składającej się z nowych bohaterów, przygód i rozwiązań. Drastycznie? Jeżeli wziąć pod uwagę utratę możliwości władania Piaskami Czasu, wymianę głównego bohatera na nowy model oraz postawienie na nogi cały system walki, to tak. W końcu po co zmieniać coś, co jest bardzo dobre? Na całe szczęście już po kilku chwilach gry da się stwierdzić, że twórcy obrali dobrą drogę. Wszystko jest ładniejsze, bardziej dopracowane i, co ciężko sobie wyobrazić, jeszcze bardziej efektowne niż w poprzednich częściach.

"Taniec na błocie" - Zakościelny w duecie z Jolą Rutowicz (po kilku kolejnych operacjach)

Jak już wcześniej wspomniałem, nowa trylogia to zupełnie nowe filary, na jakich ma opierać się ta marka. Zacznijmy od bohatera. Mroczny cierpiętnik z dosyć namacalnym rozdwojeniem jaźni został zamieniony na zupełnie innego osobnika. Tyle tylko, że nowy "Książę" z prawdziwym księciem ma raczej niewiele wspólnego. Młody złodziejaszek bez prawdziwego domu, za to z ustami pełnymi wrednych żartów i ciętych ripost. Od kiedy natrafia na tajemniczą i piękną kobietę, nie obejdzie się również bez dwuznacznych podtekstów. Taki rozbójnik to raczej dosyć nietrafiona osoba do roli zbawiciela świata (jego główne hobby to rabowanie grobów), niemniej nowego Księcia naprawdę nie sposób nie polubić. Wszystko przez jego (czasem nieprzyzwoity) humor i dosyć… swobodne podejście do życia, dobra, zła i ratowania świata. Aż trudno uwierzyć, że to właśnie wcielając się w tego draba pokonujemy kolejnych przeciwników i wykonujemy karkołomne akrobacje, wszystko żeby nie pozwolić wydostać się na świat bardzo-złemu-bogowi. W zasadzie, sam "Książę" w to również nie wierzy, co chwila marudząc, co on tutaj właściwie robi.

- No dobra, jednak nie myłem zębów...

A wszystko z powodu wcześniej wspomnianej pięknej kobiety. Podróżując przez pustynię głównego bohatera zaskakuje burza piaskowa. Przez całe zamieszanie gubi on swojego ukochanego osiołka obarczonego złotem, wpada natomiast na Elikę - tajemniczą kobietę, która najwyraźniej przed kimś ucieka. Bardziej zaciekawiony przewiewnym odzieniem kobiety niż jej motywacją, rusza za nią w pościg, aby dać się wciągnąć w naprawdę poważne tarapaty. Elika okazuje się być bowiem córką króla, jednocześnie kapłanką boga Ormuzda oraz powodem całego zamieszania. Kobietę goni jej własny ojciec, choć jego intencje pozostają nieznane. "Książę" postanawia pomóc kobiecie, razem uciekając do świątyni dobrego boga. Właśnie tam dopada ich rozszalały ojciec, przy okazji ścinając Drzewo Życia, źródło życiodajnej energii. I nagle zapada ciemność.

To, na co od razu zwrócicie uwagę, to bardzo nietypowa grafika. Poprzez bajkowo-jaskrawą stylizację wszystko przypomina ilustrowane karty opowieści. Twórcy chcieli uzyskać klimat "Baśni tysiąca i jeden nocy" i dzięki technologii cel-shadingu zamierzony efekt udało się im oddać w pełni. Grafika jest bardzo charakterystyczna, otoczenie przypomina pejzaż namalowany farbami na płótnie, postacie wyglądają natomiast jak żywcem wyjęte z jakiegoś komiksu. Ostateczny efekt robi niemałe wrażenie, choć oczywiście nie każdemu taki styl może przypaść do gustu. Sam jestem zwolennikiem foto-realistycznej grafiki, niemniej styl oferowany przez nowego "Księcia" urzekł mnie od samego początku. Wszystko wygląda bardzo klimatycznie, zwłaszcza sceny odgrywające się pod gołym niebem. Wspaniały miks baśni, kultury Wschodu i magii, warto to zobaczyć. Zwłaszcza, że nowy Prince of Persia śmiga niczym burza nawet na starszych komputerach.

Po "kilku" bojowa pozycja Księcia sprowadzała się do problemów z wyciągnięciem broni...

To, co pozostało z poprzednich części, to przede wszystkim elementy zręcznościowe, których w nowej grze jest naprawdę dużo, znacznie więcej niż w poprzednich odsłonach. Niemniej nawet tutaj nie obyło się bez bardzo wyraźnej ewolucji. Przede wszystkim, co chyba najważniejsze, w nowym Prince of Persia zawsze towarzyszy nam Elika, niezależnie, jakie przeszkody pokonujemy. Cóż, gdy pierwszy raz się o tym dowiedziałem, wydawało mi się to pomysłem dosyć nietrafionym. Sztuczna inteligencja, która dokonuje takich samych karkołomnych akrobacji bez żadnego trudu… przecież właśnie na tej nadludzkiej zręczności polegała siła Księcia. A teraz piękność sterowana przez komputer razem z nami skacze nad śmiercionośnymi urwiskami, biega po ścianach i wspina się na najwyższe szczyty. Na całe szczęście programiści rozwiązali sprawę bardzo znośnie. Elika korzysta bowiem z magii swojego boga, jej pokonywanie przeszkód przypomina więc często bardziej swobodny lot niż korzystanie z tych wszystkich wypustek i szczelin w ścianach, z których korzysta główny bohater. Ponadto, jeżeli już ta dwójka wpadnie na siebie, stojąc na jakiejś wąskiej belce czy wisząc nad przepaścią, zawsze jesteśmy świadkami ładnej animacji, kiedy Elika przepuszcza "Księcia" i odwrotnie. Jedyne, co mnie zastanawia, to wspinaczka po zarośniętych ścianach. Kapłanka Ormuzda umie pokonywać karkołomne odległości, jednak proste korzystanie z gęstych bluszczy to dla jej nagich stópek zbyt uciążliwe i bolesne zajęcie. Ale nie ma tego złego, Elika wykorzystuje wtedy naszego herosa, co skutecznie opóźnia poruszanie się przez zarośniętą ścianę.

...i ten uśmieszek. To się nazywa "korzystać z sytuacji"

Jeżeli jesteśmy już przy akrobatyce, kolejną nowością jest… niemożliwość śmierci. Choćbyś nie wiem jak się zapierał drogi graczu, nie jesteś w stanie ani wpaść w otchłań, ani złamać sobie karku… nawet kostki nie jesteś w stanie zwichnąć. A wszystko przed nadopiekuńczą Elikę, która w razie jakichkolwiek tarapatów błyskawicznie przenosi nas na najbliższy "stały grunt" za pomocą swojej zbawiennej magii. Nie mamy więc ratujących nas z opresji Piasków Czasu, ale i tak nie możemy na dobre pożegnać się z tym światem. Szczerze mówiąc, nie jestem do końca przekonany do tego rozwiązania. Plusem takich gier jak Tomb Raider czy Prince of Persia zawsze była właśnie ta świadomość wspinaczki nad ogromnymi rozpadlinami, wartkimi rzekami czy setką tysięcy kolców wystawionych w stronę naszego tyłka. Jeden błąd i już nas nie ma. Musimy zaczynać od poprzedniego zapisu gry, bądź, co jeszcze lepsze, od danego punktu kontrolnego. Chodzi o adrenalinę. W nowej produkcji Ubisoftu zarówno nie grożą nam upadki z wysokości, jak również możliwość zapisu występuje w niemal dowolnym momencie. To zdecydowanie za dużo. Nowy Prince of Persia to gra, gdzie naprawdę nie da się zginąć, a to raczej nie powoduje silnych emocji. No, czasem frustrację.

-No... to się dopiero nazywa ogródek za domem!

W stosunku do poprzednich części nowy bohater ma poszerzony zakres ruchów. Teraz poza bieganiem po ścianach, wspinaczkami po filarach i karkołomnymi skokami możemy również przez krótki czas poruszać się po suficie (!), wydłużać sobie skok za pomocą magii Eliki, ślizgać się po pochyłych powierzchniach czy w końcu korzystać z magicznych symboli, dzięki którym wykonujemy naprawdę zapierające dech w piersiach akrobacje.

Książę jest bardzo czujny i uważny... zwłaszcza na pewne dwa punkty...

Gdy pierwszy raz zobaczyłem swojego bohatera wbiegającego na sam szczyt pionowej, ogromnej wieży odebrało mi mowę. Niestety, żeby z tych symboli skorzystać, trzeba najpierw zebrać odpowiednią liczbę "magicznym świecidełek". Najgorsze w tym jest to, że często trzeba wracać się wiele platform wstecz, aby wyzbierać je wszystkie. Jeżeli darujemy sobie to zbieranie, szybko okaże się, że nie możemy popchać fabuły do przodu - przejście przez pewne miejsca jest możliwe tylko za pomocą magicznych symboli. Patent, który na pewno wydłuża rozgrywkę, ale rozwiązanie trochę niesprawiedliwe. Wiele razy bowiem przechodzimy przez te same korytarze albo w celu zbierania świecidełek, albo w celu powrotu do świątyni Ormuzda po nową moc [a o przycisku teleportacji kolega nie słyszał? - Volt.]. Kiedy jednak już ją zdobędziemy, pojawiamy się w specjalnym wymiarze, gdzie, przy dźwiękach monumentalnej muzyki trenujemy nowe umiejętności. Bardzo dobre momenty!

Na sam koniec nowy element ekwipunku głównego bohatera - stalowa, magiczna rękawica. Za jej pomocą jesteśmy w stanie chwytać się przeróżnych dźwigni, wydłużając sobie drogę po pionowej ścianie czy filarach. Dzięki niej jesteśmy również w stanie spadać z naprawdę dużych wysokości, wbijając ostre jak brzytwa palce w ścianę i redukując prędkość zjazdu. Pomaga nam również zwalniać oraz jako tako manewrować, kiedy ślizgamy się po stromych zjazdach… ponadto robi mocne wrażenie. Przydatna zabawka, zarówno podczas akrobatyki, jak i samej walki.

No właśnie, walka. Kolejny element, który jest zupełnie inny niż w poprzednich grach. Tam mieliśmy potyczki z wieloma przeciwnikami na raz, od czasu do czasu natrafiając na jakiegoś bossa. Tutaj każdy jest takim bossem, a wszystkie walki to pojedynki jeden na jednego. No, właściwie dwa na jednego, w końcu Elika zawsze jest z nami, ba, często bierze czynny udział w walce.

-I już nigdy nie mów, że prędzej wejdę Ci na głowę niż wygramy!

System, na którym opierają się potyczki to kilka przycisków odpowiadających za fundamentalne możliwości. Blok, cios mieczem, rękawica, akrobatyka oraz współpraca z Eliką. Te pięć możliwości to podstawy do tworzenia naprawdę długich kombinacji, których opanowanie jest podstawą w walce. Pojedyncze cięcia zadają bowiem przeciwnikom raczej małe obrażenia. Coś, jak dźganie oponenta wykałaczką. Sztuka polega na wykonywaniu jak najdłuższych kombinacji ciosów, wykorzystując wszystkie te elementy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zablokować cios przeciwnika bronią, wykonać kontrę wbijając demonowi Arymana rękawicę w brzuch, wyrzucić go wysoko w powietrze, doskoczyć do niego, wykonać cięcie szablą, następnie piruet z Eliką w powietrzu, ona uderza go falą swojej magii a Ty zadajesz kolejne głębokie cięcie. Obaj opadacie na ziemię, Ty delikatnie i w bojowej pozycji, truchło wroga natomiast już raczej nie wstaje. Żeby nie było zbyt łatwo, przeciwnik również posiada kilka asów w rękawie i o ile nie wykonamy odpowiednio szybkiej kontry, sami staniemy się ofiarą ładnej kombinacji ciosów.

Od samego początku było wiadomo, że potyczki w nowej odsłonie Prince of Persia będą szalenie efektowne, mimo wszystko to naprawdę trzeba przeżyć na własnej skórze. Walki są niezwykle dynamiczne i epickie, grawitacja gdzieś znika, pewnie zastąpiona dobrze wpasowaną muzyką. Akrobacje w powietrzu, magia, sypiące się iskry, niesamowite kombinacje ciosów, chwilowe spowolnienia czasu (a niby miało ich nie być), a wszystko okraszone wspaniałą grafiką… Tak, to naprawdę trzeba poczuć samemu, grając w nowego "Księcia". Zupełnie nowe doznania, które nie da się porównać z niczym innym. Choćby dla tych walk warto kupić nową grę Ubisoftu.

-Naprawdę nic nie mam do twojego ojca!

Innym ciekawym novum jest interakcja między obojgiem nowych bohaterów. Osobny przycisk odpowiada za funkcję dialogową pomiędzy "Księciem" a Eliką i chociaż potrzebne do przejścia gry to nijak nie jest, naprawdę warto przystanąć i stracić kilka minut słuchając, o czym oni rozmawiają. Dialogi są obłędne, zawadiaka sypie tekstami z podtekstami, Elika również okazuje się być wcale nie taka znowu cnotliwa. Wszystko podane jest z humorem, lekką dozą pikanterii i, co najważniejsze, smakiem. Dialog, podczas którego wagabunda gra z kapłanką w jego "grę" oraz scena, kiedy oboje wspinają się po jednej z wieży… Fani serii powinni widzieć to obowiązkowo. Dialogi są również cennym źródłem wiadomości o głównym bohaterze… a przy okazji pozwalają nieźle się pośmiać.

Prince of Persia

Dotychczas rozwodziłem się nad samymi zaletami nowego PoP-a, niestety, nie jest aż tak różowo, żeby był to produkt bez wad. Wcześniej wspomniany "nieśmiertelny", główny bohater oraz tak zwany "backtracking", czyli konieczność powtarzania pewnych lokacji w celu posunięcia akcji do przodu to moim zdaniem dwa największe błędy. Oczywiście, brak ewidentnej śmierci wielu osobom zapewne się spodoba. Po pewnym czasie naprawdę nie czujemy już tego ryzyka podczas pokonywania kolejnych przeszkód. Przecież i tak nic nam się nie stanie. Gra jest zdecydowanie za łatwa, co od kilku lat staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym w tej branży. Jest szalenie efektowana, ale przy tym diabelnie prosta i o ile nie mamy trudności z alternatywnym opanowaniem pięciu przycisków na klawiaturze, gra nie stanowi dla nas żadnego problemu, czego o poprzednich częściach na pewno nie można powiedzieć.

Pomimo tego nowy "Książę" to i tak najsilniejszy pretendent to tronu gier zręcznościowych. Niesamowite stężenie akcji, do której przygrywa wspaniała muzyka tworząc niezapomniany klimat. Niemal całkowity brak grawitacji, wspaniałe elementy zręcznościowe, przepiękna grafika, bardzo ciekawie przedstawieni i dobrani bohaterowie. Ta gra to obowiązkowa pozycja dla fanów gier zręcznościowych.

Prince of Persia

Nowy Prince of Persia to przykład produkcji naprawdę dopracowanej, pełnej prawdziwej finezji. Widzimy to już na pierwszy rzut oka, podziwiając scenografię i charakteryzację, czytając dialogi, wsłuchując się w muzykę, widząc realistyczne animacje Eliki i głównego bohatera. W niby infantylną fabułę wsiąkamy jak gąbka, aby potem odkryć, że wcale nie jest taka płytka, jak sądziliśmy. No i zakończenie… To jedno z najbardziej niesamowitych zakończeń, jakie miałem możliwość podziwiać w 2008 roku i nie tylko. Epicko, mrocznie, smutno. Każdy jeszcze podczas gry rozważał jak to wszystko może się skończyć… Cóż, gra nie kończy się na napisach końcowych, mi opadła szczęka. Underworld pokonany bezapelacyjnie.